Kpt. Tomasz Cichocki na Okęciu

W wyniku całkowicie spontanicznej akcji miałam dziś okazję brać udział w powitaniu kapitana Cichockiego, który po zakończeniu rejsu dookoła świata w Breście (szczegóły są tu: http://www.kapitancichocki.pl/ ) przyleciał na kilka dni do Polski. Oprócz rodziny i znajomych były kamery, wywiady i kibice. Oraz arbuz w prezencie. Kapitan opowiadał rzeczy niesamowite, ale najbardziej cieszy go jednak ten certyfikat WSSRC. Ogromny szacunek dla człowieka, który zrobił to, co zrobił, nie poddał się po wywrotce jachtu i dopłynął do mety. Musiał wybierać taką trasę, żeby dało się płynąć na tych żaglach, które mu zostały, wykombinować jak spać nie posiadając samosteru ani autopilota i rozwiązać masę innych problemów… Chapeaux bas.

Mam też nadzieję, że teraz będzie głośno o nim i o jego rejsie. A przy okazji o żeglarstwie. Przez 312 dni rejsu wydarzyło się wiele, więc na pewno historii starczy dla wszystkich, który będą chcieli słuchać.  I może dzięki temu następnym będzie łatwiej zbierać fundusze na takie i inne projekty. Oby.

Bardzo dziękuję Kice, czyli Izie, za towarzystwo i pomysł udania się na lotnisko.

Jest radość, jest kamera, jest żona :) / fot. I. Sulikowska

Jest i arbuz. / fot. I. Sulikowska

Jest i certyfikat. / fot. I. Sulikowska

1,2,3

VOR sobie płynie, 600 Mm do mety, czyli 2-3 dni i będą na miejscu. Kolejność – zobaczymy jak dojadą, choć Puma pięknie prowadzi od początku etapu. Pokazali pazurki chłopaki. Ale dzisiaj miało być zupełnie o czymś innym.

Po pierwsze – do brzegów Brestu zbliża się Tomek Cichocki na jachcie POLSKA MIEDŹ. Czeka na niego rodzina, czekają prezesi i przedstawiciele sponsorów. Tymczasem kapitana nie ma, jachtu na AIS ani nigdzie nie widać, łączności żadnej. Dziś można było wynaleźć taki news: http://news.money.pl/artykul/kapitan;cichocki;w;opalach;nie;zjawil;sie;w;porcie,178,0,1079986.html

Jaka akcja poszukiwawcza, o co chodzi? Organizator uspakaja, że o nic, że wiatru nie było, więc szukają nie dlatego, że im zaginął, tylko że już miał być a go nie ma, ale na pewno wszystko jest okej. Ja też wierzę, że jest okej, ale można to było ludziom inaczej przekazać chyba.

Ja się jedynie zastanawiam, jak to jest możliwe, żeby nie dało się nawiązać kontaktu przez UKF przy pomocy różnych pływających w okolicy statków, ale za to uruchamia się akcję poszukiwawczą. Brest to nie jest taki całkiem mały port, odrobina dobrej woli i byłyby bardziej precyzyjne informacje; Wydaje mi się, że naprawdę można by to było trochę lepiej ogarnąć. A ponieważ czekanie na Polską Miedź trwa już kilka dni, to niektórzy dziennikarze od dawna mają gotowce, ale jednak z powodu długiego weekendu tracą czujność i publikują „z górki” – no cóż … http://miedziowe.pl/content/view/56808/495/ 

Po drugie – ISAF ogłosił wczoraj bodajże, że na następnych igrzyskach olimpijskich w Rio nie będzie już RS:X ani klasy Star.  Będzie za to kitesurfing. (http://www.sailing.org/38281.php) Protestują zawodnicy, szkoleniowcy i kibice (http://www.change.org/petitions/isaf-keep-windsurfing-as-olympic-discipline). Federacja żeglarska sama strzela sobie w stopę … Dzięki temu demoluje (moim zdaniem) system szkoleniowy itp itd oraz wprowadza zamęt, bo nie ma żadnej gwarancji, że za cztery lata się  komuś nie odwidzi. Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, ale mam nieodparte wrażenie, że ktoś dostał bakszysz albo dla odmiany nie dostał, choć na to liczył – inaczej nie rozumiem. Jest to likwidacja tych klas, bo same imprezy klasy mistrzostw świata i europy nie zapewnią im życia. Ciekawe, czy protesty będą na tyle mocne, żeby zmienić decyzję ISAF. Poczekamy, zobaczymy – jak widać środowisko stawia aktywny opór.

