Alessandro jedenasty na mecie – koniec regat Vendee Globe

jm liot

Alessandro opłynął kiedyś świat na Mini 6,50 – w 268 dni. W porównaniu z tym 104 dni na Open 60 to zdecydowanie szybciej. / Fot. J.M. Liot / DPPI / Vendee Globe

 

Włoch Alessandro di Benedetto dziś o godzinie 15.36 minął linię mety regat Vendée Globe jako ostatni, jedenasty zawodnik spośród dwudziestu, którzy w listopadzie wystartowali do wielkiego wyścigu samotników non-stop dookoła świata.

Jego Team Plastique dopłynął do mety 26 dni po zwycięskim jachcie, Macif Francisa Gabarta. Wynik jest jednak historyczny, gdyż jest to najkrótszy czas dzielący pierwszego od ostatniego zawodnika w tych regatach – zdarzały się różnice sięgające kilku miesięcy.*

Łączny czas Alessandro to 104 dni 2 godziny 34 minuty i 30 sekund. Średnia prędkość po trasie teoretycznej (24 394 Mm)– 9.8 węzła, po trasie rzeczywistej (28 840 Mm) – 11,5 Mm. Tym samym jest lepszy o jeden dzień od wyniku jaki na tym samym jachcie osiągnął Boissières w roku 2008 (zajął siódme miejsce).

Niezależnie od pogody i okoliczności Włoch był zawsze w dobrym humorze i cieszył go każdy dzień spędzony na morzu, chociaż łatwo nie miał. Gdyby nie utrata większości żagli pełnowiatrowych z pewnością wróciłby szybciej do macierzystego portu (oprócz Arnaud Boissières jest to drugi zawodnik mieszkający w Les Sables.) Kilka wycieczek na maszt, złamane żebro – ale za każdym razem uśmiech i radość życia.

Sam di Benedetto zresztą jest postacią nietuzinkową. Kiedy w roku 2010 pojawił się w Les Sables d’Olonne kończąc wokołoziemski samotny rejs na łupince Mini 6,50 – zaintrygował lokalną społeczność. Każdy, kto pływał na Mini lub widział je przynajmniej raz, a wie cokolwiek o żeglarstwie przyzna, że nie da się zignorować człowieka, który po 268 dniach osiąga swój cel i kończy taki rejs – w dodatku przy zastosowaniu awaryjnego takielunku. Wśród osób na kei był Arnaud Boissières, który również kiedyś ścigał się w tej klasie. Zabrał Włocha na pokład swojego jachtu IMOCA Open 60 … no i tak zaczęła się kolejna przygoda.

Alessandro kupił od Arnaud jego jacht, Solune (jednostka na której Boissières startował w roku 2008, Sébastien Josse w 2004 a Thomas Coville w 2000). Nie był to więc sprzęt najnowszy ani najszybszy, ale za to prosty w obsłudze. Niemniej wyruszając na start, zapakował jedzenia na 140 dni. Nie wiadomo przecież, co się może zdarzyć …

Di Benedetto nie miał dużego regatowego doświadczenia, w dodatku wystartował z grypą, więc uczył się jachtu dzień po dniu, a z kibicami dzielił się drobnymi radościami – hodował kiełki, fotografował ptaki … Mniej więcej w połowie trasy zaczął płynąć szybciej, nauczył się kontrolować prędkość jachtu z dokładnością poniżej jednego węzła. Ale wtedy rozpoczęło się pasmo awarii. Włoch jednak miał doświadczenie i cierpliwość z rejsu klasą Mini – płynął powoli, ale do przodu. Dzisiaj, osiągając swój cel, kończy siódmą edycję regat Vendée Globe i może być naprawdę zadowolony ze swojego wyniku.

mj

„Najmniejszy jacht, który opłynął świat w samotnym rejsie non-stop, bez pomocy z zewnątrz, trasą wokół trzech przylądków” – to jest Mini Alessandra w porcie Les Sables. / Fot. MJ

