VOR – pierwsze halsy

Jakoś nie mogę nabrać przekonania do śledzenia trackera. Po prostu mnie nie wkręciło – być może jeszcze nie. Chociaż wersja 3D jest czymś kosmicznym, naprawdę …. Niemniej ile razy można śledzić te regaty z pełnym zaangażowaniem? Nie da się zawsze tak samo. Każde z regat VOR odbieram trochę inaczej, były takie, których prawie nie zauważałam i takie, które śledziłam niemal non-stop. W tej edycji ciekawią mnie przede wszystkim osiągi nowych monotypów VOR65. Na pewno to jachty bezpieczniejsze od poprzednich i nie rozwijające tak wielkich prędkości. Być może przez to będzie wolniej. W każdym razie można będzie ustawić nowe rekordy, żeby potem było co bić :)

Natomiast oprawa medialna – strona, materiały filmowe, teksty, słowem cała obsługa dla prasy i kibiców jest realizowana na absolutnie topowym poziomie, któremu długo myślę żadne regaty nie dorównają. Zastanawiam się, ile osób musi liczyć ekipa, która to „obrabia”. Wyszło mi około 30. To nie żarty. Każdy filmik, nawet 3 minutowy, to kilka godzin montażu, renderowania itp. Trzeba napisać tekst. Dograć lektora. To wszystko zajmuje od cholery czasu. Aha, no i trzeba to jeszcze nagrać. Do tego strona internetowa. Pisanie, wrzucanie, edycja, aktualizacja. Do tego FTP dla mediów. Informacje i wysyłka. I studio live, gdzie widać, jak wygląda biuro regat (http://youtu.be/hiKsvidE0jU).

Dzięki temu bardzo medialne regaty zyskały jeszcze lepszą oprawę. To wyścig ekstremalny. Zgoda. Ale jednak etapami. Dwa-trzy tygodnie orki i potem przerwa. To bardzo dużo znaczy w przypadku zarówno zawodników, jak i osób dyżurujących przy komputerach i zajmujących się codzienną łącznością z jachtami. Można się wyspać. Wyłączyć telefon. Iść na długi spacer z psem. Na basen. No dobra, koniec tych refleksji.

Możemy się pobawić w obstawianie zwycięzcy. Ja kibicuję dziewczynom. Na pokładzie polski, choć bardziej australijski akcent – Sophie Ciszek. No i mają fantastyczne okulary słoneczne (te białe)!!!! Chociaż po przejrzeniu składu załóg można by znaleźć kilka pretekstów do kibicowania innym zespołom :) Czyli: Justin Slattery na Abu Dhabi (współpracował z Gutkiem przed startem Vendee, przygotowywał liny, kilometry lin, i wiązał szekle z dynemy; fajny i bardzo konkretny a przy tym cały czas uśmiechnięty); Dongfeng – Francuzi z Chińczykami, przy czym Francuzi znani z wielokadłubowców, a w przygotowaniach pomagał Nick Moloney, więc kolejny pretekst do kibicowania „po znajomości”; Mapfre – niekoniecznie, choć z rozsądku należałoby, bo Mich Desj na pokładzie; Litwin na pokładzie Brunela też nie jest wystarczającym pretekstem :)

Czas też na ogłoszenie konkursu. Otóż tym razem konkurs będzie dotyczył tekstu najlepiej podsumowującego pierwszy etap, oczywiście po jego zakończeniu. Opowieść prozą, do 3 tys. znaków. Nagrody będą, póki co są w trakcie organizacji, więc jeszcze nie mówię jakie.

