Szymon dookoła świata

Dziś było tak. / fot. BTA Gertis

Dziś w Las Palmas. / fot. BTA Gertis

Dziś o godzinie 11:42 UTC Szymon Kuczyński rozpoczął swój samotny rejs dookoła świata. Wypłynął z portu w Las Palmas z jednodniowym opóźnieniem spowodowanym warunkami pogodowymi, które panowały na Wyspach Kanaryjskich.

Na lądzie pożegnali go przedstawiciele stoczni Northman oraz znajomi żeglarze i przyjaciele. Wyruszył towarzysząc największym amatorskim regatom Atlantic Rally for Crusiers (ARC) w których startuje ponad 200 jachtów. Start regat został o jeden dzień odroczony, dlatego też Szymon przełożył swój start o jeden dzień.

To bardzo rozsądny ruch ze strony Szymona – w grupie zawsze bezpieczniej. Płynie wprawdzie poza regatami, ale zawsze jest łączność i „towarzystwo”. Nawet, jeżeli nie zawsze widoczne, to już sama świadomość, że tą samą trasą płynie wiele innych jachtów sprawia, że nastawienie psychiczne jest inne.

Fot. BTA Gertis

Fot. BTA Gertis

Pozycja jachtu będzie widoczna na mapach zamieszczonych na stronie www.zewoceanu.pl. Można też szukać bezpośrednio na Marine Traffic lub Vessel Finder po nazwie jachtu i jego numerze MMSI: Atlantic Puffin  261027540 (http://www.vesselfinder.com/?mmsi=261027540)

Pierwszy postój wyprawy „Maxus Solo Around” zaplanowany jest na Martynice. Szymon powinien tam dotrzeć w ciągu 23-25 dni. Atlantic Puffin (Maxus 22) to najmniejszy polski jacht na trasie dookoła świata. Chyba nie muszę dodawać, że kibicuję bardzo temu rejsowi?
Tutaj pożegnalne nagranie od Szymona (który czasami występuje w komentarzach na blogu pod kryptonimem Ozi):

Dlaczego akurat Barcelona?

Fot. Robert Hajduk - Shuttersail.com

Fot. Robert Hajduk – Shuttersail.com

Padają czasami pytania, dlaczego Gutek i Świstak chcą startować w BWR, trudnym wyścigu dookoła świata non-stop, a nie „zabiorą się” za imprezę tańszą i łatwiejszą, na ten przykład będące właśnie na półmetku regaty rumowe. [O tych regatach w najbliższych dniach będzie oddzielny wpis.] Obserwując regaty oceaniczne od 15 lat, na zdrowy rozum mogę podać od razu kilka powodów, dlaczego taka decyzja jest jak najbardziej słuszna.

Po pierwsze kalendarz regat IMOCA. Jak wiadomo, reaktywowany został cykl imprez mistrzostw świata tej klasy – IMOCA Ocean Masters. I jak w każdych mistrzostwach, chodzi o zebranie jak największej liczby punktów w określonych zawodach wchodzących w cykl. Najwyżej punktowane są imprezy najtrudniejsze, czyli regaty dookoła świata. Są takie dwa wydarzenia – Vendée Globe i Barcelona World Race. Najniżej punktowane – regaty proste (teoretycznie), krótkie i łatwe – np. Fastnet Race. Mistrz wyłaniany jest co 2 lata – wiadomo, że regaty VG i BWR nakładają się właśnie w takim trybie. Zwycięstwo w którejś z tych dwóch imprez daje bardzo duże prawdopodobieństwo odebrania laurów mistrzowskich. Nie da się za bardzo „nacykać” punktów unikając BG czy BWR a startując tylko w pomniejszych imprezach, tym bardziej, że RDR odbywają się co 4 lata, TJV co 2. (Kluczowe jest tak czy inaczej ukończenie regat, bo dopiero to daje punkty, nie sam start.)

Tabela punktów http://www.imoca.org/en/championnat-monde-IMOCA/

Tabela punktów IMOCA Ocean Masters                                http://www.imoca.org/en/championnat-monde-IMOCA/

