A teraz Camper

Dwa dni temu Camper był 80 mil za liderem. Ale mieli plan i rozpoczęli mozolną wspinaczkę – dzisiaj (piątek) dotarli na pierwsze miejsce, wyprzedzając Abu Dhabi, który wcześniej zdetronizował Telefonicę. Sformułowanie „ostatni będą pierwszymi” znalazło jak widać swoje odzwierciedlenie nawet w regatach dookoła świata.

Zupełnie nowa kolejność i duże zmiany. / http://www.volvooceanrace.com

 Do mety jeszcze 2000 mil, flota chwilowo płynie pod wiatr, a w dalszym ciągu wszystko jest możliwe i kolejność jachtów może jeszcze zostać nie raz przetasowana. Pogoda w tym etapie jest bardzo zmienna i wymaga od nawigatorów wykorzystania całej wiedzy i analizy wszystkich możliwych wariantów – trasy poszczególnych jachtów różnią się od siebie wyraźnie, widać, że każdy stara się opracować własną opcję. Telefonica spadła na trzecie miejsce, a lider pierwszych dni tego etapu, Groupama, na piąte. Ale żadna z załóg się nie poddaje. Łódki spodziewane są na mecie w Lizbonie 31 maja, a więc w najbliższy czwartek. Ciekawe, co wydarzy się przez weekend …

Widać wyraźnie wyż w rejonie Azorów blokujący drogę do celu. / http://www.volvooceanrace.com

Kolejny nudny dzień w biurze … / Fot. Nick Dana/Abu Dhabi Ocean Racing/Volvo Ocean Race

„Widać, kto kuma”

Muszę przyznać, że wielki szacun dla Franka Cammasa, który wczoraj w jednym ruchu odjechał na ponad 70 mil od reszty, jako jedyny wykorzystując optymalnie mało przewidywalne ruchy Alberto. Reszta floty spędziła sporo czasu – ok. 12 godzin – sztormując pod wiatr w pobliżu centrum huraganu. Jak napisał wczoraj Gutek na Fb – “teraz widać, kto kuma”. Dziś już przewaga nie jest tak spektakularna (niecałe 30 Mm), ale dalej wyraźna, zobaczymy co dalej.

Jedna rufa w idealnie wybranym momencie i od razu jest efekt. / http://www.volvooceanrace.com

Poniżej wyjątki z blogu Iana Walkera (Azzam – Abu Dhabi):

„Cała flota z wyjątkiem Groupamy została złapana, kiedy Alberto zmienił trasę i przesunął się powyżej nas. Próbowaliśmy wykorzystać zmianę kierunku wiatru, ale ta zmiana prowadziła prosto w oko cyklonu. Po czym nastąpiło 12 godzin chaosu, gdyż znaleźliśmy się po złej stronie niżu, halsując pod wiatr o prędkości 35 węzłów. Nagle zamiast na szybkiej autostradzie którą mieliśmy okrążyć sztorm, znaleźliśmy się w jego środku, z trzema refami na grocie i sztormowym fokiem. Było kilka groźnych fal, ale najgorsze były pioruny, bijące wszędzie dookoła tak gęsto, że wydawało się, że nie ma szans, żeby któryś nie uderzył w maszt. Udało nam się w końcu przedostać na „lepszą” stronę i ruszyć do przodu. Groupama przechytrzyła wszystkich, wykonując rufę dużo wcześniej i trzymając się dalej od Alberta – za co zainkasowali bonus w postaci 70 mil.

Teraz, po całym dniu ciągłego zmieniania żagli mamy już bardziej stabilny wiatr, ale wszyscy są zmęczeni, bo przez ten cały czas cała załoga była potrzebna na pokładzie. Zdarzyło się kilka kontuzji, w tym jedno poważne uderzenie w głowę. Teraz trzeba odpocząć, zjeść, napić się i jechać dalej. Etap, który miał być łatwym przejściem Atlantyku okazał się już na początku czymś zupełnie innym.”

Camper z drugiego na piąte. Jak piszą, byli „kanarkiem w kopalni”, walcząc w słabym wietrze ze wszystkich możliwych kierunków – ale za to reszta jachtów wiedziała, że od tego miejsca trzeba trzymać się z daleka.

Fakt, że Groupama ominęła Alberta nie znaczy, że mieli łatwo i po płaskiej wodzie … / Fot. Yann Riou/Groupama Sailing Team/Volvo Ocean Race

Co zrobi Alberto?

Tak było na regatach portowych – bliska, ale niezwykle fotogeniczna walka. / Fot. PAUL TODD/Volvo Ocean Race

Sobotni wyścig portowy przyniósł trzecie już zwycięstwo załodze Abu Dhabi. Być może nie ma ona szans na walkę o podium, ale chłopaki Iana Walkera pokazali, że poprzednie dwie wygrane „na bojkach” nie były jednak przypadkowe. Wyprzedzili Francuzów, którzy zajęli drugie miejsce zmniejszając dystans punktowy do Telefoniki (teraz różnica wynosi zaledwie 7 pkt), która niestety dotknęła znaku kursowego, za co karą  była ostatnia lokata w in-port race (ale Hiszpanie wciąż na prowadzeniu). Trzecia w sobotę była Puma, wyprzedzając załogę Campera i Team Sanya.

