Dzisiaj w porannej „prasówce” żeglarskiej zaciekawiła mnie informacja, że IMOCA (International Monohull Open Classes Association) zaczyna zastanawiać się nad koncepcją klasy Open …
Pretekstem do spotkania zarządu klasy są przygotowania do startujących w weekend regat dwuosobowych załóg Transat Jacques Vabre – imprezy bardzo prestiżowej, w której jachty typu Open 60 IMOCA są licznie reprezentowane. Kluczowymi dla IMOCA imprezami są również startujące za rok regaty samotników dookoła świata Vendee Globe oraz Barcelona World Race (parami, non-stop dookoła).
Wprawdzie IMOCA radzi sobie dobrze – rozgrywane są imprezy i powstają nowe jachty – ale nie da się udawać, że kryzysu nie ma, skoro żeglarze tacy jak Jean Le Cam, Dominique Wavre, Bernard Stamm i Alex Thomson, że o Gutku nie wspomnę, szukają wciąż sponsora na Vendee Globe, podczas gdy powinni już właściwie finalizować przygotowania.
Jaka może być na to rada, pozwalająca na jednoczesne zwiększenie bezpieczeństwa i przystępności przy zachowaniu wysokiego poziomu regat? Nic nowego, to znaczy zaczynają myśleć o modyfikacji przepisów klasy Open, które w sposób naturalny wymuszają projektowanie nowych konstrukcji i naturalną ewolucję jachtów. Teoretycznie wyjściem wydaje się One-Design, czyli identyczne jachty. (To samo będzie przecież w Velux 5 Oceans). Mogłoby to obniżyć koszty o prawie jedną trzecią, bez kompromisów jeżeli chodzi o solidność konstrukcji i poziom sportowy. Dzięki formule Open wprowadzonych zostało do szerszego użytku wiele fantastycznych rozwiązań, ale dziś, żeby wygrywać w tej klasie potrzeba nie tylko talentu żeglarskiego, ale też ekipy specjalistów i inżynierów, bez których ani rusz.
Ale do najbliższego Vendee Globe zbudowano sześć nowych jachtów … I co teraz? Tak więc przyszłość klasy – oraz związanych z nią największych wydarzeń żeglarskich – na razie pozostaje w strefie teorii, a w styczniu przyszłego roku być może zostaną podjęte dalsze decyzje – oczywiście optymalne dla klasy.
http://www.imoca.org/en/