No i po trzecie – dzisiaj pojawiła się wielce tajemnicza informacja od Romana Paszke. Mam nadzieję, że niebawem dowiemy się czegoś więcej, bo w tym projekcie (niezależnie od wyniku na wodzie) brakuje mi częstszych informacji, powiedzmy raz na tydzień, dotyczących statusu sprawy. Po tak dużym szumie medialnym cisza, a szczególnie długotrwała, jest niewskazana – w mojej subiektywnej opinii, rzecz jasna.

Rybka itp

W ramach przerwy od newsów z VOR i innych regat, kilka zupełnie innych, które się nazbierały. Aha, rybka jest od mojej córki.

Po pierwsze – i to uważam za wiadomość dnia – odebrany został sygnał AIS z jachtu Tomasza Cichockiego POLSKA MIEDŹ. Od 42 dni jego pozycja była niewidoczna.  Ponieważ nie było żadnych sygnałów  wzywania pomocy z radioboi EPIRB, było duże prawdopodobieństwo, że kpt Cichocki płynie dalej i ma się dobrze, tylko z jakiegoś powodu (np. awarii elektroniki lub/i elektryki) nie widać go nigdzie. Dzięki bardzo szeroko zakrojonej akcji informacyjnej o poszukiwaniach żeglarza, jaka rozpoczęła się 20 kwietnia, sygnał z jachtu został odebrany, a ostatnia znana pozycja POLSKIEJ MIEDZI to okolice Azorów: http://marinetraffic.com/ais/default.aspx?oldmmsi=261019080&zoom=10&olddate=lastknown. Jednak bezpośredniego kontaktu z żeglarzem nie nawiązano jeszcze – ale skoro jest tu gdzie jest i płynie, można przypuszczać, że wszystko dobrze i pozostaje odwołać poszukiwania.

A z ciekawostek:

86-letni żeglarz wraz z towarzyszącą załogą (średnia wieku powyżej 50 lat) płynie z Karaibów na Bahamy, uwaga, na tratwie z plastikowych rur do wody. Cel – zebrać 50 000 USD na akcję dobroczynną WaterAid. Pomysłodawca i kapitan wyprawy to pisarz i podróżnik Anthony Smith. W zeszłym roku przepłynął Atlantyk na tratwie An-Tiki, pokonując 2600 Mm z La Gomery w 66 dni i lądując na karaibskiej wyspie St. Maarten w kwietniu ub. roku. W rejsie towarzyszyło mu trzech „dojrzałych i nieustraszonych” dżentelmenów. Jak widać, na przygodę nigdy nie jest za późno. Rok później były prezenter BBC i dziennikarz naukowy kontynuuje rozpoczęty rejs. Więcej tu:

http://garyebrown.net/1/post/2012/04/raft-an-tiki-you-can-be-old-and-bold.html

www.justgiving.com/AnTiki (UK)

No i jeszcze jedno:

Ukraińsko-rosyjska załoga na pokładzie jachtu SCORPIUS ustanowiła nowy rekord świata w żeglowaniu po Morzu Rossa (Antarktyka). 30-metrowy SCORPIUS to pierwszy jacht, jaki dotarł na szerokość 77S. Wyruszyli we wrześniu 2011 z Sewastopola. Sześć miesięcy zajęło im dotarcie do Morza Rossa, rejonu rzadko uczęszczanego, mówiąc oględnie. W planie jest dotarcie do ukraińskiej stacji antarktycznej Vernadskij. Ciekawe, gdzie są teraz.

Ośmioosobowa załoga (czterech Ukraińców i czterech Rosjan) ma chęć na więcej rekordów. Kolejne próby mają objąć opłynięcie Antarktyki poniżej 60 równoleżnika oraz bieguna północnego powyżej 65-70N w trakcie jednego roku polarnego. Jacht planuje ciągły rejs przez 2,5 roku – chcą jednocześnie ustanowić rekord żeglugi non-stop i pokonać łącznie 70 000 Mm … No proszę … (Tego non-stop się nie uda, bo po huraganie musieli zatrzymać się na Tasmanii, ale próbować zawsze warto.)

http://www.kctv5.com/story/17208269/ukrainian-yacht-crew-sets-world-record

http://www.day.kiev.ua/225458

Bukszpryt do wzięcia

Jak poszukam to znajdę jeszcze kilka zdjęć tegoż bukszprytu; Najwyraźniej Gutek postanowił się z nim rozstać definitywnie. albo, co bardziej prawdopodobne, Eliza kazała wynieść z domu ten gustowny, aczkolwiek zajmujący sporo miejsca przedmiot :)
W każdym razie bukszpryt jest do wzięcia, jeżeli ktoś ma miejsce, żeby go przygarnąć.