A na deser – zwykły dzień w biurze (zdjęcia w filmie z poprzedniej edycji, ale produkcja tegoroczna):

Oraz jak najbardziej świeży materiał z pokładu Dongfeng:

VOR 2014/15: start

Co tu dużo pisać. Sami wiecie o co chodzi. Za niecałe 3 dni (11 października) rusza Volvo Ocean Race, najtrudniejszy, najdłuższy i najbardziej nagłośniony medialnie żeglarski etapowy wyścig załogowy. Do czerwca mamy co oglądać i komentować, a po drodze jeszcze (już zaraz) Route du Rhum i od nowego roku Barcelona World Race. W skrócie o regatach VOR jest w poniższym filmie (uwielbiam takie „skondensowane” podsumowania, no i można zobaczyć jak wygląda dziś Ellen MacArthur!). Aha. Film jest również reklamą. Takich reklam mogłabym oglądać więcej.

Czytając ostatnio serwis Scuttlebutt Sailing News natknęłam się na artykuł http://www.sailingscuttlebutt.com/2014/10/07/newbies-need-sell-sailing-experts, który zdecydowanie dał mi do myślenia, już samym tytułem. Chociaż tytułem chyba jednak bardziej niż zawartością. Chodzi o to, że może to „nowicjusze”, ludzie nie związani zawodowo z żeglarstwem, morzem i regatami powinni „sprzedawać”, czyli w tym wypadku popularyzować żeglarstwo? Może im to wyjdzie lepiej, bo nie mają wiedzy i zaplecza ekspertów, specjalistycznych dziennikarzy, którzy po raz n-ty uczestnicząc w starcie dużej imprezy żeglarskiej nie są w stanie spojrzeć po nowemu na zmieniającą się jednak żeglarską rzeczywistość. Zastanawiam się nad czysto marketingowym eksperymentem – czy ktoś, nie mający pojęcia o danej dziedzinie, może jednak wywrzeć na nią duży wpływ, angażując dodatkowo innych, podobnych sobie? Nie wiem, jeżeli ktoś z Czytelników zajmuje się zawodowo takimi rzeczami to proszę o wypowiedź. Autor tekstu, sam będący po raz nie-wiadomo-który na starcie VOR i mający wstęp na te wszystkie wypasione jachty zwrócił uwagę, jakim wielkim przeżyciem jest krótki rejs na jednym z tych jachtów dla ludzi nie związanych życiowo z żaglami. Zauważył entuzjazm, ogromną radość i świeżość wrażeń. Na pewno coś jest na rzeczy.

A swoją drogą, podobno ilość różnego typu „rozrywek” dla odwiedzających miasteczko regatowe VOR w Alicante jest niezwykła i pobytu tam nie da się zapomnieć. Ja na starcie tych regat nigdy jeszcze nie byłam, ale może kiedyś się wybiorę, bo jednak atmosfera „w mediach” i „na miejscu” to nie to samo.

Profil facebookowy Volvo Ocean Race ma już ponad milion fanów, komunikacja związana z tymi regatami prowadzona jest za pomocą wszelkich dostępnych nowych mediów. A ponieważ prowadzona jest konsekwentnie, to i skutecznie – przy każdej edycji zasięg jest coraz większy, co oczywiście popularyzuje Volvo, ale i żeglarstwo. Polecam stronę: http://www.volvooceanrace.com/en/home.html – fajna i nowoczesna. Część zdjęć autorstwa znanej nam pani – Ainoha Sanchez jest chyba jednym z oficjalnych fotografów.

No i jeszcze poniżej można obejrzeć sobie In-Port Race z 4 października. Ja nie mam przekonania do tych krótkich regat portowych, ale cóż – cały wyścig jest dla kibiców, publiki i TV. Oraz sponsorów. Dlatego trasa jest taka a nie inna i dlatego mamy regaty portowe.

Francuskie myślenie, czyli deja vu

To się da rozwiązać, ale trzeba zacząć próbować. / Fot. MJ

Kilka dni temu francuski portal regatowy zamieścił tekst, który, mam wrażenie, wpisuje się również w polską dyskusję o sporcie, a w szczególności o żeglarstwie. Niemniej muszę przyznać, że u nas zawsze stawia się Francuzów za wzór niedościgniony, jako że mają ogromne sukcesy w żeglarstwie oceanicznym, a teraz po zwycięstwie w VOR można uznać, że ich dominacja jest naprawdę wyraźna. W każdym razie mnie się osobiście wydawało, że gdzie jak gdzie, ale we Francji, kraju morskim z tradycjami (itp. itd.) to doceniają piękno żagli i już, a w kraju rolniczym nad Wisłą jest zgoła inaczej. A okazuje się, że tak samo, przynajmniej z ich perspektywy.