Wczorajszy start w Miami odbył się przy słabym wietrze, ok. 5 węzłów, więc można było oglądać na masztach wielkie żagle typu „code zero”. Załoga Abu Dhabi pierwsza dotarła do Golfsztormu, co sprawiło, że prędkość Azzama wzrosła natychmiast z 5 do 10 węzłów.

Na kursie Lizbona, po drodze Alberto. / Fot. IAN ROMAN/Volvo Ocean Race

Dzisiaj na prowadzeniu Groupama, a cała flota żegluje wprawdzie z silnym prądem, ale za to pod wiatr wiejący z północy, co sprawia, że pojawia się przeciwna fala. Płynięcie z Golfsztromem pod wiatr i pod falę to nie jest bardzo przyjemna żegluga, ale mimo to wyniki nie są złe – prędkości wszystkich łódek, nie wykluczając Sanyi, wynoszą ponad 20 węzłów w pierwszej dobie po starcie. Niemniej kluczem do sukcesu, a w każdym razie do szybkiego skoku przez Atlantyk może okazać się tropikalny cyklon Alberto – pierwszy w tym sezonie huragan. Sztuką będzie nie zbliżyć się do niego za bardzo, ale maksymalnie wykorzystać jego możliwości, czyli skorzystać z silnego wiatru wiejącego w dobrą stronę. „Jak na razie było już kilka decyzji do podjęcia” – mówi z pokładu prowadzącej stawkę Groupamy Damian Foxall – „Ale jak widać, wszyscy naśladują nasze ruchy. Jesteśmy na dobrej pozycji, pierwsi zrobimy zwrot i pierwsi będziemy jechać już bezpośrednio w kierunku Portugalii. Jest dobrze.”

Mniejszy układ atmosferyczny widoczny po lewej (żółte i pomarańczowe strzałki przy Miami) to musi być Alberto, większy niż (czerwone strzałki) na północy widoczny wyżej. / http://www.volvooceanrace.com

Według eksperta regat ds. meteorologii, Gonzalo Infante, pogoda na Atlantyku w tej chwili jest niestabilna, niemniej jest szansa, że będzie można popłynąć na skróty. „Dalej na północ formuje się nowy niż, który połknie huragan Alberto i być może zmusi do przesunięcia się duży układ wyżowy blokujący od wschodu drogę do Lizbony. Z kolei chłodny front związany z niżem przyniesie ze sobą wiatr, co umożliwi załogom wybranie krótszej drogi. Z pewnością drzwi są otwarte – ale liczy się czas.”

Zaledwie 14 punktów wynosi różnica pomiędzy pierwszą w zestawieniu generalnym Telefoniką a czwartą Pumą … a nagroda dla pierwszego na mecie etapu to kolejne 30 punktów, więc gra toczy się wciąż o wszystko.

Etap siódmy już zaraz – powrót do Europy

Team Sanya – czy będzie wielki powrót? / Fot. PAUL TODD/Volvo Ocean Race

Wszystkie sześć łódek – razem z naprawioną Sanya Lan, która nie brała udziału w poprzednim etapie – wystartuje już w najbliższą niedzielę do Lizbony. Skok przez Atlantyk nie jest długi (organizatorzy podają dwa dystansy: 3 590 Mm i  4131 Mm, zależy jak mierzyć), co nie oznacza, że zupełnie banalny. Historycznie transatlantycki etap VOR rozpoczynał się w Nowym Jorku lub Bostonie i kończył w Anglii, a optymalna trasa wiodła dość daleko na północ. Obecnie start jest właściwie z tropików, a meta w Lizbonie, co powoduje, że można obrać „klasyczną” trasę północną lub próbować płynąć „na skróty” prosto do Portugalii.

Jak zwykle, wszystko zależy od pogody, a strategia będzie zależała od bieżących prognoz. Po starcie z Miami można skorzystać z dodatkowego przyspieszenia jakie daje Golfsztrom (3-4 węzły w korzystnym kierunku przy wyborze wariantu północnego), ciepły prąd morski opływający zachodnie brzegi Ameryki Północnej i również płynący przez Atlantyk. Dodatkowo trasa wzdłuż brzegów Ameryki Północnej może być lepsza ze względu na formujące się w rejonie przylądka Hatteras niże, podążające śladem Golfsztromu. Decyzją strategiczną będzie wybór momentu, kiedy opuścić rejon pomyślnego prądu. Na razie nie wiadomo jednak, czy ta opcja jest pogodowo „opłacalna” – dokładna prognoza pogody obejmuje nie więcej niż 24 godziny.

