Gabart o utracie masztu

1530

Macif płynie do Salvador de Bahia na takielunku awaryjnym wykonanym z bomu. Prędkość, jak wynika z trackingu, 3-4 węzły. Tymczasem w rankingu (16.30 UTC) prowadzi PRB – do celu ma 899 mil. 54 Mm za nim Safran, 60 mil Maitre Coq. Na czwartym Cheminées Poujoulat (172Mm do lidera), piąte Macif (nie zgłosił wycofania, zamierzają dotrzeć do Itajai, bo stamtąd możliwy jest transport jachtu statkiem do Europy). Szósty Bureau Valee, siódmy VNAM, 8 ENERGA (20 mil za nim), 9 Team Plastique (90 mil za ENERGĄ), 10 Initiatives Coeur (5 mil za Team Plastique).

Francois Gabart opowiada o tym, co się stało w rozmowie z biurem regat:

„Płynęliśmy lewym halsem, na pełnym grocie i dużym genakerze. Wiatr 15-20 węzłów, niewielka fala od tyłu, co pozwalało na delikatny surfing, nie było nieprzyjemnie. Godzinę czy dwie wcześniej były szkwały, ale w momencie, kiedy maszt się złamał, wiatr był stały. Żeglowaliśmy na autopilocie, ja byłem w kokpicie a Michel odpoczywał w kabinie. Podejrzewam, że złamała się rura masztu, a nie któryś z salingów bocznych. Maszt złamał się na wysokości około 12 metrów nad pokładem, co oznaczało, że jakieś 18 metrów masztu było w wodzie. To, co zostało, utrzymało się na zejściówce. Ustawiliśmy się z wiatrem.

Na szczęście żadnemu z nas nic się nie stało. Zdecydowanie lepiej nie znaleźć się na drodze spadającego w dół masztu z żaglami. W czasie około godziny udało nam się oddzielić górną część masztu od dolnej i zabezpieczyć bom. Obaj jesteśmy w podobnym stanie psychicznym, smutni i zawiedzeni. Ale obaj jesteśmy z tych, co patrzą w przyszłość. W takich sytuacjach to na pewno jest lepsze.

Takielunek awaryjny. © Francois Gabart / Macif / TJV2013

Takielunek awaryjny. © Francois Gabart / Macif / TJV2013

Jak tylko maszt zaczyna się łamać, w dwie sekundy jest po wszystkim, więc naprawdę nie mogę spekulować na temat tego, co mogło się stać. Wiem, że cisnęliśmy jacht, ale płynęliśmy w warunkach, które można uznać za normalne. I nie był to pierwszy raz, kiedy jacht był poddawany takim obciążeniom od momentu kiedy został zwodowany dwa lata temu.

Po regatach Vendée Globe postawiliśmy nowy, lżejszy maszt. Chcieliśmy trochę odciążyć jacht bez utraty bezpieczeństwa. Gdybyśmy mieli stary, niewykluczone, że zdarzyłoby się to samo. . [Ale ten drugi maszt zawsze był delikatniejszy, a warunki w Transat Jacques Vabre dość ciężkie. Nie chcę zgadywać, wydaje się to oczywiste. – tego fragmentu nie ma w wersji francuskiej, jest tylko w angielskiej, ale na tyle dziwnie brzmi, że trudno dociec o czym naprawdę była mowa – MJ.]

Nie sądzę, żeby nasz wyścig z PRB miał jakiś wpływ na to, jak bardzo cisnęliśmy. Od czasu do czasu odpuszczaliśmy, naszym celem było utrzymanie stałej, jak najlepszej prędkości. Nie chcieliśmy przedobrzyć, chcieliśmy żeglować czysto i nawet, gdy PRB było kilka mil przed nami czy za nami, nie wpływało to na nasze działania.

