Konferencja prasowa i chrzest jachtu Energa

Foto: Mariusz Oźmiński. Zdjęcia robione tradycyjnym aparatem i wywoływane tak jak za dawnych czasów :) – tak myślałam.

Ale Mariusz przysłał korektę:  Halo! – cyfrowe negatywy DNG – robione bardzo nowoczesnym aparatem i wymagające cyfrowego wywoływania smile – a inna sprawa, że że używam obiektywów manualnych starszych od „Babci” …

Tak czy inaczej, bardzo dziękuję za udostępnienie.

Mirosław Bieliński, prezes ENERGA SA, opowiada, czym Gutek przekonał go do swojego projektu. „Pasja, zaangażowanie, profesjonalizm”.

Gutek opowiada o nowym jachcie – ENERGA to ex-Hugo Boss ze stajni Alex Thomson Racing, projekt Finot/Conq 2007

Sekretarz PZŻ, Zbyszek Stosio, wręcza banderę – poprzednia była jak najbardziej szczęśliwa, więc trzymamy kciuki.

ENERGA 2 przy sopockim molo.

Takiego jachtu, w takich kolorach, nie da się nie zauważyć …

Ekipa „służbowo” przed statkiem …

Z prezesem ENERGA SA …

… oraz z matką chrzestną, Lidią Lewandowską.

Uff …

Chwila dla reporterów…

… razem z Mateuszem Kusznierewiczem.

A na deser był tort – ze stosowną dedykacją rzecz jasna.

„Chciałeś, to masz … „

Bitwa o Gotland – już niedługo

W trakcie oczekiwania na kolejne newsy od Gutka (dzieje się, bez obaw, wszystko w najlepszym kierunku, ale wciąż jeszcze zobowiązani jesteśmy do dyskrecji – jak tylko będzie można, podzielę się mnóstwem dobrych wiadomości) – przedstawiam projekt Bitwa o Gotland, który jest kolejnym fajnym wydarzeniem na Bałtyku i sprawia, że coś się zaczyna dziać i u nas. Takie działania moim zdaniem mają najgłębszy sens, bo potem tylko rozszerza się skalę – i naprzód. Czego rzecz jasna życzę najszczerzej ekipie Ocean Team Radka Kowalczyka, która ma już konkretne plany na kolejny rok i nie zawaha się ich zrealizować. (Póki co Radek z żoną też mają co robić, bo kilka dni temu urodził się im syn Filip, tak więc gratulujemy i życzymy przynajmniej kilku przespanych nocy w najbliższym czasie.)

Ale o co chodzi ?

Otóż dwóch doświadczonych kapitanów samotników próbować będzie jak najszybciej opłynąć Gotlandię z dwóch różnych punktów startowych. Dwa jachty, dwa zespoły, pojedynek wschodu z zachodem, czyli zachodniopomorskie kontra pomorskie :)

4 października kpt Krystian Szypka na jachcie s/y Sunrise reprezentujący żeglarstwo zachodniopomorskie oraz kpt Jacek Zieliński na jachcie s/y Quick Livener reprezentujący Trójmiasto wystartują do bezprecedensowego pojedynku na wodach Bałtyku. Wspierani przez swoje profesjonalne zespoły brzegowe i zarazem zdani na własne siły i doświadczenie wyruszą z dwóch punktów startowych: Świnoujście i Gdańsk, w pojedynku o Gotland i powrót do wspólnej mety w Gdańsku.

Dlaczego dwie trasy? Odpowiadając na liczne pytania organizatorzy wyjaśniają, że różnica długości tras (trasa zespołu zachodniego jest teoretycznie dłuższa o ok.50mm) nie będzie kompensowana ani formułą wyrównawczą ani bonusem czasowym. Obaj kapitanowie ustalili zgodnie i ostatecznie, że różnica długości jest kompensowana różnicą właściwości nautycznych jachtów. Poza tym jak Bitwa to Bitwa, o rozstrzygnięciu nie decyduje przewaga przed jej rozpoczęciem :)

O przygotowaniach i projekcie można będzie posłuchać w najbliższą sobotę w Szczecinie.  Poza spotkaniami w TVP Szczecin, TV Pomerania, Gazecie Wyborczej i Polskim Radio Szczecin odbędzie się także obszerna prezentacja projektu w Klubie Żeglarzy Samotników. W przyszłym tygodniu analogiczny cykl konferencji i spotkań ze startującymi kapitanami odbędzie się w Gdańsku. Wkrótce szczegóły.