*W poprzedniej edycji regat (2008-09) ostatni zawodnik, Norbert Sedlacek (AUT) skończył powyżej 42 dni po zwycięzcy, Michelu Desjoyeaux; w edycji 2004-05 różnica pomiędzy pierwszym w klasyfikacji Vincentem Riou a ostatnią Karen Leibovici wyniosła 39 dni; w 2000-01 Michela Desjoyeaux od Pasquale de Gregorio (ITA) dzieliło prawie 65 dni; w 1996-97 zwycięzca Christophe Auguin wyprzedził ostatnią Catherine Chabaud o 34 dni, w 1992-93 pomiędzy Alainem Gautierem a Jean-Yves Hasselinem było 43 dni; w pierwszej edycji 1989-90 Titouan Lamazou wyprzedził Jean-François Costa o 53 dni.

270 mil do równika

Fot. J.M. Liot / Vendee Globe

Fot. J.M. Liot / Vendee Globe

Do mety w Les Sables d’Olonne coraz bliżej. Gabart (Macif), prowadzący już z przewagą 274 Mm nad drugim w kolejności Armelem (Banque Populaire), ma tylko 270 mil do równika i niecałe 3500 Mm do celu (ranking 14.01.2012 godz. 1600). „Weterynarzowi” (Virbac-Paprec) udało się wyprzedzić Alexa (Hugo Boss) i wrócić na trzecie miejsce, ale niebawem skończą się prędkości i zacznie strefa okołorównikowa – zmienne i niestabilne wiatry, których żadna prognoza nie potrafi do końca przewidzieć. To dla czołówki. (Z przeciwka nadpływa Roman Paszke – jest ok. 300 mil od Gabarta, ekipa Gemini zdecydowała się poinformować dyrekcję regat VG o polskim katamaranie znajdującym się na kursie kolizyjnym Francisa. Podziękowania dla Roberta Janeckiego za screena z symulacji :)

nnn

Kursy są jak widać zbieżne :) / screen Robert Jabes Janecki

Tymczasem dzisiaj złe wiadomości z pokładu ostatniego w stawce Alessandro di Benedetto (Team Plastique): „Kilka godzin temu pękł fał genakera oraz wózek. Było już po zachodzie słońca. Usłyszałem głośny dźwięk i zaraz potem zobaczyłem genakera w wodzie. Zawinął się o płetwę sterową, która przez to częściowo wyszła z wody. Udało mi się wciągnąć żagiel z powrotem na pokład, ale kilka razy musiałem wchodzić na bukszpryt. Knaga przy sterze jest zniszczona więc musiałem zawiązać kilka węzłów żeby płetwa była we właściwej pozycji. Dodatkowo wyczerpały się baterie w pilocie od autopilota (umożliwia to reakcję na sterze gdy żeglarz znajduje się na przykład na maszcie – przyp. M.J.). To nie są dobre wiadomości, przykro mi, na pewno będę płynął wolniej. Nie mam już fału od małego spinakera i od genakera, którego tak czy inaczej nie mógłbym użyć, bo jest już bardzo zniszczony. Zrobiłem sobie gorącą herbatę i idę odpocząć, a potem spróbuję przez lornetkę przyjrzeć się fałom na topie. Ciao, Alessandro”

Alessandro

Alessandro ma jeszcze do Hornu 970 mil … / Fot. A. di Benedetto / Team Plastique / Vendee Globe

Płynący przed nim Bertrand de Broc (VNOM) i Tanguy de Lamotte (Initiatives Coeur) najprawdopodobniej dziś miną Horn i Włoch zostanie ostatni na “placu boju”. Trzymajmy kciuki, wsparcie na pewno mu się przyda.

A na deser proponuję dzisiaj duet Toma Waitsa i Keitha Richardsa, których o szantowe inklinacje nie podejrzewałam – a jednak:

http://www.npr.org/blogs/allsongs/2013/01/08/168805385/new-music-from-tom-waits-keith-richards-ra-ra-riot-villagers-more

Informuję również, że “setki” czyli jachty ze sklejki w podróży regatowej przez Atlantyk dotarły już na Karaiby (a przynajmniej jedna, Lila My). http://www.zewoceanu.pl/Aktualna-pozycja/JUZ-NA-KARAIBACH!!!