Po drugie – kwestia przygotowania. To wcale nie jest tak, że do regat przez Atlantyk (jak Route du Rhum czy Transat Jacques Vabre) przygotowanie jachtu jest tańsze, prostsze i w ogóle robione z marszu. Tak samo trzeba go wyjąć z wody po zakończeniu sezonu pływania z VIP-ami (taka jest rzeczywistość wszystkich zespołów regatowych – poza trybem przygotowań do imprezy oraz czasem który jacht spędza w stoczni, wozi się na nim prezesów i dyrektorów będących albo obecnymi albo potencjalnymi sponsorami. Albo dziennikarzami. Robią tak wszyscy, od Alexa Thomsona i Francisa Gabarta, przez Bernarda Stamma, łącznie z Gutkiem). Tak samo trzeba wstawić do stoczni, zrobić przegląd wszystkich instalacji, oszlifować kadłub, położyć nowe farby. Trzeba zrobić inspekcję takielunku stałego i ruchomego, okuć, bloczków. Wjechać na maszt. Wiadomo, ile czasu wytrzymują żagle – bardzo podatne na niszczenie promieniami UV, ulegające rozciąganiu itp. Nikt nie dziwi się żeglarzom np. z klasy Finn czy Laser, walczącym o medale olimpijskie czy mistrzostwo świata, że żagle wymieniają przed każdym startem. Bo żagle, nawet najlepsze, zużywają się, a niewielkie różnice mogą zadecydować o zwycięstwie lub porażce. Tak samo w klasie IMOCA – żagle, które były już na trasie dookoła świata lub kilka razy pokonały Atlantyk (komplet posiadany przez Gutka był zamówiony na regaty Vendée Globe) nadają się jak najbardziej do wożenia pasażerów, ale nie nadają się już do rywalizacji na poziomie najlepszej dziesiątki zawodników. Dodatkowo – trochę inne żagle potrzebne są do regat transatlantyckich, a inne na okrążenie świata.

Nie bez znaczenia jest również fakt, że właśnie w transatlantykach najłatwiej uszkodzić jacht – wiadomo, że wyścig krótki, trzeba cisnąć na maxa, więc się to robi, bo robią tak wszyscy dookoła, niejednokrotnie przekraczając możliwości jachtu. (Przykładem może być Macif który połamał maszt w TJV 2013, czy PRB poważnie uszkodzone w tegorocznych RDR.)

Fot. Robert Hajduk / Shuttersail.com

Fot. Robert Hajduk / Shuttersail.com

Po trzecie – sprawy medialne. Regaty dające ogromne efekty medialne we Francji (TJV, RDR) nie zawsze przekładają się na wyniki mediów międzynarodowych. Trwają dość krótko – ok. 2 tygodni (można doliczyć jeszcze ok. 3 tygodni dodatkowych informacji – przed i po zakończeniu). Nie są to regaty tylko dla klasy IMOCA, ale też dla Open40, Multi50, Ultime i czasami jeszcze innych. Siłą rzeczy organizatorzy nie „dopieszczają” tak żeglarzy z IMOCA w swoich informacjach prasowych i giną oni w „gąszczu” innych zawodników. Nie bez powodu w RDR nie startuje np. Alex Thomson, który nie startował też w TJV. Te regaty są ważne dla zawodników z Francji. Dla pozostałych – mniej, chyba, że dają kwalifikację do wyścigu dookoła świata – dlatego Gutek i Świstak startowali w ubiegłym roku. (Są jeszcze regaty Nowy Jork – Barcelona, tu z kolei zawodnikom spoza Francji start bardziej się opłaca, właśnie dlatego, że Francuzi – ze względu na mniejsze zainteresowanie swoich mediów – mniej chętnie biorą tu udział – ale do tej pory impreza odbyła się zaledwie raz, więc mój wniosek jest na razie jedynie zaczątkiem teorii.)

W porównaniu z transatlantykami regaty dookoła świata mają dużą przewagę. Trwają ok. 3 miesięcy (przyjmijmy, że dolna granica to na razie rekord Gabarta z VG – 78 dni, a górna ok. 100) plus przygotowania. W sumie daje to ok. 5 miesięcy aktywności medialnej prowadzonej zarówno przez organizatorów jak i przez zespół regatowy. Startuje też mniejsza liczba jachtów, mamy samą klasę IMOCA, a zakładając, że nazwa każdego jachtu to nazwa marki-sponsora, słowo to pojawia się przez cały czas prowadzenia komunikacji kilka razy dziennie w kilku językach na stronach organizacji, zespołu oraz we wszelkich żeglarskich serwisach informacyjnych, od Europy przez USA po Australię i Nową Zelandię. Do tego tracker, który, jak wiemy, uzależnia, więc zaangażowany kibic sprawdza go kilka razy dziennie, a zanim „dotrze” do niego, potencjalnie ogląda też inne materiały, zawierające w taki czy inny sposób treści reklamowe bądź znaki towarowe marek-sponsorów. (Nie wspominam tu nawet o relacjach w TV czy prasie tradycyjnej.)