Podoba mi się bardzo, że wszystko można będzie śledzić na ekranie – organizatorzy zadbali o tracking online i łączność satelitarną. Mam wrażenie, że aby zgromadzić liczne grono kibiców, nie muszą to być regaty na poziomie Volvo Ocean Race, ale muszą być tak zorganizowane, aby jak najwięcej osób mogło je oglądać, bez konieczności wychodzenia z domu.

Przedsięwzięcie realizowane jest przez zespół OceanTEAM.pl oraz zespół Sailbook.pl pod patronatem klubów żeglarskich: Klub Żeglarzy Samotników, Yacht Klub Polski, Polski Klub Morski oraz patronów instytucjonalnych: Polska Fundacja Morska, urzędy marszałkowskie województw pomorskiego i zachodniopomorskiego oraz Zachodniopomorski Okręgowy Związek Żeglarski i Pomorski Okręgowy Związek Żeglarski.

Team Pomorski wspierający kpt. Zielińskiego to: Zbigniew Gutkowski odpowiadający za routing oraz Włodzimierz Machnikowski, Andrzej Mielicki i Andrzej Szrubkowski którzy zajmują się organizacją i kontaktem z mediami. Wsparcia merytorycznego temu teamowi udziela także kpt. Jerzy Kuliński.

Team Zachodniopomorski wspierający kpt. Szypkę to: Radek Kowalczyk sprawujący nadzór nad koordynacją całości projektu a także Maciej Sobolewski, Kazik Sawczuk i Juliusz Orlikowski odpowiadający za routing i meteo oraz Marek Słaby, Wojtek Szpor w zakresie organizacji i mediów. Dodatkowo team zachodni wspierają merytorycznie przez takie żeglarskie sławy jak Janusz Charkiewicz i Wojciech Jacobson.

Więcej informacji na: www.bitwaogotland.plwww.oceanteam.plwww.sailbook.pl.

Jak ktoś się dokładnie przyjrzy, to będzie mógł się domyślić, jakie plany ma Radek na kolejny sezon :) / Fot. Marek Wilku Wilczek

W 11 dni dookoła Bałtyku

Poniżej informacja prasowa dotycząca zakończonego właśnie rejsu dookoła Bałtyku, z niewielkimi skrótami.

Oby więcej takich pomysłów!

 

Załoga w trakcie zmagań. / Fot. Baltic Loop

Baltic Loop na mecie

Dziś o godz. 05:25 rejs „Świnoujście-Szczecin Baltic Loop 2012” zatoczył pętlę. Po 256 godzinach nieprzerwanej żeglugi Mikołaj „Miki” Marecki i Krzysztof „Kokos” Łobodziec, jako pierwsi polscy żeglarze okrążyli Morze Bałtyckie na czas, non-stop.

Rano (05.09) przekroczyli linię mety w Świnoujściu, skąd 25 sierpnia wystartowali w kierunku Arkony. Potem minęli Ystadt, Sztokholm, Tallin, Rygę, Kłajpedę i Hel. Rejs miał trwać od 2 do 3 tygodni. Przypłynęli przed czasem, bo po 11 dobach walki na bardzo kapryśnym morzu. Za nimi sztormy, bezwietrzne godziny, całe noce wiatru prosto w dziób, trudne nawigacyjnie cieśniny, mgły, palące słońce, rzęsiste deszcze i dająca w kość awaria samosteru.

– Przepiękna przygoda za nami. Rejs był wyzwaniem, bo pierwszy raz zapuściliśmy się z Mikołajem wspólnie tak daleko… I dostaliśmy to, na co się pisaliśmy, choć nie wszystko dało się przecież przewidzieć. Teraz wiem, że opłynięcie Bałtyku to nie tylko zmagania z wiatrem i wodą, ale przede wszystkim trudy nawigacyjne i duży ruch statków na trasie, co znaczy, że któryś z nas zawsze musiał być na pokładzie, a to piekielnie męczy fizycznie i psychicznie – mówi Kokos.

Żeglarze swoim wyczynem rozpoczęli nową tradycję – bicie rekordu w okrążaniu Morza Bałtyckiego o Puchar Prezydenta Szczecina.

– Udało nam się zrobić coś fajnego i nowego. Przede wszystkim spełniliśmy się żeglarsko, to był punkt wyjścia – popływać i to dużo! Przy okazji powstała świetna impreza. (…)  Szczerze wierzę, że są żeglarze, którzy powiedzą – „My jesteśmy w stanie zrobić to szybciej!”. Na nich czekamy i dla nich właśnie jest Baltic Loop – zapewnia Miki.