Poniżej główne tezy wspomnianego tekstu w moim tłumaczeniu z niewielkimi skrótami. Oryginalny tekst można przeczytać tu: http://laregate.fr/articles/groupama-une-formidable-operation-de-communication

Po zwycięstwie Francka Cammasa w regatach VOR francuski dziennik sportowy L’Equipe (jest to taki powiedzmy ichni „Przegląd Sportowy”) zamieścił na stronie internetowej sondę dla czytelników. Pytanie było proste – „Czy interesuje was zwycięstwo Francka Cammasa w regatach dookoła świata?”. 73% odpowiedzi było „nie”, a 24% „tak”. (W PL podobno kiedyś wspomniany Przegląd Sportowy robił takie badanie, ale nie w sieci, a wynik wyszedł zainteresowania żeglarstwem w granicach 1% czytelników PS. Dalej jest o tym, że regaty VOR to zwycięstwo nad Anglo-Saksonami na ich własnym podwórku, wyczyn trudny i piękny. „Czytelnicy francuscy nie są zainteresowani żeglarstwem (nazwanym „popularnym sportem irlandzkim”, co mnie ubawiło do łez), jako że uważają żagle za dyscyplinę odległą, zbyt abstrakcyjną oraz zbyt żarłoczną w sensie ekonomicznym (po prostu drogą). Szanują żeglarzy, ale ich osiągnięcia pozostają obce. Żeglarstwo to religia nielicznych, którzy w dodatku nie popularyzują jej ani nie bronią. A sami „atleci oceanów” są na swoich „stadionach” zbyt odlegli od publiczności, w przekazach na żywo udostępniając zaledwie cień tego, z czym faktycznie mają do czynienia. Szkoda, ale co na to można poradzić?”

Mikołajki pod koniec czerwca. Patrząc na liczbę jednostek pływających, żeglarstwo w Polsce jest sportem popularnym. / Fot. MJ

Tyle dziennik L’Equipe, a teraz odpowiedzi LaRegate.fr:

1. Kwestie ekonomiczne

Warto poinformować czytelników L’Equipe, że budżet projektu takiego jak zespół Groupamy w regatach VOR to kwota około 20-25 mln euro na trzy lata. Czyli około 8 mln rocznie. Bezpośrednio i pośrednio w projekt zaangażowanych jest ok. 120 osób, przez 3 lata. To nie tylko żeglarze, ale zespół medialny, projektanci itp. – z tych pieniędzy żyją ich rodziny. Dla porównania zawodnicy F1 mają do dyspozycji budżet roczny rzędu 250-300 mln euro, a pensja piłkarza Samira Nasri (kto to jest? – MJ) w Manchester City to 10,7 mln euro rocznie.

Projekt startu w regatach Vendee Globe (z szansą na sukces) to koszt około 5 mln euro rozłożony na 4 lata. VG to oprócz VOR najtrudniejsza żeglarsko impreza na świecie (moim zdaniem trudniejsza, bo solowa i non-stop – MJ).  Zawodnik, który decyduje się na taki wyczyn i któremu uda się stanąć na starcie tej imprezy, oprócz tego, że musi być jednym z najlepszych żeglarzy (na poziomie porównywalnym do kierowcy F1 czy piłkarza reprezentacji kraju), musi też być mistrzem kilku innych dziedzin. Najczęściej ma własną firmę, jest jednocześnie szefem, szkutnikiem, inżynierem, projektantem, menadżerem, handlowcem … w skrócie musi być bardzo kompetentny w bardzo wielu dodatkowych dziedzinach, bo bez tego nie osiągnie nic.

