No i znowu w morze …

calbudTEAM.com.pl / fot.M.Wilczek

 „Jestem zmęczony i niewyspany” – mówił Kowalczyk dzisiaj przed startem przez telefon. „Ale też bardzo szczęśliwy, że już na mecie, bo końcówka była trochę nerwowa. Wczorajsze powitanie było niesamowite, kompletnie się tego nie spodziewałem, takiej fety.”

Dziś rano jacht 790 CALBUD przeszedł pomyślnie badanie techniczne – nurek oglądał część podwodną jachtu, a komisja sprawdzała działanie kila i stan ogólny jednostki. Również Radek musiał przejść szczegółowe badanie lekarskie. Po tych wszystkich weryfikacjach organizatorzy regat oficjalnie potwierdzili, że Kowalczyk może startować w drugim etapie wyścigu, z Funchal do Salvador de Bahia.

„Nie rozważałem nawet innej możliwości” – komentuje Radek, który pomimo zmęczenia jest w bardzo dobrej formie. „Jest siła, jest chęć, dopłynąłem na metę, łódka przeszła inspekcję, więc to, że płynę dalej jest absolutnie oczywiste. To, że znalazłem się tutaj, oraz to, jak zostałem wczoraj przyjęty, dodatkowo dodaje mi energii. Muszę płynąć, chcę płynąć” – dodaje. „Jacht jest w dobrym stanie, po naprawie kila przeszliśmy dobry test płynąc przez ponad 8 godzin przy wietrze 35 węzłów, wszystko w porządku. Jedziemy!”

Flota 77 jachtów Mini wyrusza dziś o godzinie 13.30 czasu lokalnego (14.30 polskiego) w liczącą 3130 mil morskich trasę do Brazylii. Każdy z zawodników samotnie musi przepłynąć z półkuli północnej na południową, minąć Wyspy Kanaryjskie i Zielonego Przylądka, przedostać się przez strefę okołorównikową a potem wzdłuż brzegów Brazylii dotrzeć do Salvador de Bahia.

Jachty wyruszają z portu o godzinie 11.30 czasu lokalnego (12.30 polskiego). Linia startowa jest bardzo długa i tak ustawiona, aby zapobiec zderzeniom i uszkodzeniom łodzi, które mają przed sobą 5 797 kilometrów oceanu.

calbudTEAM.com.pl / fot.M.Wilczek

Radek już w porcie

Wczoraj o 22.00 po 17 dniach na morzu Radek Kowalczyk zacumował w Funchal na Maderze końcąc pierwszy etap Mini Transat. Na miejscu powitała go żona oraz wszyscy pozostali zawodnicy, którzy pomimo nocy wyszli świętować razem z nim i spontanicznie proponowali wszelką potrzebną pomoc … :) z doniesień wiem, że atmosfera była niesamowita … Brawo!

No i bardzo ładny nagłówek na stronie organizatora – „Polska flaga powiewa nad Funchal”. Lubimy to!

No a start kolejnego etapu – już dziś …

Jeszcze 170 mil

Radosław Kowalczyk płynący w samotnych regatach Mini Transat, ma do mety jeszcze 170 mil. Z powodu słabego wiatru w rejonie Madery żegluje powoli.

Polski żeglarz w piątek powrócił na trasę wyścigu po przymusowej przerwie spowodowanej awarią kila, którą na szczęście udało się szybko usunąć. W trakcie weekendu jacht 790 CALBUD płynął ze średnią prędkością około 6 węzłów, co dla tak niewielkiej jednostki jak 6,5-metrowe Mini było wynikiem bardzo dobrym.

Obecnie jednak wiatr osłabł i Kowalczyk, znajdujący się dziś o godzinie 12.00 czasu polskiego na południowy wschód od portu docelowego Funchal, na pozycji 34°50.31 N / 14°43.44 W, płynie powoli.

Meteorolog Juliusz Orlikowski, współpracujący z CALBUD Mini Transat Team, tak komentuje bieżącą sytuację pogodową: „Układ wyżowy kształtujący pogodę na trasie Hiszpania – Madera zwiększa swoją rozciągłość, szczególnie w kierunku południowym. To powoduje, że także obszar centrum tego wyżu staje się coraz większy, zmniejszając tym samym gradient ciśnienia w rejonie Madery. W związku z tym szybkość wiatru wyraźnie maleje, co potwierdza analiza szybkości jachtu Radka na początku tego tygodnia.”

Sytuacja poprawi się dopiero w nocy: „Na dziś w rejonie pozycji jachtu 790 CALBUD prognozowany jest słaby wiatr o prędkości 4-5 węzłów z korzystnego kierunku północno-wschodniego. Dziś wieczorem i w nocy prędkość wiatru powinna wzrosnąć do 9 węzłów, a kierunek zmienić się na północny, optymalny w tej sytuacji” – dodaje Orlikowski.

Na miejscu, w porcie Funchal na Maderze na Kowalczyka czeka już żona. Start kolejnego, drugiego i ostatniego etapu regat Mini Transat we czwartek o godzinie 13.00 UTC (15.00 czasu polskiego).

calbudTEAM.com / fot.M.Wilczek

 

Radek z powrotem na trasie


calbudTeam.com.pl / fot. M. Wilczek

Dziś rano, o godzinie 10.16 jacht 790 CALBUD oddał cumy i ponownie wyruszył na trasę regat Mini Transat. Przed Radkiem ponad 600 mil do portu Funchal na Maderze, skąd we czwartek, 13 października, rusza kolejny etap wyścigu do Salvador de Bahia w Brazylii.

