Mazurskie spotkania z Setką

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ten żagielek na horyzoncie to jacht na którym płynęła Brożka. Wiatr, jak to wieczorem, się skończył, a później było za ciemno na robienie zdjęć. / MJ

Udało mi się zrealizować jeden z wakacyjnych planów – a czas był najwyższy, bo wakacje tak jakby się skończyły właśnie. W miniony poniedziałek spotkałam się z Brożką (Dobrochna Nowak) oraz Ozim (Szymon Kuczyński) czyli załogą Małej Mi (Lila My). (To dzielna „Setka”, która dwukrotnie pokonała Atlantyk, a nawet wystartowała w regatach Poloneza i je ukończyła, a łatwo w tym roku nie było.) Udało nam się na chwilę usiąść w giżyckiej Ekomarinie i porozmawiać. Brożka i Ozi pływają teraz z obozem wędrownym po Mazurach, zarabiając na życie i oddanie pożyczonych od znajomych środków, dzięki którym budowę i rejsy Lila My udało się zrealizować. Ponieważ nasze spotkanie miało charakter nieformalny i nie było nagrywane, ale mam zgodę uczestników na opisanie go, poniżej kilka zdań o tym, o czym była mowa. No i dziękuję bardzo za rozmowę, wspólny czas i kawę!

O regatach Poloneza (których ukończenie na tak małym jachcie w warunkach jakie były w tym roku to naprawdę wyczyn):

Szymon: „Jakaś obawa przed wypłynięciem jest zawsze, musi być, żeby było co pokonywać. Poza tym, nawet, gdyby coś się stało, przykładowo utrata masztu, to w moim przypadku koszt nowego to kilkaset złotych, a ten, który mam, liczy już dwadzieścia lat, więc nie miałem specjalnie obaw materialnych. Niektórzy czarterowali jachty specjalnie na te regaty i mieli różne zapisy w umowach, ograniczające ich możliwości. „Mała” jest moja, więc tutaj też nie musiałem się martwić, poza tym znam ją na wylot, wiem, jak żegluje przy każdej pogodzie, więc tak naprawdę nie miałem przed startem żadnych wątpliwości. Jeżeli chodzi o kwestie bezpieczeństwa, to wiem, że w każdych właściwie warunkach jestem w stanie zrzucić bądź zgasić grota właściwie w kilkadziesiąt sekund, własnym ciałem. Żagiel ma raptem 10 m.kw. a w razie szkwału moja reakcja jest natychmiastowa, nieporównywalnie szybsza niż na jakimkolwiek większym jachcie, gdzie trzeba coś odblokować, ściągać, luzować … Oczywiście  były jakieś drobiazgi – typu zamoczony telefon komórkowy, który włożyłem do kieszeni i o nim zapomniałem – ale większych problemów nie miałem, gdyby coś miało się stać z jachtem, stałoby się już dużo wcześniej …”

O planowanych regatach „Setką przez Atlantyk 2016”:

Szymon: „Nie mam pojęcia, co będzie w 2016 roku, choć oczywiście chciałbym wystartować; ale wtedy pewnie będzie już „nowy model” Setki” (śmiech).

 O innych planach:

Szymon & Brożka: „Na przyszły rok myślimy o Islandii, ale to na razie nic konkretnego. Na razie czeka nas remont Małej i udział w różnych pokazach zdjęć. Podział pewnie będzie wyglądał tak, że ja będę pracował na jachcie, a Brożka będzie pięknie opowiadać o tym, jak było na Atlantyku, bo jej to wychodzi zdecydowanie lepiej.