Tak więc start w BWR ma jak najbardziej sens, tak samo jak ma go start w regatach VG oraz wszelkich innych, dających kwalifikację do wcześniej wymienionych. Starty dodatkowe uzależnione są od planów – również medialnych – sponsora. Kalendarz można układać w cyklu 2 lub 4 lat, choć wiadomo, że strategia rozpisana na dłużej daje znacznie lepsze efekty, zapewniając z jednej strony komfort zawodnikowi, który mając określony plan startów może skupić się na działaniach sportowych, a z drugiej strony zapewnia marce, która zdecydowała się na nietypową, ale bardzo wartościową reklamę poprzez żeglarstwo, dodatkowe wsparcie „klasycznej” strategii reklamowej.

Spaceru Alexa Thomsona w garniturze po kilu czy maszcie nie da się zapomnieć, prawda?

VOR – pierwsze halsy

Jakoś nie mogę nabrać przekonania do śledzenia trackera. Po prostu mnie nie wkręciło – być może jeszcze nie. Chociaż wersja 3D jest czymś kosmicznym, naprawdę …. Niemniej ile razy można śledzić te regaty z pełnym zaangażowaniem? Nie da się zawsze tak samo. Każde z regat VOR odbieram trochę inaczej, były takie, których prawie nie zauważałam i takie, które śledziłam niemal non-stop. W tej edycji ciekawią mnie przede wszystkim osiągi nowych monotypów VOR65. Na pewno to jachty bezpieczniejsze od poprzednich i nie rozwijające tak wielkich prędkości. Być może przez to będzie wolniej. W każdym razie można będzie ustawić nowe rekordy, żeby potem było co bić :)

Natomiast oprawa medialna – strona, materiały filmowe, teksty, słowem cała obsługa dla prasy i kibiców jest realizowana na absolutnie topowym poziomie, któremu długo myślę żadne regaty nie dorównają. Zastanawiam się, ile osób musi liczyć ekipa, która to „obrabia”. Wyszło mi około 30. To nie żarty. Każdy filmik, nawet 3 minutowy, to kilka godzin montażu, renderowania itp. Trzeba napisać tekst. Dograć lektora. To wszystko zajmuje od cholery czasu. Aha, no i trzeba to jeszcze nagrać. Do tego strona internetowa. Pisanie, wrzucanie, edycja, aktualizacja. Do tego FTP dla mediów. Informacje i wysyłka. I studio live, gdzie widać, jak wygląda biuro regat (http://youtu.be/hiKsvidE0jU).

Dzięki temu bardzo medialne regaty zyskały jeszcze lepszą oprawę. To wyścig ekstremalny. Zgoda. Ale jednak etapami. Dwa-trzy tygodnie orki i potem przerwa. To bardzo dużo znaczy w przypadku zarówno zawodników, jak i osób dyżurujących przy komputerach i zajmujących się codzienną łącznością z jachtami. Można się wyspać. Wyłączyć telefon. Iść na długi spacer z psem. Na basen. No dobra, koniec tych refleksji.

Możemy się pobawić w obstawianie zwycięzcy. Ja kibicuję dziewczynom. Na pokładzie polski, choć bardziej australijski akcent – Sophie Ciszek. No i mają fantastyczne okulary słoneczne (te białe)!!!! Chociaż po przejrzeniu składu załóg można by znaleźć kilka pretekstów do kibicowania innym zespołom :) Czyli: Justin Slattery na Abu Dhabi (współpracował z Gutkiem przed startem Vendee, przygotowywał liny, kilometry lin, i wiązał szekle z dynemy; fajny i bardzo konkretny a przy tym cały czas uśmiechnięty); Dongfeng – Francuzi z Chińczykami, przy czym Francuzi znani z wielokadłubowców, a w przygotowaniach pomagał Nick Moloney, więc kolejny pretekst do kibicowania „po znajomości”; Mapfre – niekoniecznie, choć z rozsądku należałoby, bo Mich Desj na pokładzie; Litwin na pokładzie Brunela też nie jest wystarczającym pretekstem :)

Czas też na ogłoszenie konkursu. Otóż tym razem konkurs będzie dotyczył tekstu najlepiej podsumowującego pierwszy etap, oczywiście po jego zakończeniu. Opowieść prozą, do 3 tys. znaków. Nagrody będą, póki co są w trakcie organizacji, więc jeszcze nie mówię jakie.

A na deser – zwykły dzień w biurze (zdjęcia w filmie z poprzedniej edycji, ale produkcja tegoroczna):

Oraz jak najbardziej świeży materiał z pokładu Dongfeng:

Szymon na trasie

Przez jakieś regaty dookoła Gotlandii, co je wymyślili Krystian z Jackiem i Radkiem, nie było jak napisać o tym, że Szymon, znany tu jako Ozi, na Atlantic Puffin, zapakował manatki i tak jak zaplanował, 30 sierpnia wyruszył z Dziwnowa na taki rejsik co go sobie wymyślił, dookoła globusa. Trochę pisałam o tym w ostatnim wpisie z sierpnia,, ale ponieważ akcja w trakcie, czas na aktualizację sytuacji.

