Prosto z Lorient :)

Jak wiadomo, nasi są wszędzie. Paweł Banaszczyk wsiadł w samochód i pojechał do Lorient, żeby na żywo zobaczyć start ostatniego etapu regat VOR. Pozazdrościć !!! Nie omieszkał przesłać zdjęć i krótkiej korespondencji, za którą bardzo dziękuję i liczę na jeszcze. A więc – Paweł Ba donosi z Lorient:

Franck Cammas na dzisiejszej konferencji prasowej. / Fot. Paweł Banaszczyk

„Na dzisiejszej konferencji prasowej większość pytań była kierowana do Francka Cammasa. Pytano o taktykę na ostatni etap regat. Francuz póki co, czeka na wynik jutrzejszego wyścigu in-port. Jeżeli będzie dla niego pozytywny, bierze pod uwagę, aby podczas etapu do Galway walczyć o …. 3cie miejsce, które dałoby mu zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Wszak trzeciej pozycji jest łatwiej bronić niż pierwszej.

Mike Sanderson i Iker Martinez. / Fot. Paweł Banaszczyk

Zapytano też skipperów o nową klasę jachtów V65. Wszyscy wypowiedzieli się pozytywnie, lecz można było mieć wrażenie, że były to odpowiedzi poprawnie politycznie. Cammas dodał, że będzie mu brakowało przed-wyścigowego etapu regat – projektowania, indywidualnych zmian projektu jachtu. Wg niego, była do istotna część rywalizacji. Mike Sanderson dodał także, że trzeba spojrzeć na nowy projekt jako na coś tymczasowego – wszak nie wiemy czy za dwie edycje regat, nie będzie nowej formuły. Wszyscy skipperzy zgadzają się, że lepsza nowa formuła w zaproponowanej formie niż brak tych regat.
Jutro wyścig In-port. A wszystko będę oglądał z łodzi reporterskiej :)

Trasa jutrzejszych regat portowych. Start w sobotę o 13.02 czasu europejskiego.

Volvo 65 One-Design

© Farr Yacht Design

Dzisiaj poznaliśmy szczegóły dotyczące nowego jachtu na najbliższe dwie edycje, więc koniec plotek, teraz fakty. Założenie jest takie, że dzięki nowej formule na starcie będziemy oglądać co najmniej 8-10 jachtów (minimalne zamówienie wyniesie 8 sztuk). Będą to 65-stopowe (19.8 metra) jachty monotypowe – jeden, ten sam projekt dla wszystkich. Projekt szczegółowy powstanie w bardzo znanym biurze Farr Yacht Design (z zamieszczonych wizualizacji widać, że jest on zaawansowany). Budować będzie konsorcjum stoczni z UK, Francji, Włoch i Szwajcarii. Prace zaczną się już w lipcu (zaraz po zakończeniu bieżącej edycji), a pierwszy z jachtów nowego typu zostanie zwodowany do czerwca przyszłego roku 2013, a więc na ok. półtora roku przed startem kolejnych regat VOR zaplanowanym na jesień 2014.

© Farr Yacht Design

Nowy jacht, krótszy o 1,5 metra, ma osiągać prędkości zbliżone do obecnych VO70. Będzie miał wbudowany cały osprzęt umożliwiający transmisję różnego typu przekazów medialnych z pokładu, co powinno przynieść jeszcze lepsze efekty niż tegoroczne (NIESAMOWITE, trzeba przyznać) wyniki pracy oficerów medialnych. Ogłoszenie dzisiaj tych wszystkich szczegółów było możliwe dzięki podpisaniu budżetu i harmonogramu projektowania i budowy jachtów. Łódki będą sprzedawane przez stocznię Green Marine w UK, natomiast francuski Multiplast, włoskie Persico i Decision ze Szwajcarii będą produkować różne „części”. Dzięki temu kampania VOR w przeliczeniu na załogę ma być znacznie tańsza – w granicach 15 milionów euro (płace załogi, managera, przeloty, hotele itp – wszystko, jak rozumiem). Jacht w pełni wyposażony i gotowy do żeglugi, z żaglami na testy i na same regaty ma kosztować ok. 4.5 mln euro. Ciekawe jak to się dalej potoczy, ja mam mieszane odczucia, ale muszę jeszcze sprawę przemyśleć.

© Farr Yacht Design

Dla porównania – koszty niedawnej modernizacji stadionu Legii w Warszawie to niewiele poniżej 400 mln złotych (że nie wspomnę o stadionie narodowym, którego koszt podawany w Wikipedii to … 1,915 mld PLN. Wracając do Volvo Ocean Race – proszę mnie poprawić, jeżeli źle liczę – 15 mln euro przy kursie 4,5 PLN daje „skromne” 67 mln PLN – a regaty i równoległa kampania medialna, jaką, nie ukrywajmy, one jak najbardziej są, trwa 9 miesięcy. Czy znajdzie się w Polsce firma – albo kilka – chętna na tak niestandardową promocję? Bo że znaleźliby się żeglarze, nie ulega wątpliwości …

Żeglarstwo po pięćdziesiątce

Wprawdzie Gutka ta perspektywa jeszcze nie dotyczy, ale warto powiedzieć, że o ile na pokładach jachtów VOR jest jak najbardziej miejsce dla „młodziaków” którzy szukają trampoliny do kariery, to jest tam również miejsce dla weteranów, którzy pomimo kilku okrążeń dookoła globu wcale nie zamierzają kończyć zabawy, a ich doświadczenie bywa bezcenne.