Mamy też bardziej dalekosiężne pomysły, Zew Oceanu to taki projekt pilotażowy, uczymy się wszystkiego po kolei, również mediów, tak jak uczyliśmy się budowy łódki, bo zanim zaczęliśmy, nie wiedzieliśmy na ten temat nic więcej niż przeciętny mazurski żeglarz – kiedyś coś malowaliśmy, szlifowaliśmy czy szpachlowaliśmy, ale nic nie budowaliśmy, a tym bardziej nic, co miało przepłynąć Atlantyk. Więc jak skończyliśmy, to trenowaliśmy, pływaliśmy, sprawdzaliśmy wszystko. Janusz Maderski, konstruktor Setki, budował równolegle swoją, ale on uznał, że nie ma potrzeby sprawdzać jej tak jak my sprawdzaliśmy swoją.  „No ma pływać tak i tak, to przecież nie może inaczej, co tu sprawdzać”. Ale rzeczy oczywiste dla konstruktora dla nas takie nie były, przynajmniej na początku. Tak naprawdę to ona płynie, wystarczy nie przeszkadzać. Wiele osób pisze do nas i pyta się, czy to naprawdę realne zbudować jacht własnymi rękoma za nieduże pieniądze – niekoniecznie na Atlantyk, ale po prostu do pływania śródlądowego. Tak więc oficjalnie potwierdzamy – da się i nie trzeba na początek mieć gigantycznej wiedzy. Bardzo fajnie byłoby oczywiście kiedyś wystartować w Mini Transat czy popłynąć na dłuższą trasę – zobaczymy, jak się sprawy potoczą.”

O tym, gdzie jest teraz Lila My można przeczytać tu: http://www.zewoceanu.pl/Aktualna-pozycja/Czas-na-odpoczynek

A na szerszych wodach, jak to jesienią, zaczyna się dziać, o czym mam nadzieję napiszę zaraz po weekendzie.

Wreszcie wiem, gdzie one

Wreszcie wiem, gdzie one śpią, te kaczki i inne, w Giżycku – w takich „gniazdkach” właśnie ;) / MJ

6 thoughts on “Mazurskie spotkania z Setką

  1. Zajrzałem na stronę konstruktora by poszukać wyjaśnienia, dlaczego ta łódka nazywa się „Setka”? Długość – nie, balast – nie… cena – w 1986 r. kosztowała 100 tys. zł. Dzisiaj pewnie 10 x mniej…
    Ta łódka jest dość pojemna w środku i to jest jej zaleta „turystyczna” (mała Venuska). A z kilem przemienia się w prawdziwy jachcik morski. Bez stuków miecza i grania jego fału. Balast 220 kg robi swoje. Ciekawy jestem jak potoczy się kariera tej łódki, zwłaszcza w kontekście regat przez Atlantyk. Jedno jest pewne – ta łódka stała się sławna, ta długość znów popularnieje (pomimo, że liberalizacja przepisów wydłużyła długość kadłuba o połowę), ekonomika robi swoje, marzenia o pływaniu na własnym sprzęcie są jakby bliższe. Szkoda, że dopiero za 3 lata kolejna impreza, przydałyby się jakieś zawody krajowe w tym czasie.
    Swoją drogą sukces „Małej Mi” coś otwiera. Może dyskusję nad małymi łódkami na morze? Kto wie…
    A ja czekam na książke z wyprawy i regat.
    Podobno jesienią dobrze się pisze. :))

  2. Czytając relacje z transatlantyckich regat ” Setek” i tegorocznych ekstremalnych regat „Polonez Cup”, cały czas zastanawiam się jak to możliwe, dokonać tego na jachcie długości 5 metrów !!!
    Brożka i Szymon to jest Mistrzostwo Świata !!! Gratulacje i wyrazy szacunku !
    W ubiegłą niedzielę pływałem solo na mojej Micro w warunkach 3-5 B zmiennego wiatru, po kilku godzinach zmęczenie dawało się we znaki. Tak sobie myślałem : … no sterniku, a co miał powiedzieć Ozi …. :) ?
    PS: Micro dł. 5,50 m , szer. 2,50 m. ( Mała Mi dł. 5 m, szer. 2,20 m. !!! )

    • Tak, kolega zapytał kiedyś: „Zaraz zaraz, to jest mniejsze od najmniejszej Sportiny ?!??!!!” hi hi. A Szymon imponuje spokojem. Spokojem samotnego żeglarza, czymś, co trzeba mieć w duszy, żeby takie rzeczy robić i żeby nie było to hucpą i ryzykanctwem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.