 Pokonali około 1200 mil. Około, bo na precyzyjne podsumowania przyjdzie czas w najbliższych dniach, kiedy usiądą do pokładowego dziennika. Od Sztokholmu nawigowali na telefonie, którego program nawigacyjny jest bardzo skromny i ilości pokonanych mil, czy średniej prędkość nie wskaże. Jedli głównie liofilizowaną żywność od Lyo Food, czasem zagryzając kiełbasą z dzika i wojskowymi sucharami. Bigos maminej roboty też się trafił. Ze sztormami i zimnem walczyli w sztormiakach Henri Lloyd, które bardzo sobie chwalili. Najważniejszym ładunkiem na pokładzie były jednak tony dobrego humoru, dzięki któremu Bałtyk połknęli na raz.

– Odkryłem na nowo nasze wspaniałe morze. Wszystko dzięki ludziom, których zaraziliśmy naszą pasją i którzy w nas uwierzyli. Chciałbym aby nasz wyczyn miał następców. Chciałbym (…) wyciągnąć Was z domów i pokazać żeglarstwo na nowo. Nie tylko piłką nożną naród żyje! A gdyby udało nam się zabrać choć jedno dziecko sprzed komputera pod żagle, byłaby to dla nas największa nagroda – mówi Kokos.

– Serdecznie zapraszamy do pobicia naszego czasu. Liczymy, że będziecie mieli przy tej okazji taką samą przyjemność, jaką my mieliśmy – dodaje Miki.

Oficjalne powitanie żeglarzy nastąpi dziś (05.09) o 15:30 przy Wałach Chrobrego w Szczecinie.

Przedsięwzięcie wspierają Miasto Szczecin oraz Miasto Świnoujście, Bosman, Henri Lloyd, Bakista, Karos, Lyo Food, BunnyUnited, Golema Group, Marina FishGrill, Stoprocent, Index- Nieruchomości.

Relacja z rejsu: www.balticloop.pl oraz www.facebook.com/BalticLoop2012

 

 

Tytułem uzupełnienia

Red. Strzyczkowski przed regatami Poloneza na pokładzie Delphii Trójki. / Fot. mediapartners.pl / REJS 50lecia Trójki

Aby uzupełnić poprzedni wpis oraz wyjaśnić pewne kwestie, poniżej fragment korespondencji, publikowany za zgodą i wiedzą autora, który realizował oprawę medialną m.in. pierwszej Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego, rejsów Romana Paszke, Nataszy Caban i finału rejsu dookoła świata Tomasza Cichockiego a obecnie pracuje nad projektem rejsu red. Kuby Strzyczkowskiego przez Atlantyk.

„W obecnym projekcie Kuby Strzyczkowskiego jest podobnie jak we wszystkich tego rodzaju na świecie: najpierw faza rozwoju koncepcji, tutaj 3 lata. Potem zebranie zespołu i konsultacje u najlepszych żeglarzy samotników, tutaj już rok. Potem treningi na morzu i poszukiwanie odpowiedniego jachtu, tutaj od kwietnia br. Zgodnie z planem – jacht nie ma być zakupiony, ale albo wydzierżawiony albo użyczony. I znowu treningi, bez żadnej taryfy ulgowej. Wreszcie pierwsze spotkania z rzeczywistymi sponsorami (deklarowanych było 10 razy więcej). Rozesłanie kilkuset ofert.  Ostatecznie udział w Regatach Poloneza. Strzyczkowski dopłynął w czasie rzeczywistym w połowie stawki (na 40 startujących), nieźle jak na amatora. Miał szanse na znacznie lepszy wynik, ale padł autopilot, a to oznaczało 50 godzin non stop za sterem. Razem 3 dni, dał rade i codziennie nadawał audycje radiowe w Trójce. A jego Zespół codziennie wysyłał relacje do mediów – tekstowe, fotograficzne, audio i wideo – wszystko dostarczane nieodpłatnie, ale pod warunkiem podania źródła. To nasza ekipa była JEDYNĄ witająca w porcie – pierwsze powracające z XIII Polonez Cup jachty – w środku nocy w porcie jachtowym w Świnoujściu. Dzięki projektowi Kuby – o Regatach Poloneza było w tym roku trochę więcej informacji niż zwykle, ale oczywiście to nie Strzyczkowski był tam najwybitniejszym żeglarzem – i o tym sam Kuba mówił w trakcie swoich radiowych łączeń, także płaconych przez Sponsorów.