Tony Rae, sternik i trymer na pokładzie Campera. / Fot. IAN ROMAN/ Volvo Ocean Race

Jednym z nich jest Tony Rae z załogi Campera, który we wtorek skończył 51 lat. Kończy również piąty występ w regatach Volvo Ocean Race, któy uważa za najtrudniejszy z dotychczasowych, ale ma nadzieję, że nie jest to występ ostatni. „Te regaty są zupełnie inne” – mówi. „Oglądałem właśnie filmy z ostatniego etapu – z żadnych poprzednich edycji nie ma takich zdjęć. Łódki są o wiele szybsze, ale o wiele twardsze. Spadasz z fali i słyszysz, jak dokonuje się zniszczenie, w ludziach też. Ciśniemy dużo bardziej, przez to różnice nie są też duże. To jest nieustanna walka. Jeżeli będę w stanie, mogę popłynąc raz jeszcze – jeżeli mnie ktoś poprosi. wiek to tylko cyfry. Jeżeli jesteś w dobrej kondycji, nie masz poważnych kontuzji, możesz płynąć. W następnej edycji będą mniejsze załogi, więc wygląda to ciekawie. Nigdy nie mówię nigdy …”

Dla Tony’ego to już piąta edycja regat VOR. Dwa razy był w zwycięskiej załodze, raz w latach 1989/90 i potem w 1993/94. Na jakich jachtach? Fot. Hamish Hooper /CAMPER ETNZ/Volvo Ocean Race

No właśnie. W tej wypowiedzi pada ciekawe zdanie na temat redukcji załóg. Tym bardziej ciekawe, że dopiero jutro na specjalnej konferencji prasowej dyrektor regat, Knut Frostad, ma ogłosić założenia kolejnej edycji, wokół czego było już dużo kontrowersji (czy będzie to klasa Open czy monotyp, a jeśli tak, to jak duży, kto go zaprojektuje i dlaczego nie Juan K.) – bo wiadomo, że wszystkich zadowolić się nie da. Z niecierpliwością czekamy na to, co zostanie jutro ogłoszone. Tym bardziej, że dwutygodniowy przystanek pomiędzy etapami to naprawdę trochę zbyt długo, nawet jeżeli się uwzględni wymogi wszystkich sponsorów i organizatorów. Tak długi przystanek wytraca żeglarzy absolutnie z rytmu i pozbawia koncentracji, która przed najbliższym etapem, krótkim, ale ostatnim i w dużej mierze decydującym  będzie bardzo potrzebna.

Przerwa na sen w sekcji dziobowej. Czy tam da się w ogóle spać w tym hałasie??? / Fot. Hamish Hooper /CAMPER ETNZ/Volvo Ocean Race

Tymczasem czekamy na start ostatniego etapu i życzymy wszystkiego dobrego Tony’emu Rae oraz rzecz jasna Gutkowi, który miał urodziny w niedzielę 24 czerwca. Które? To już zgadnijcie sami :)

Hiszpański pech

Dwa lata przygotowań i prawie rok w morzu. Awaria steru w 8 etapie VOR oznacza dla Hiszpanów koniec marzeń o zwycięstwie. A było tak blisko … / Fot. Diego Fructuoso/Team Telefonica/Volvo Ocean Race

„Właśnie straciliśmy szansę na wygranie regat dookoła świata” – przyznał dziś rano Iker Martinez. „Ponad dwa lata pracy poszły precz w przeciągu zaledwie kilku minut” – dodał hiszpański kapitan. Telefonica płynie do portu w Lorient, ale powoli, ze względu na kłopoty ze sterem.
Wczoraj w nocy Hiszpanie uzyskali niewielką przewagę nad Francuzami po wykonaniu zwrotu przez rufę i obraniu kursu prosto na metę w Lorient. Było to ukoronowanie całodziennej walki o powrót na pierwsze miejsce po wcześniejszej konieczności zredukowania prędkości i wymiany uszkodzonej prawej płetwy sterowej. Niestety po zwrocie płetwa została uszkodzona ponownie.
„Zwrot robiliśmy przy wietrze 40-45 węzłów” – opowiada oficer wachtowy Pepe Ribes. „Po zwrocie było bardzo trudno, musieliśmy zmieniać żagle, w tym momencie przyszła duża fala, zrobiliśmy chińską rufę i ponownie złamaliśmy prawą płetwę. Całą noc płynęliśmy bez grota, tylko na foku, a teraz najbardziej zależy nam na  bezpiecznym dotarciu do Lorient. Mamy nadzieję, że to się uda bez dodatkowych kłopotów.”

Finisz dziś wczesnym popołudniem, ok. godz. 12-14 polskiego czasu.

Zwrot, jaki musieli wykonać wszyscy przed odłożeniem się na kurs na metę, w panujących warunkach nie był banalny. Stu Bannatyne z pokładu Campera tak go podsumowuje: „Była to jedna z najtrudniejszych ruf, jakie zrobiłem w całym moim życiu. Wyjście z tego bez szwanku było prawdziwą ulgą.”

Teraz wygląda na to, że nikt nie odbierze zwycięstwa Groupamie (przewaga ok. 20 Mm nad resztą), a Puma, Camper i Azzam będą walczyć o miejsca na podium dosłownie na centymetry. Francuzi  wpływający na prowadzeniu do portu w Lorient na pewno będą witani jak bohaterowie. Ale Hiszpanów szkoda…

Najgorsza pogoda za nimi, meta już za kilka godzin / http://www.volvooceanrace.com