Wiwat kalosze!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fot. MJ / Etretat, Francja

Przeczytałam niedawno zupełnie świeży (z 2 stycznia) reportaż w New York Times o uratowanym rybaku, który wypadł za burtę przy pracy i przeżył. Cudem, odnaleziony został po długiej akcji ratunkowej. Prawda, że zachował się wyjątkowo przytomnie. No i udowodnił, że kalosze nie muszą być kotwicą, jeżeli się trochę zmodyfikuje ich zastosowanie.

Pokrótce sprawa miała się tak: kuter do połowu krabów wypłynął sprawdzać pułapki. 40 mil od brzegu. 3 osoby załogi. Dwie śpią, jest noc. Facet na wachcie chciał otworzyć klapę ładowni, do czego potrzeba była pewna ekwilibrystyka. Ułamało się okucie, pojechał za rufę jak ze zjeżdżalni. Zima, Atlantyk, statystyki dla tego rejonu podają, że można przeżyć maks. 19 godzin. Postanowił się nie dać. Zdjął kalosze, odwrócił podeszwą do góry i wstawił pod pachy. Znacząco zwiększył swoją pływalność – w kaloszach były „balony” powietrza. Postanowił przetrwać do świtu. Mniej więcej wiedział, gdzie jest – zaczął płynąć z prądem w stronę, gdzie powinny znajdować się pułapki na kraby wyposażone w boje, co zwiększało szanse przetrwania.

Rano koledzy na kutrze zorientowali się, że go nie ma. Rozpoczęła się akcja poszukiwawcza, do której włączyli się również lokalni rybacy. Sprawa zakończyła się happy endem, choć szanse były niezbyt duże – jak wiadomo, zauważenie ludzkiej głowy na rozfalowanym oceanie, nawet obok dużej boi, to nie jest sprawa oczywista.

[Całość jest do przeczytania tu – szczerze polecam: http://www.nytimes.com/2014/01/05/magazine/a-speck-in-the-sea.html?pagewanted=1&_r=3&hp&]

Zastanawia mnie jedno – o czym z kolei pisze Sailing Anarchy – dlaczego człowiek utrzymujący się z pracy na morzu nie ma kamizelki i/lub urządzenia lokalizującego (personal EPIRB na przykład), co znacznie zwiększa jego szanse przeżycia za cenę ok. 300 dolarów – oraz znacznie redukuje koszty akcji poszukiwawczej (o czym już litościwie anarchiści nie wspominają, pisząc jedynie wprost o głupocie takiego postępowania: http://sailinganarchy.com/2014/01/06/the-dumb-man-and-the-sea/ oraz dodając serię rad, jakie są do znudzenia powtarzane na każdym przyzwoitym kursie żeglarskim, z komentarza zamieszczonego tu: http://gcaptain.com/trying-very-hard-to-die/.

Tyle póki co noworocznej lektury, wszystkim wszystkiego dobrego na nadchodzący sezon! Żeglujcie bezpiecznie!

A tutaj znalezione w sieci nagrania z różnych akcji ratunkowych U.S. Coast Guard. Top 10. Warto zajrzeć:

http://www.sailingscuttlebutt.com/2014/01/02/u-s-coast-guard-top-10-videos-2013/

6 thoughts on “Wiwat kalosze!

    • Wygląda na solidnie rozjechanego.Mam nadzieję, że odzyskany kadłub pomoże odkryć przyczynę pęknięcia poszycia a następnie zatonięcia Cheminees Poujoulat.

      • Tak za bardzo nie zatonął ,jednak grodzie trzymały,(bojka podawała pozycję)ale ciekawe czy będą go składali,może do treningów.Jacht chyba w drodze powrotnej był ubezpieczony?

  1. Nooo, wręcz CUDowna historia. Dzięki Milka za zmianę dekoracji, bo już się nie mogłem doczekać….

    Oczywiście przyłączam się dożyczeń: wielu wspaniałych wrażeń i PRZEŻYĆ podczas bezpiecznych

    rejsów w 2014 roku.

  2. Pouczająca historia, wzruszający przykład solidarności zawodowej rybaków i wytrwałości ratowników ! Gotowy scenariusz filmowy napisany przez życie i to jeszcze z szczęśliwym zakończeniem. Lektura obowiązkowa . Dzięki !!!

    P.S. Kalosze i skarpety – cudowny wynalazek !!! :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.