Teraz pracujemy dalej – aby pomysł Kuby – SAMOTNY REJS ATLANTYCKI stał się rzeczywistością. Podsumowując – niech każdy robi swoje. Nie ma się co różnić i dzielić. Im więcej dobrych, profesjonalnych relacji z żeglarskich wypraw tym lepiej dla wszystkich uczestników i odbiorców. Swoje audycje Kuba kieruje do żeglarzy, ale przede wszystkim do masowych odbiorców. Obliczamy łączną grupę odbiorców na ok. 10 milionów. To chyba dobrze, że także nie-żeglarze – z pierwszej ręki – dowiedzą się jak to z tym żeglowaniem na środku oceanu jest. Dzięki Sponsorom dowiedzą się w czasie rzeczywistym gdzie znajduje się jacht Kuby (s/y Delphia Trójka) – takie informacje będą na dedykowanej podstronie portalu Polskiego Radia (tamże – warunki meteo, kurs i kierunek jachtu, odnawiane kilkakrotnie w ciągu godziny – przez cały rejs). Spodziewamy się co najmniej 100 tys. wejść tygodniowo.

Nie ma sporu, pracujmy wspólnie, oczywiście pod warunkiem, że nie będziemy tworzyć „faktów medialnych” o marketingowych rekordach. Rekord kapitana Henryka Jaskuły sprzed 32 lat  (1979/1980 – 344 dni, non stop dookoła świata, samotnie) – w dalszym ciągu czeka na pobicie.

Pozdr.

Janusz (John) Cieliszak /JJC/”

Kij w mrowisko?

Czy rejs redaktora Trójki pomoże polskiemu żeglarstwu na wyczynowym poziomie, czy wręcz przeciwnie? / Fot. MJ

No dobra. Zostałam wywołana do tablicy przez Pawła Pochwałę i Marka Lewensteina, którzy napisali do mnie, że linkując informację Polskiego Radia o rejsie red. Kuby Strzyczkowskiego (http://www.polskieradio.pl/9/2374/Artykul/669443,10-powodow-dla-ktorych-Kuba-Strzyczkowski-chce-samotnie-przeplynac-Atlantyk) popularyzuję nie takie żeglarstwo, o jakie chodzi nam wszystkim. Redaktora Pawła cenię za żeglarski upór i konsekwencję oraz działania regatowe i medialne na rzecz tego sportu (TVP, „Kawa czy herbata”). Marka za to, co robi na wodzie, bez rozgłosu i reflektorów (http://www.rejswagnera.pl/) oraz za to, że ma czas i chęć czytać i komentować różne nasze krajowe historie, będąc gdzieś w odległych i malowniczych okolicznościach przyrody.

Redaktora Strzyczkowskiego osobiście nie znam, ale obserwuję projekt jego rejsu od pewnego czasu. Jak sądzę, mając za sobą Polskie Radio oraz gwarancję relacji na żywo z pokładu nie musiał zabiegać o kasę na wiele rzeczy, w tym jacht – są ludzie zbierający latami pieniądze na budowę łódki, na której chcą wyruszyć w wymarzony rejs. Mimo wszystko jedno jest pewne – nikt za niego nie popłynie, więc co przeżyje, będzie jego. To jednak inna kwestia.

Kwestia jest taka – czy rejs redaktora Strzyczkowskiego, amatorski, ale maksymalnie nagłośniony medialnie, przyczyni się do zwiększenia popularności żeglarstwa jako sportu oraz do wzrostu świadomości różnych osób będących potencjalnymi sponsorami różnego rodzaju przedsięwzięć żeglarskich?

Czy dzięki temu – pośrednio – Gutek i inni będą mieli łatwiej, bo słowo „żeglarstwo” nie będzie budziło oporów i nie będzie owiane tajemnicą oraz legendą sportu elitarnego, drogiego i tak odległego od doświadczenia przeciętnego „Kowalskiego”, że nie opłaca się go w żaden sposób wspierać?

Czy też wręcz przeciwnie, bo nie będzie kasy na wyczyn sportowy z najwyższej półki tylko na medialne pływanie jachtem turystycznym trasą przemierzaną od setek lat uprawiane przez żeglarskich celebrytów?

Czy nie grozi nam to, że takie rejsy będą relacjonowane na żywo, a (na przykład i potencjalnie i nie daj Boże) wypowiedzi człowieka płynącego dookoła świata non-stop w regatach Vendee Globe przejdą bez echa, bo redakcje będą już miały temat żeglarstwa „odfajkowany”, a miejsca dla dwóch czy większej liczby żeglarzy nie starczy w ramówce anteny czy szpiglu gazety?

Tak więc zapraszam do dyskusji, wiedząc, że kij wkładam w mrowisko. Zapraszam redakcje Jachtingu, Wiatru i Żagli (kolejność alfabetyczna, żeby nie było, że kogoś faworyzuję) oraz wszystkich zainteresowanych przyszłością żeglarstwa w Polsce.