Dwa razy w życiu przeżyłem utratę masztu, oba na jachcie IMOCA, między Brazylią a Afryką i za każdym razem płynąłem z Michelem. Myślimy o tym, co się stało dwa lata temu w trakcie Barcelona World Race. Ale powody są inne. Chociaż uczucie smutku to samo, ponieważ nagle i niespodziewanie wszystko się kończy. Jednocześnie patrzymy na pozytywne strony – mogło się to zdarzyć w każdej innej chwili, gorszej dla nas i dla jachtu. Od czasu Barcelony było super. Nie ma powodu dla którego teraz, po tej drugiej utracie masztu, miałoby być inaczej. Płyniemy z wiatrem w stronę Salvador de Bahia. Pod wiatr na sztormowym foku nie zajechalibyśmy daleko … mamy trochę paliwa, ale niewiele i musimy oszczędzać, chcemy móc płynąć na silniku w porcie. Nasz takielunek awaryjny działa. Pomysł jest taki, aby płynąc najlepszym możliwym kursem. Mamy prędkość 3-4 węzły, na silniku 6-7. Dopłyniemy pewnie w nocy lub rano. Zespół brzegowy leci już do nas, powinni być na miejscu rano lub jutro po południu. W Salvador de Bahia chcemy postawić lepszy takielunek awaryjny na którym popłyniemy do Itajai, bo jacht musi tam się znaleźć, aby wrócić do Europy na statku w trakcie najbliższych tygodni.”

Równik i trzask

Wczoraj równikowe szaleństwo, czyli chrzczenie Świstaka, a dzisiaj rano wiadomość, że Macif bez masztu. Drugi raz Gabart i Desjoyeaux jadą razem i drugi raz kończą połamaniem. Ucieczka przed PRB była jak widać na granicy możliwości sprzętu … Z dostępnych informacji wynika, że płyną samodzielnie do Salvador de Bahia, znaczy się silnik sprawny, nie ma akcji ratunkowej.

Macif. / Fot. C. Launay / Macif / TJV2013

Macif. / Fot. C. Launay / Macif / TJV2013

 

Zdjęcia z wczorajszej akcji na równiku mamy tu:

Będzie jeszcze film – już niebawem.

Gutek z pokładu: Slalom między chmurami

Dzisiejsze nagranie z pokładu. Jakość kiepska (iridium), więc na wszelki przypadek z transkrypcją.

„Tak naprawdę próbujemy robić slalom między dużymi chmurami, najlepiej pod nie się nie dostawać, ale teraz w tej chwili się dostaliśmy, pod taką jedną duża i ona nas strasznie tutaj ogranicza jeżeli chodzi o prędkość. Plan jest prosty – jak najszybciej przebić się na południe, a później jak już będzie wiatr pasatowy, na półkuli południowej, to będziemy już płynąć właściwie do celu, natomiast teraz – aby się przebić przez strefę Doldrums (okołorównikową, strefę konwergencji międzyzwrotnikowej – przyp.red.) – to jest główny cel na chwilę obecną.

Strasznie nam brakuje jakichś słabowiatrowych żagli, czuć jak jest mało wiatru to nie mamy kompletnie prędkości. Trzeba to na przyszłośc zmienić. Ale przesuwamy się do przodu, sporo żeśmy nadrobili do rywali, także mam nadzieję, że to utrzymamy. Jeszcze raz wszystkim chciałbym podziękować za trzymanie kciuków, pozdrawiamy z równika, Gutek i Świstak. Pozdrawiamy!”

/ fot. R. Hajduk – Shuttersail.com

Rotszyld pierwszy

Fot. J.M. Liot / DPPI / TJV2013

Fot. J.M. Liot / DPPI / TJV2013

Sébastien Josse i Charles Caudrelier przekroczyli linię mety regat Transat Jacques Vabre dziś, w poniedziałek 18 listopda o godzinie 18:03:54 czasu środkowoeuropejskiego. W porcie docelowym w brazylijskim Itajai znaleźli się po 11 dniach 5 godzinach 3 minutach i 54 sekundach od startu z francuskiego Hawru i przepłynięciu teoretycznego dystansu 5 450 mil morskich. Średnia prędkość ich trimarana MOD70 Edmond de Rothschild wyniosła 22,12 węzła. Drugi z jachtów tej klasy, Oman Air – Musandam, prowadzony przez załogę Sidney Gavignet / Damian Foxall spodziewany jest w Itajai dziś około godziny 22:00.

