Na cztery babcia wróżyła

Sześć jachtów, cztery możliwości. / Fot. IAN ROMAN/Volvo Ocean Race

Dwa etapy morskie, niecałe 2500 Mm razem i trzy wyścigi portowe – oraz cztery jachty pretendujące do zwycięstwa w kategorii generalnej. Tak wygląda sytuacja.

Nigdy w 39-letniej historii tych regat nie zdarzyło się jeszcze, aby na około 10 dni żeglugi pełnomorskiej przed końcem Volvo Ocean Race aż cztery jachty miały tak realne szanse na zwycięstwo.

Po pokonaniu liderów, hiszpańskiej Telefoniki, która pół roku zajmowała pierwszą pozycję, na prowadzenie wyszła Groupama, dowodzona przez Francka Cammasa. Zaledwie 21 punktów dzieli Francuzów od czwartego z kolei Campera. W najbliższą sobotę, 9 czerwca, regaty portowe i szansa na kolejne punkty. W niedzielę start do Lorient – rejs powinien zająć mniej więcej tydzień, 1900 Mm. Z Lorient, po kolejnych regatach portowych do Galway ostatni sprint, ok. 3 dni (500 Mm). Tam finał finałów – ostatni wyścig portowy na irlandzkich wodach.

Iker Martinez tak komentuje sytuację: „Prawda jest taka, że jedyną rzeczą, jaką będziemy pamiętać po regatach, będzie wynik finałowy w Galway. Zawsze podkreślaliśmy, że naszym celem jest znalezienie się na takiej pozycji, która będzie umożliwiała walkę o zwycięstwo w ostatnim etapie. Taką pozycję mamy, choć nie podoba się nam ona tak bardzo jak wcześniej.”

Franck Cammas również wie, że wiele jeszcze może się wydarzyć. „Nie spodziewaliśmy się tak dobrego wyniku, bo jesteśmy nową załogą w tym wyścigu (ostatnio Francuzi brali udział w edycji 93-94). Bycie liderem to dobre miejsce, ale wciąż jeszcze trzy lub cztery jachty mają szansę na zwycięstwo. Chcemy być pewni, że w Galway nie będziemy niczego żałować. Zostać liderem nie jest łatwo, a dobrze by było utrzymać tę pozycję.”

Z dwoma wygranymi, jednym drugim i jednym trzecim miejscem, Puma jest również poważnym zawodnikiem, zaledwie 12 pkt za Francuzami – w trakcie ostatnich dwóch miesięcy nazbierali więcej punktów, niż jakakolwiek inna załoga. Trzecia lokata jest wypracowana i stabilna. Gdyby nie utrata masztu w pierwszym etapie, mogliby być wyżej. „Naszym celem po utacie masztu stało się wygranie regat bez ukończenia wszystkich etapów” – mówi Ken Read, kapitan Pumy, pół-żartem, pół-serio. „To śmieszne, bo nie spodziewaliśmy się jednak znaleźć na tym miejscu.”

Camper pomimo 5 miejsca w ostatnim etapie ma 21 pkt straty do lidera, a Chris Nicholson jest daleki od poddania się bez walki. „Dopóki jest najmniejsza szansa na zwycięsto, będę walczył” – zapowiada. Czekamy.

Niezwykły finisz w Lizbonie

Tak wczoraj w nocy Lizbona witała zwycięzców. / Fot.PAUL TODD/Volvo Ocean Race

Wczoraj w nocy zakończył się 7 etap regat VOR z Miami na Florydzie do Lizbony w Portugalii. Kto nie oglądał na livestream niech żałuje :) Wygrała załoga Abu Dhabi z przewagą 6 minut nad Groupamą (tym samym Gutka rekord 40 sekund z Punta del Este pozoistaje niepobity, ha ha ha).
Uważam, że był to  najciekawszy do tej pory etap, choć krótki – zaledwie 3500 Mm. Ale dużo się działo, a jak widać, nie musi to oznaczać walących się masztów i dziur w kadłubach. Wystarczy nietypowa pogoda, huragan przemieszczający się własną trasą i tym podobne atrakcje, oraz pomyłki nawigatorów. Telefonica tak się zaangażowała w pilnowanie Groupamy, że zapomnieli o tym, żeby „jechać swoje”, no i wylądowali na 4 miejscu w tym etapie i drugim w klasyfikacji generalnej (różnica 3 pkt, ale zawsze). Na prowadzeniu w trakcie tego odcinka znajdowali się chyba wszyscy, a finałowa kolejność do samego końca nie była przesądzona.