Szymon na pokładzie Puffina / fot. Maxus Solo Around

Szymon na pokładzie Puffina / fot. Maxus Solo Around

Szczegóły wypłynięcia są tu: http://www.zewoceanu.pl/Aktualna-pozycja/Szymon-na-Puffinie-wyruszyl-z-Polski. Dzisiaj Szymon opuścił już port w La Coruna, dokąd dotarł po niezbyt długich postojach w Cowes (a dokładnie Foley Inn), Cherbourgu i La Rochelle. Szczegóły opisane przez samego żeglarza w miarę możliwości publikowane są przez Brożkę na bieżąco na stronie Zewu Oceanu. Polecam lekturę, nie będę tu robić streszczenia, bo Szymonowe opisy są ważne z żeglarskiego punktu widzenia i mają w całości znaczenie praktyczne – czytajcie sami.

Właściwy start samotnego rejsu dookoła świata rozpocznie się z Wysp Kanaryjskich. Na etapy doprowadzenia jachtu na miejsce są jeszcze wolne miejsca, gdyby ktoś miał chęć proszę pisać. Na razie pozycję Atlantic Puffin można śledzić przez Marine Traffic / Vessel Finder czy inne strony wpisując numer MMSI 261027540. Jacht widoczny jest wtedy, kiedy znajduje się w zasięgu stacji brzegowych i ma włączony nadajnik AIS. Tracking za pomocą SMS wysyłanych z telefonu Inmarsat będzie możliwy po oficjalnym starcie rejsu zaplanowanym na 10 listopada. 

Bitwa o Gotland – 3 edycja już 12 września

Odnowienie starych znajomości poskutkowało tym, że teraz, na bieżąco, będzie można tu poczytać o regatach BITWA O GOTLAND. Samotnie, non-stop, z Gdańska do Gdańska, już niedługo, bo 12 września. Lista zgłoszeń otwarta, będzie tracking, meteo i rywalizacja na wodzie. Zapraszamy kibiców na start, metę i nie tylko – gdyby ktoś miał czas i chęć pomóc w biurze prasowym, proszę się nie krępować :)

http://bitwaogotland.pl/

fot. K. Szypka 2013 http://bitwaogotland.pl/

BITWA O GOTLAND – wyjątkowe regaty już po raz trzeci na Bałtyku

12 września z Gdańska po raz trzeci w historii polskiego jachtingu wystartuje wyjątkowy żeglarski wyścig – BITWA O GOTLAND. W liczącą ponad 500 mil morskich trasę non-stop dookoła szwedzkiej Gotlandii wyruszą żeglarze – samotnicy. BITWA jest najtrudniejszym obecnie wyścigiem dla samotnie żeglujących po wodach Bałtyku.

Do udziału zgłosiło się na razie ośmiu skipperów – lista startowa jest wciąż otwarta, chętni zawodnicy mogą zgłaszać się do piątku 10 września włącznie. Wystartują m.in. Krystian Szypka (uczestnik zeszłorocznych transatlantyckich regat OSTAR) oraz Radek Kowalczyk (uczestnik Mini Transat 2011). Wszystkie jachty będzie można śledzić na bieżąco, w trybie online, za pomocą nowoczesnego systemu trackingu Yellowbrick.

Trasa, którą trzeba pokonać non-stop, będąc samemu na jachcie, liczy ponad 500 mil. W zależności od warunków atmosferycznych, pokonanie jej zajmuje zawodnikom 3-4 doby. Ukończenie daje kwalifikację do międzynarodowych regat oceanicznych samotników, co potwierdza m.in. Royal Western Yacht Club of England.

Pomysł zorganizowania tego typu imprezy wziął się stąd, że chciałem wystartować w regatach OSTAR – samotnie przez Atlantyk – i potrzebowałem kwalifikacji, którą było przepłynięcie non-stop co najmniej 500 Mm z dwoma punktami zwrotnymi” – mówi Krystian Szypka, organizator i zawodnik w jednej osobie, pomysłodawca BITWY O GOTLAND. „Nie było w Polsce takiej imprezy, więc postanowiłem ją zrobić, zachęcając przy okazji innych do współzawodnictwa oraz sprawdzenia się w trudnych warunkach jesiennego Bałtyku, samotnie i non-stop” – dodaje. „W pierwszej i drugiej edycji było nas zaledwie dwóch. W tym roku mamy już 8 zgłoszeń, zapraszam wszystkich odważnych, ale wciąż niezdecydowanych!”.

Więcej na http://bitwaogotland.pl/ a dziś wieczorem o 21.00 w Radiu Szczecin Krystian będzie opowiadał sam co i jak. Można słuchać przez internet: http://radioszczecin.pl/9,0,audycje