Naprawa kila poszła bardzo sprawnie. Razem z Radkiem oraz ekipą techniczną miejscowi specjaliści pracowali od środy wieczorem do dzisiejszego dnia rano. Tym samym jacht wrócił na wodę wcześniej, przed upływem maksymalnego regulaminowego czasu postoju wynoszącego 72 godziny.

„Cieszę się, że udało się tak szybko zakończyć prace” – mówi Krzysztof Owczarek, dyrektor projektu CALBUD Mini Transat Team, który na miejscu razem z Radkiem naprawiał jacht. „Gdyby nie pomoc miejscowych specjalistów, którzy wykazali się prawdziwą solidarnością ludzi morza, byłoby nam dużo trudniej”.

Tymczasem Radek Kowalczyk płynie już dalej. Wyścig z czasem wciąż trwa – polski żeglarz musi zameldować się na mecie przed startem kolejnego etapu regat, we czwartek, 13 października. Żeglarz, po dwóch dobach pracy na lądzie, nie ma jednak szans na odpoczynek – przez kolejne dwie doby będzie znajdował się w strefie Gibraltaru, gdzie odbywa się bardzo intensywny ruch statków i trzeba nieustanie mieć wytężoną uwagę – tym bardziej, gdy płynie się na tak niewielkiej jednostce jak Mini 6.50, niewidocznej właściwie z pokładu kontenerowca liczącego przykładowo powyżej 200 metrów długości.

Prognoza pogody podaje silny wiatr dzisiaj (do 30 węzłów) i jutro, z kierunków północnych. Dla Kowalczyka oznacza to trudne, ale korzystne warunki, bo będzie mógł płynąć z wiatrem, najszybszym kursem. Według komputerowych symulacji trasy i warunków po drodze, Polak ma szanse dopłynąć na Maderę we środę, 12 października

calbudTEAM.com.pl / fot. M.Wilczek

Wyścig z czasem trwa

fot. CALBUD Team / K.Owczarek

Radek Kowalczyk już w porcie Povoa de Varzim, 36 km od Porto. „Regaty trwają, działamy dalej” – mówi. Wczoraj w nocy polski żeglarz płynący z uszkodzonym kilem w samotniczych regatach Mini Transat zawinął do portu celem naprawy awarii kila. Ma na to 72 godziny, czyli 3 doby.

Kowalczyk tak opowiada o tym, co się stało: „Było twardo, ale dobrze. Tego dnia łódka dosłownie leciała, niesamowita adrenalina i zaczynało mi się naprawdę bardzo podobać. Nagle jacht zatrzymał się w miejscu, poczułem jakby miękkie uderzenie. Wiedziałem, że coś nie gra. Natychmiast zrzuciłem żagle, zacząłem się rozglądać, co mogłem uszkodzić.”

Polak w momencie wypadku znajdował się około 200 mil od brzegu, poza trasami statków. Nie miał innego sposobu powiadomienia komisji regatowej o wypadku jak tylko zgłoszenie awarii technicznej, bo regulamin regat zabrania posiadania telefonu. Łączność jest możliwa przez radio UKF, które ma zasięg około 30 mil morskich. Transatlantyckie regaty samotników na jachtach o długości zaledwie 6,5 metra to jeden z najtrudniejszych wyścigów żeglarskich na świecie.

„Nurkowałem przez jakieś pięć godzin” – mówi dalej Radek – „Co nie było łatwe, bo trochę wiało, a chciałem zabezpieczyć linami bulbę kila, która kiwała się metr w jedną i metr w drugą stronę. Opiłem się sporo wody, ale jak skończyłem, poczułem się bezpieczniej.  Płynęło mi się naprawdę świetnie, i nagle taki pech. Nie wiem, dlaczego spotkało to właśnie mnie. No ale nic, regaty trwają, działamy dalej.”

Na miejsce naprawy został wybrany port Povoa de Varzim, położony na portugalskim wybrzeżu, w odległości 36 km od Porto (będącego dużym portem handlowym), gdyż w tym miejscu znajduje się odpowiedni dźwig umożliwiający wyjęcie z wody regatowego jachtu bez konieczności zdejmowania masztu oraz naprawienie go „w górze”, a także wyspecjalizowana obsługa. Na miejscu Radkowi Kowalczykowi pomaga ekipa techniczna CALBUD Mini Transat Team.

fot. CALBUD Team / K.Owczarek

Na razie z jachtu został zdjęty kil, a z kila pokrywająca go warstwa węglowa. Kil jest zgięty, pęknięte jest też jego mocowanie. Wyraźnie widać, że uszkodzenia powstały po uderzeniu w coś dużego, ale miękkiego. Pracownicy portu bardzo zaangażowali się w pomoc Radkowi, wyjęcie jachtu i wstępne prace prowadzone wczoraj w nocy poszły bardzo sprawnie. Dziś od rana trwają ekspertyzy – czy uda się znaleźć bądź dorobić części niezbędne do naprawy. Awaria sterów na szczęście okazała się powierzchowna i jest łatwa do usunięcia. Trwa jednak wyścig z czasem.

Start do drugiego etapu, liczącego 3100 Mm skoku przez Atlantyk z Madery do brazylijskiego Salvador de Bahia, zaplanowany jest na 13 października z Funchal, położonego około 600 mil od miejsca obecnego postoju jachtu 790 CALBUD.

fot. CALBUD Team / K.Owczarek

P.S. Muszę przyznać, że samotni żeglarze mają ze sobą dużo wspólnego. Przede wszystkim to, że moim zdaniem w żyłach mają czystą adrenalinę. A awaria kila oznacza jedynie konieczność przywiązania go linami – i do przodu. Robi wrażenie …