Kolejność na mecie i w generalce / http://www.volvooceanrace.com

Metę można było śledzić na żywo – na kilka minut przed linią odbyła się wideokonferencja na żywo, można było oglądać motorówkę komisji, słyszeć sygnał mety oraz oglądać emocje załogi. Bardzo zabawny był komentator z biura regat rozmawiający z Nickiem Daną, media-oficerem na pokładzie: „Czy możesz opisać atmosferę na jachcie?” / „Co teraz czujecie?” / Czy możesz dać mi do telefonu Iana Walkera albo kogos z załogi?” (oficer medialny nie bierze udziału w manewrach i nie jest liczony jako załoga).  Odpowiedź na to ostatnie była rozbrajająco szczera:
” – Nie wiem, czy się da, bo wszyscy są na takiej adrenalinie, że raczej marne szanse…”. Ale oczywiście media to media, nie ma, że się nie da, więc po chwili żywiołowej radości Walker podszedł i można było posłuchać, co odpowiada na pytanie: ” – Jak się teraz czujesz”. (Takie pytania zawsze padają w kluczowych momentach, nie są może zbyt wyrafinowane, ale z drugiej strony, o co można zapytać gościa, który właśnie wygrał etap i cieszy się jak dzieciak, który dostał cukierka, a właściwie, torbę cukierków?)

Ian Walker, bohater wczorajszej nocy. / Fot. IAN ROMAN/Volvo Ocean Race

„Dwie ostatnie godziny były gorsze niż cały etap. Straciłem głos, przeziębiłem się, nie spałem wcale, sterowałem przez większość czasu. Ale ostatnie cztery godziny powoził Rob (Greenhalgh), nie dał się oderwać od kółka. W każdym z poprzednich etapów było tak, że wszyscy płynęli po prostej, gęsiego, a szybsze łódki w sposób naturalny wychodziły do przodu. Na starcie tego etapu, który wygraliśmy, było to widać wyraźnie – zaraz wyprzedziła nas Telefonica, później na kursach półwiatrowych działo się to samo.  Ale w kluczowych momentach tego etapu prędkośc nie była taka ważna. Ważniejsza była nawigacja na Golfsztromie i wykorzystanie jego prędkości, wykorzystanie pływów, właściwe rozegranie wyżu, przejście przez front. To wszystko była robota nawigatora (Jules Slater) i podejmowanie właściwych decyzji. A potem był jeszcze sprint do mety i mieliśmy nadzieję, że naszej przewagi wystarczy do mety, żeby obronić się przed jachtem, który jest prawdopodobnie najszybszą w półwietrze jednostką VO70 jaka kiedykolwiek powstała. Byli o włos za nami.”

Miłego weekendu, a na stronie YT / VOR fajne filmy z mety: http://www.youtube.com/volvooceanracevideos

Żółw i zmiany w tabeli

Taak … zacznijmy od tego, że Camper zwolnił z powodu żółwia. Nie żartuję. W sobotę prędkość spadła z 13 do 9 węzłów, więc  chłopaki rozpoczęli nerwowe poszukiwanie przyczyny. Jeden załogant został posłany do kabiny, aby sprawdzić za pomocą kamery, czy nie ma nic pod kadłubem. Otóż było – duży żółw morski na kilu. Przyznacie, że prawdopodobieństwo złapania akurat żółwia na kil jachtu VOR70 jest raczej trudne do policzenia. No ale się zdarza jak widać. Oczywiście jacht został ustawiony z wiatrem i żółw popłynął sobie swoją drogą, a cała sytuacja nie zajęła aż tyle czasu, żeby mieć wpływ na kolejność stawki, niemniej faktem jest, że tego samego dnia Camper spadł na trzecie miejsce, gdzie pozostaje do dziś. Zdjęć żółwia niestety w bibliotece zdjęć regat nie znalazłam. (A pamiętacie, jak Gutek złapał na kil wąż strażacki? To też było na Atlantyku …)