Przepraszam za brak linka ale pomimo licznych a usilnych prób nie chciał się wstawić :/

Fala, ster i żagle

Na trasie VOR trochę się dzieje i będzie działo jak widać na mapce. Wyraźnie widać niż i granicę bezpieczeństwa wyznaczoną przez raporty lodowe (szary kolor). Ale po kolei:

Po pierwsze, ciekawa relacja Kena Reada z pokładu Pumy:

„Thomas wychodził na pokład, weszła fala, uderzył mocno ramieniem o ścianę kokpitu. Kiedy fala spłynęła, został podniesiony i odprowadzony do zejściówki – nie mógł ruszać ręką. Widać było, że ramię jest wybite. Widać było, że bardzo boli. Położyliśmy go na koi oficera medialnego i zaczęliśmy dzwonić. Nie jestem lekarzem, więc proszę bez komentarzy, ale pozwoliliśmy mu odpocząć i trochę się zrelaksować, a potem ułożyliśmy go tak, żeby ręka zwisała z koi i liczyliśmy na to, że staw sam wróci do właściwej pozycji. Potem, pod kierunkiem dr. Ruth, Jono  złapał jego łokieć i przedramię i już – ramię wróciło na miejsce. Wygląd twarzy pacjenta był bezcenny – od czystego bólu kiedy wszystko to się działo do szeroko otwartych oczu i wyraźnego, choć pozbawionego słów komunikatu, że się udało. Ramię zaczęło wyglądać jak ramię normalnego człowieka. Twardy jak przystało na hokeistę, Thomas bardzo szybko wrócił do zdrowia i 24 godziny po wypadku znowu stanął za kółkiem. Obecnie czuje się dobrze, więc nie musimy zawijać na Chatham Islands.

Tak to mogło wyglądać ... na zdjęciu pokład Abu Dhabi. / Fot. Nick Dana/Abu Dhabi Ocean Racing/Volvo Ocean Race

Jedziemy dalej. Z nadzieją, że nasza załoga będzie niebawem cała i zdrowa, czekamy na zapowiadaną żeglugę z wiatrem. Przyznaję, że dla mnie jako dla kapitana jednostki sytuacja była stresująca. Perspektywa, że trzeba będzie wysadzić jednego lub dwóch załogantów (sternika Thomasa Johansona i dziobowego Caseya Smitha) gdzieś po drodze i wyleczyć ich, jeżeli nie damy rady zrobić tego we własnym zakresie, była absolutnie realna. Z tym wiązałoby się również kontynuowanie rejsu bez zabezpieczenia w postaci pozostałych jednostek płynących w pobliżu. Ocean Południowy to wystarczająco samotny rejon świata, nawet wtedy, jeżeli płynie się w sześć jachtów. Opóźnienie oznaczałoby inny układ atmosferyczny i samotną żeglugę. A to nigdy nie jest fajne.
W regatach wszystko opiera się na załodze. Wszystko inne jest kwestią wtórną w zestawieniu ze zdrowiem oddziału. Mam nadzieję, że to były ostatnie urazy na naszym pokładzie w tym etapie i w pozostałej części okrążenia planety.”

Naprawiają. Ciekawe co to jest to czarne w tubce - sikaflex? /Fot. A.Soriano/Team Sanya/Volvo Ocean Race

Po drugie, Sanya Lan złamała dziś jedną z dwóch płetw sterowych, czego skutkiem jest woda w przedziale rufowym. Awarię zgłoszono dziś o godzinie 08.00 UTC, przyczyna na razie nie jest znana. Jacht w tym czasie miał prędkość 20-25 węzłów, wysokość fal 2,5-3m. Załoga pompuje, woda nie dostaje się dalej, próbują naprawiać. Jachty typu VO70 mają dwie płetwy sterowe plus jedną awaryjną. To trzecia z kolei awaria Team Sanya w tych regatach – mogą mówić o wyjątkowym pechu (najpierw dziób w 1 etapie, potem takielunek w 2, teraz ster).

Po trzecie, komisja pomiarowa ma zastrzeżenia co do żagli, jakie miała na pokładzie Telefonica w ostatnim etapie z Chin do Nowej Zelandii. W przepisach dopuszcza się jeden trajsel, jeden fok sztormowy, jeden fok na trudne warunki oraz maksymalnie 7 innych żagli, w tym jeden grot, dwa przednie, 3 spinakery i 1 sztaksel. Daty przesłuchania w tej sprawie po mecie w Brazylii jeszcze nie ustalono. Wstępnie organizatorzy podają, że jachty powinny być na miejscu ok. 4 kwietnia.

 

No i całkiem z innej beczki – w mistrzostwach Europy w klasie Finn w juniorach prowadzi Polak, Michał Jodłowski; http://www.finneuropeans.org/ec2012/index.php/results