Aby podsumować aspekt ekonomiczny – ROCZNA pensja znanego, profesjonalnego żeglarza francuskiego (jak rozumiem, mowa tu o żeglarstwie oceanicznym  -MJ), posiadającego liczne specjalności i utrzymującego przy okazji kilkanaście innych osób oraz ich rodziny, jest niższa, niż TYGODNIOWA pensja piłkarza Samira Nasri.

Tak więc sponsorowanie żeglarstwa to bardzo dobry interes.

2. Abstrakcyjność jachtu żaglowego

Trzeba przyznać, że jacht regatowy to maszyna specjalistyczna. Trzeba przyznać, że nie każdy wie, co to jest achtersztag, obciągacz bomu czy kilwater. Ale czy naprawdę trzeba to wiedzieć? Naszym zdaniem wystarczy, jeżeli ludzie będą wiedzieli, że trudniej jest płynąć na jachcie pod wiatr i że spinaker to taki żagiel, który się stawia jeżeli mamy wiatr w plecy. Bo czy ludzie wiedzą, do czego służy żółty guzik w dolnym lewym rogu w bolidzie Schumachera? Czy wiedzą, jaką moc ma bolid F1? Znają rozmiary opon i dokładną lokalizację rury wydechowej? Nie! Wiedzą tylko, że jak naciska się na pedał gazu to samochód przyspiesza, a jak na hamulec, to hamuje … Z łódką jest podobnie: im silniejszy wiatr, tym mniej żagli się stawia, a im słabszy, tym więcej.

To, co najtrudniej jest przekazać szerokiej publiczności, to fakt, że napędem jachtu jest wiatr, który jest zmienny, może mieć różny kierunek i prędkość. W przypadku jachtów płynących z tą samą prędkością, wygra ten, który będzie miał najlepszy kąt do wiatru oraz optymalną prędkość i kurs. Wiąże się to z ustawieniem takielunku, znajomością prognoz oraz pozycją względem pozostałych zawodników. Być może przyswojenie tej wiedzy wymaga odrobiny wysiłku, ale to nie boli.

Żeglarstwo posiada też liczne odmiany – samotne, załogowe, jeden kadłub, kilka kadłubów, dookoła świata, dookoła bojek, rekordy … Tak samo jest w sporcie motorowym – rajdy, F1, Indy Car … We Francji mówi się głównie o wyczynach pojedynczych sportowców, ale żagle to również sport załogowy, a zainteresowanie publiki różnymi sportami jest związane z przekazem medialnym i odwrotnie.

Dziś regaty wirtualne – gra Virtual Regatta – mają ponad 1 mln uczestników, spośród których wielu nigdy nie było na prawdziwej wodzie! Każde poważne regaty (VOR, AC, Figaro) są rozgrywane również w przestrzeni wirtualnej, trzeba wiedzieć, jakie są prędkości, kursy, odległości, znaki …

Dzięki współczesnym środkom komunikacji oraz wszechobecnej sieci, możemy na żywo oglądać materiały z jachtów, zdjęcia, słuchać wywiadów, obserwować wpisy zawodników w serwisach społecznościowych …

Dysponujemy więc maksymalną liczbą popularnych narzędzi pozwalających zrozumieć i docenić, czym jest żeglarstwo regatowe. W redakcji Laregate.fr mamy wrażenie (nie tylko chyba tam – MJ), że to właśnie media tradycyjne nie umieją wykorzystać tych informacji. Dlaczego? Czy nie ma dziennikarzy umiejących dobrze przekazywać takie informacje i emocje? Czy nie ma woli nadawców do szerszego upublicznienia tego sportu?