A wy? Co wy wiecie o żółwiach na kilu? / Fot. Hamish Hooper/CAMPER ETNZ/Volvo Ocean Race

O rozgrywanym właśnie 7 etapie można powiedzieć wszystko oprócz tego, że jest nudny. Nie sprawdziły się żadne „ogólne” przewidywania typu „kto pierwszy wyjdzie z Golfsztromu”. Pogoda w ostatnim tygodniu na Atlantyku była na tyle zmienna, że kolejność poszczególnych jachtów mierzona odległością do mety w portugalskiej Lizbonie (dziś lider ma 1400 Mm do celu) również zmieniała się codziennie. Czasami wydawało się, że tabela wyników potwierdza „oczywiste oczywistości”, gdy na pierwszym miejscu była Groupama lub Telefonica, ale liderzy spadli na ostatnie miejsca (tracąc dziś ok. 100 mil do lidera!) a pierwsze trzy miejsca zamiennie zajmowały załogi Campera, Pumy i aktualnie – Abu Dhabi. Team Sanya, najwolniejszy, bo najstarszy jacht, dziś płynie w środku stawki, na czwartym miejscu.

Abu Dhabi na prowadzeniu. Czy uda im się dotrzeć do mety z pierwszą lokatą? / Fot. Nick Dana/Abu Dhabi Ocean Racing/Volvo Ocean Race

Oczywiście możliwe pomyłki nawigatorów to jedno, ale druga sprawa to jednak przemieszczające się „lokalne” wiatry, których nie da się odczytać z żadnej prognozy, natomiast umiejętne i maksymalne ich wykorzystanie może prowadzić do sukcesu. Widać również bardzo zaciętą walkę pomiędzy Hiszpanami i Francuzami – Telefonica i Groupama trzymają się blisko i pilnują nawzajem. W ich przypadku chodzi wyłącznie o to, że ten, kto będzie pierwszy, zyska przewagę punktową nad bezpośrednim rywalem. Niemniej takie wzajemne krycie może doprowadzić to tego, że na prowadzenie w klasyfikacji ogólnej wyjdzie ktoś inny – w końcu różnice punktowe pomiędzy Telefonicą, Groupamą, Camperem i Pumą wynoszą kilka punktów, a za zwycięstwo w etapie można dostać 30 punktów (za drugie miejsce 25, trzecie 20, czwarte 15, piąte 10, szóste 5) co daje każdej z czterech pierwszych załóg prowadzenie. Na razie jednak pierwszy do mety jest Abu Dhabi – oni nawet jeżeli wygrają, będą tracić do prowadzącej czwórki ok. 50 punktów, co nie daje im raczej szans na wskoczenie na podium.

Bardzo ładnie widać, jak się pilnują. / http://www.volvooceanrace.com

Takie regaty dobrze się ogląda – nie ma połamanych masztów, ale za to jest zmienna pogoda, zmuszająca do myślenia i nieustannego zmieniania żagli, aby wykorzystać najmniejszy podmuch wiatru.

1400 Mm do mety to niby niedużo, ale jak widać nic nie jest jeszcze przesądzone. / http://www.volvooceanrace.com

A teraz Camper

Dwa dni temu Camper był 80 mil za liderem. Ale mieli plan i rozpoczęli mozolną wspinaczkę – dzisiaj (piątek) dotarli na pierwsze miejsce, wyprzedzając Abu Dhabi, który wcześniej zdetronizował Telefonicę. Sformułowanie „ostatni będą pierwszymi” znalazło jak widać swoje odzwierciedlenie nawet w regatach dookoła świata.