Jacht ENERGA ze Zbigniewem Gutkowskim i Maćkiem Marczewskim dziś żegluje na 9 pozycji w klasie IMOCA, wyprzedzany przez włoski Team Plastique, który teoretycznie znajduje się bliżej mety. Na mapie wygląda to tak, że oba jachty są prawie równolegle, po dwóch stronach ortodromy – najkrótszej możliwej drogi do celu (nie uwzględniającej konieczności dopasowania się do kierunku wiatru). Wszystko zależy teraz od kapryśnych warunków międzyzwrotnikowej strefy konwergencji (ITCZ) oraz tego, kto lepiej wykorzysta lokalną pogodę, nieprzewidywalną w tym rejonie.

Zrzut ekranu 2013-11-18 (godz. 18.53.18)

Lekcja latania :)

Gutek przysłał nowy film. Przez telefon powiedział też, że zepsuł im się jeden wózek na szynie grota, ale już naprawili. A ryb latających nie nagrał, bo jakoś ich mało. Mówił, że ewentualnie złapie nielatającą i będzie ją uczył … Ale jak będą płynąć tak jak na tym filmie, to raczej nic nie złapią :)

Jacht ENERGA odzyskał dziś ósme miejsce i prowadzi trójkę zamykającą stawkę swojej klasy. Organizatorzy określają to jako „regaty międzynarodowe”, bo za Polakami są Włosi (Alessandro DiBenedetto / Alberto Monaco na Team Plastique) oraz duet francusko-belgijski (Tanguy Delamotte/Francois Damiens na Initiatives Coeur). Liderem wciąż jest Macif, będący na najkrótszej drodze do celu, z przewagą 23 mil nad PRB. Cheminées Poujoulat i Safran żeglują praktycznie obok siebie. W pierwszej piątce bardzo intensywna walka, a każdy z jachtów już co najmniej raz był na prowadzeniu…

Duże trimarany MOD (Edmond de Rothschild: Sebastien Josse/Charles Caudrelier oraz Oman Air Musandam: Sidney Gavignet/Damian Foxall) mijają okolice Salvador de Bahia, gdzie kiedyś była meta regat TJV. Jutro powinny minąć Cape Frio, na wejściu do zatoki Bay of Rio, będącej rejonem bardzo niestabilnym pogodowo. Rozpoczynają ostatnie 1000 mil do Itajai, ale te ostatnie mile zapowiadają się w towarzystwie raczej słabych, kapryśnych wiatrów i dużej liczby chmur.

Dwa pierwsze z mniejszych trimaranów, Multi 50, właśnie zwolniły (Actual: Yves Le Blevec/Kito de Pavant i FenetreA-Cardinal: Erwan Le Roux/Yann Elies; pozostałe są 500 mil z tyłu). Są już w strefie słabych wiatrów konwergencji międzyzwrotnikowej.  Strefa ITCZ według dostępnych danych (na zdjęciach satelitarnych) ma szerokość ponad 300 mil. Wydawało się, że przejdą ją szybko i bez większych kłopotów. Dwa węzły prędkości zamiast dwudziestu – to naprawdę może być frustrujące.

Na mecie w Itajai dziś otwarto miasteczko regatowe, które szykuje się na powitanie pierwszych zawodników.

Foto z pokładu. / ENERGA Sailing

Foto z pokładu. / ENERGA Sailing

Ostatni mail od Gutka z wczorajszego wieczoru był taki:

„Pojawiły się ryby latające, nie jakoś dużo, ale już latają. Powinny „zacząć się” trochę wcześniej, ale z jakiegoś powodu ich nie było. Plastik przyspieszył, że szok, jestem bardzo zdziwiony, że tak szybko może płynąć. 

ETA (szacowany czas dotarcia do równika – przyp. red.) jest na 20-go listopada, ale to już jest daleko za konwergencjami. Teraz w końcu zaczęło lekko podwiewać pod 14kn i ruszyliśmy. Szału nie ma, ale płyniemy. Jadę na starych żaglach i taką pozycję przewidywałem. Bez nowych to tak samo jak bez dobrego silnika, zapowiadałem, że te regaty traktujemy z jednej strony treningowo, z drugiej jako niezbędną kwalifikację do BWR.”