Etap siódmy to cały Atlantyk, który bywa tak samo nieprzyjemny jak Ocean Południowy / http://maps.google.com/

W drodze do Europy jest jeszcze jedna przeszkoda –  konieczność omijania wyżu azorskiego, czyli rejonu słabych i kapryśnych wiatrów, który w dodatku zmienia swoje położenie. Nawigatorzy będą więc musieli być bardzo czujni przez cały czas, bo jak wiadomo słaby wiatr jest dużo trudniejszy od silnego, a dzięki minimalnym różnicom przy małej prędkości można znaleźć się nieoczekiwanie poza podium, jak Telefonica w ostatnim etapie.

„Będzie dużo wiatru, duże fale i dużo akcji” – mówi „dyżurny” meteorolog regat, Gonzalo Infante. „Północny Atlantyk może być tak nieprzyjemny jak Ocean Południowy, z falami do 10 metrów wysokości. Ten etap może wygrać każda z sześciu załóg.”

Punktowane regaty portowe już w sobotę 19 maja, etap zaczyna się 20 maja, w niedzielę, o godzinie 1700 UTC (1300 czasu lokalnego, 1900 polskiego) – orientacyjnie powinien potrwać około 11 dni.

Do końca regat pozostały jeszcze 3 etapy pełnomorskie i cztery wyścigi portowe. Bliska bardzo walka pomiędzy Pumą a Camperem pokazała, że obie te załogi potrafią zabłysnąć, niespodziewanie wyprzedzając liderów tabeli w postaci Telefoniki i Groupamy. Można przyjąć, że Sanya i Abu Dhabi są już bez szans, ale kwestia „kto wygra” ten etap oraz całość pozostaje wciąż otwarta, a takie sytuacje najbardziej lubimy :)

Morski potwór górą w Miami

Puma: zwycięstwo w pięknym stylu. / Fot. Marco Oquendo/Volvo Ocean Race

Wszystkie jachty VOR już w Miami na Florydzie. Kolejność: Puma, Camper, Groupama, Telefonica.

Różnica pomiędzy pierwszą na mecie Pumą a drugim Camperem wyniosła niewiele ponad godzinę, a między trzecią z kolei Groupamą a czwartą w tym etapie Telefonicą (!) zaledwie 37 minut. (Piąty jacht, Abu Dhabi, w momencie pisania tego tekstu był jeszcze 15Mm od mety, szósta Sanya nie startowała w tym etapie.)

Dla Pumy to drugie z kolei zwycięstwo i ogromne dowartościowanie, tym bardziej, że zespół, choć międzynarodowy, to jednak najbardziej amerykański ze względu na narodowość skipera, więc świętują w domu. Od utraty masztu w pierwszym etapie Puma nieustannie pnie się w górę. W zakończonym właśnie etapie praktycznie cały czas byli na prowadzeniu (z dwoma wyjątkami, gdy wyprzedzał ich Camper, ale nigdy na dłużej niż 48 godzin) i mają jak najbardziej szansę na dalszą walkę.

Szczerze i naprawdę uśmiechnięty Franck Cammas z Groupamy. / Fot. IAN ROMAN/Volvo Ocean Race

Sukces zanotowali też Francuzi, którym  pomimo słabego początku i  kilku dni spędzonych na końcu stawki udało się wejść na podium, pokonując Hiszpanów, największego rywala. (Wszystko dzięki taktycznej rozgrywce i wybraniu drogi pomiędzy wyspami, gdzie był silniejszy wiatr niż na otwartym morzu.) Ale właściwie do ostatnich mil nie było pewne, że kolejność na mecie będzie akurat taka, a nie inna. Przy różnicach wynoszących zaledwie kilka mil wystarczy „odkrętka” czy mocniejszy podmuch – albo chwila dekoncentracji.

Telefonica tym razem poza podium. Dla liderów nie jest to łatwa sytuacja. / Fot. Diego Fructuoso/Team Telefonica/Volvo Ocean Race

Z tabeli klasyfikacji generalnej widać, że pomimo rozegrania już 6 z 9 etapów, trudno typować pewnego zwycięzcę. Prowadzi Team Telefonica (164 pkt), ale Groupama ma 153, Camper 149 i Puma 147. Wiadomo, że Hiszpanie wcale nie są niepokonani, Francuzom też zdarzają się grube pomyłki (w tym etapie nie było żadnych znaczących awarii, więc wszystkie zmiany kursu, a także wzloty i upadki są wynikiem obliczeń nawigatorów), a w punktowanych wyścigach portowych zdarzają się niespodzianki. Co przyciąga uwagę kibiców, a wyścig, im bliżej końca, tym robi się ciekawszy, prawda?

Klasyfikacja bez punktów dla Abu Dhabi, które jeszcze ma 15 Mm do mety / www.volvooceanrace.com