Pożegnanie z Pacyfikiem, Alex trzeci

Ostatni "w kolejce" Alessandro di Benedetto ma jeszcze 1400 mil do Hornu – około 4 dni. / Fot. A. di Benedetto / Team Plastique / Vendee Globe

Ostatni „w kolejce” Alessandro di Benedetto ma jeszcze 1400 mil do Hornu – około 4 dni. / Fot. A. di Benedetto / Team Plastique / Vendee Globe

Brytyjczyk Alex Thomson (Hugo Boss) znajduje się dziś na 3 miejscu, a dodatkowo na najlepszej i najkrótszej trasie „do domu” . Alex, który już odzyskał zasilanie po udanej naprawie mocowania hydrogeneratora i najwyraźniej odpoczął, rusza do walki. A skoro udało mu się wyprzedzić J.P. Dicka (Virbac-Paprec), z pewnością będzie walczył dalej.

Na Pacyfiku pozostaje jeszcze 3 tylko zawodników – Bertrand de Broc (VNOM), Tanguy de Lamotte (Initiatives Coeur) i Alessandro di Benedetto (Team Plastique). Pierwszy w stawce Francis Gabart (Macif) ma do mety jeszcze tylko około trzech tygodni…

Wczoraj o godzinie 18.11 skiper Cheminées Poujoulat, Bernard Stamm, poinformował dyrekcję regat, że wycofuje się z Vendée Globe 2012-13. Natomiast kilka godzin wcześniej udało mu się zatankować paliwo od zaprzyjaźnionego jachtu Pakea Bizkaia dowodzonego przez dawnego rywala Stamma z VG 2007-08, Unai Basurko. (Basurko stacjonował w Puerto Williams, zaraz za przylądkiem Horn i sam zaproponował pomoc Szwajcarowi, który z ponownie uszkodzonymi hydrogeneratorami był od kilka dni praktycznie pozbawiony prądu. Dostawa paliwa umożliwia mu kontynuowanie rejsu, ale jest bezsprzecznie niezgodna z regulaminem regat.)

Jury regat Vendée Globe poinformowało zespół Cheminees Poujoulat (w trakcie procedury tankowania), że daje Bernardowi 24 godziny na przygotowanie obrony oraz zakońćzenie ponownie otwartej sprawy protestu przeciwko niemu.

Jak informuje zespół Szwajcara, rozwiązaniem branym pod uwagę było też zaakceptowanie pierwotnego orzeczenia, czyli decyzji o dyskwalifikacji. Ale Bernard odmówił, potwierdzając, że był w sytuacji działania siły wyższej oraz  wszystko co zrobił, zrobił dla ratowania swojego jachtu. Chciał zostać wysłuchany przez jury oraz liczył, że sędziowie wezmą pod uwagę warunki na morzu oraz sytuację zaistniałą w trakcie regat.

Termin narzucony przez jury pozwala z trudem na przygotowanie „poważnej” linii obrony, ale Bernard zdecydował się walczyć do końca, przede wszystkim dla tych, którzy wyrazili swoje dla niego poparcie. (Petycję do jury regat na stronie IMOCA podpisało 19 z 20 zawodników, w tym również Gutek: http://www.imoca.org/en/news/346-the-vendee-globe-skippers-rally-around-bernard-stamm.htm).

„Nie rozumiemy w pełni sytuacji, w której termin przesłuchania jest tak krótki, tym bardziej, że Bernard jest już poza klasyfikacją” – napisano na stronie zespołu Stamma. Trudno się dziwić …

Zespół przygotowuje też interaktywną mapę, na której będzie można śledzić trasę Bernarda, która zniknęła z „oficjalnego” trackingu, chociaż żeglarz płynie do Les Sables d’Olonne.