Zupełnie nowa kolejność i duże zmiany. / http://www.volvooceanrace.com

 Do mety jeszcze 2000 mil, flota chwilowo płynie pod wiatr, a w dalszym ciągu wszystko jest możliwe i kolejność jachtów może jeszcze zostać nie raz przetasowana. Pogoda w tym etapie jest bardzo zmienna i wymaga od nawigatorów wykorzystania całej wiedzy i analizy wszystkich możliwych wariantów – trasy poszczególnych jachtów różnią się od siebie wyraźnie, widać, że każdy stara się opracować własną opcję. Telefonica spadła na trzecie miejsce, a lider pierwszych dni tego etapu, Groupama, na piąte. Ale żadna z załóg się nie poddaje. Łódki spodziewane są na mecie w Lizbonie 31 maja, a więc w najbliższy czwartek. Ciekawe, co wydarzy się przez weekend …

Widać wyraźnie wyż w rejonie Azorów blokujący drogę do celu. / http://www.volvooceanrace.com

Kolejny nudny dzień w biurze … / Fot. Nick Dana/Abu Dhabi Ocean Racing/Volvo Ocean Race

„Widać, kto kuma”

Muszę przyznać, że wielki szacun dla Franka Cammasa, który wczoraj w jednym ruchu odjechał na ponad 70 mil od reszty, jako jedyny wykorzystując optymalnie mało przewidywalne ruchy Alberto. Reszta floty spędziła sporo czasu – ok. 12 godzin – sztormując pod wiatr w pobliżu centrum huraganu. Jak napisał wczoraj Gutek na Fb – “teraz widać, kto kuma”. Dziś już przewaga nie jest tak spektakularna (niecałe 30 Mm), ale dalej wyraźna, zobaczymy co dalej.

Jedna rufa w idealnie wybranym momencie i od razu jest efekt. / http://www.volvooceanrace.com

Poniżej wyjątki z blogu Iana Walkera (Azzam – Abu Dhabi):

„Cała flota z wyjątkiem Groupamy została złapana, kiedy Alberto zmienił trasę i przesunął się powyżej nas. Próbowaliśmy wykorzystać zmianę kierunku wiatru, ale ta zmiana prowadziła prosto w oko cyklonu. Po czym nastąpiło 12 godzin chaosu, gdyż znaleźliśmy się po złej stronie niżu, halsując pod wiatr o prędkości 35 węzłów. Nagle zamiast na szybkiej autostradzie którą mieliśmy okrążyć sztorm, znaleźliśmy się w jego środku, z trzema refami na grocie i sztormowym fokiem. Było kilka groźnych fal, ale najgorsze były pioruny, bijące wszędzie dookoła tak gęsto, że wydawało się, że nie ma szans, żeby któryś nie uderzył w maszt. Udało nam się w końcu przedostać na „lepszą” stronę i ruszyć do przodu. Groupama przechytrzyła wszystkich, wykonując rufę dużo wcześniej i trzymając się dalej od Alberta – za co zainkasowali bonus w postaci 70 mil.

Teraz, po całym dniu ciągłego zmieniania żagli mamy już bardziej stabilny wiatr, ale wszyscy są zmęczeni, bo przez ten cały czas cała załoga była potrzebna na pokładzie. Zdarzyło się kilka kontuzji, w tym jedno poważne uderzenie w głowę. Teraz trzeba odpocząć, zjeść, napić się i jechać dalej. Etap, który miał być łatwym przejściem Atlantyku okazał się już na początku czymś zupełnie innym.”

Camper z drugiego na piąte. Jak piszą, byli „kanarkiem w kopalni”, walcząc w słabym wietrze ze wszystkich możliwych kierunków – ale za to reszta jachtów wiedziała, że od tego miejsca trzeba trzymać się z daleka.

Fakt, że Groupama ominęła Alberta nie znaczy, że mieli łatwo i po płaskiej wodzie … / Fot. Yann Riou/Groupama Sailing Team/Volvo Ocean Race