Paradoksalnie, żeglarstwo oceaniczne było bardziej popularne medialnie w latach .70 i .90 ubiegłego wieku (to może się odnosić również do PL mam wrażenie – MJ), kiedy środki przekazu były nieporównywalnie uboższe niż obecnie. Wtedy rejs dookoła świata uosabiał naprawdę ekstremalne wyzwanie. Co się więc dzisiaj zmieniło? Pokonanie Atlantyku czy Pacyfiku nie jest dziś łatwiejsze. Za to media bez wątpliwości banalizują te wyczyny. Eric Tabarly był witany na Polach Elizejskich w roku 1976 po zwycięstwie w regatach OSTAR – wyczyn Cammasa jest dużo większy pod względem sportowym …

Redakcja L’Equipe podkreśla „popularny sport irlandzki”. Ale nie zapominajmy o tysiącach ludzi, którzy pojawili się w Lorient w trakcie, gdy stała tam flota VOR.

(…)

Mamy nadzieję, że we francuskich mediach będzie więcej żagli. Ta dyscyplina ma swoich bohaterów, zawody nieporównywalne z żadną inną, mamy w niej również ogromne sukcesy. Dodatkowo jest to sport czysty, ekologiczny, bliski natury (w przeciwieństwie do F1), nierozerwalnie związany z przygodą, z przekraczaniem granic ludzkich możliwości. Nie ma tu dopingu, który niszczy kolarstwo ani skandali obyczajowych jak w piłce nożnej.

Sukcesy mamy, liczymy na kolejne na olimpiadzie. Ale czy media będą łaskawe je zauważyć? Bez tego szukanie sponsora to pogoń za igłą w stogu siana – czy u nas, czy we Francji. / Fot. MJ

3. Medialność i sponsoring

Przyglądając się osiągnięciom francuskim ostatnich lat, znajdujemy tylko dwie dyscypliny, w których jesteśmy dobrzy – piłka ręczna (mistrz. olimp. 2008, mś 2009, me 2010, mś 2011) i żeglarstwo. W żeglarstwie mamy 12 złotych medali olimpijskich, 8 srebrnych, 9 brązowych. Do nas należy większośc rekordów oceanicznych. Jachty pod francuską banderą wygrywają VOR, Vendee Globe, Route du Rhum, Fastnet, Barcelona World Race … mamy też dobre wyniki w match racingu. Brakuje tylko Pucharu Ameryki. Dlaczego? Bo nie ma sponsora, który mógłby udźwignąć budżet. Dlatego dwóch „doradców specjalnych” dwóch syndykatów to Loick Peyron i … Franck Cammas. Budżet 20 mln euro pozwoliłby Peyronowi wziąć udział w tych regatach i być może je wygrać.

Kontekst ekonomiczny nie jest może najbardziej sprzyjający, ale brak jakiegokolwiek nagłośnienia medialnego żeglarstwa nie pomaga wcale zawodnikom w znajdowaniu budżetów pomimo fantastycznych wyników, jakie osiągają na wodzie, wyjątkowych w skali światowej.

La Regate.fr uważa, że patrząc historycznie na ten sport w naszym kraju, na nowe środki przekazu jakie mamy do dyspozycji, na dokonania naszych żeglarzy, dziennikarze mają w ręku wszystkie karty, żeby robić duże czołówki. Dobrze by było przywrócić Francuzom poczucie dumy narodowej związanej ze sportem – uczucie na długo zapomniane za przyczyną piłki nożnej i zawodników tej dyscypliny. Żeglarze i kibice na pewno to docenią.”

No przyznacie, że pod większością tez i my możemy się śmiało podpisać :D

Gutek ambasadorem Volvo w Polsce

„Znany polski żeglarz – Zbigniew Gutkowski został nowym ambasadorem marki Volvo. Podczas Volvo Gdynia Sailing Days sportowiec otrzymał kluczyki do Volvo XC60 Ocean Race. Oprócz promowania samochodu, żeglarz będzie reprezentował Volvo w regatach Vendee Globe, które startują w listopadzie br. „

Poniżej informacja prasowa Volvo Polska. Gutek ją potwierdził telefonicznie, ale mówił, że ze szczegółami jeszcze chciałby zaczekać – jak tylko będzie wiadomo więcej, na pewno dam znać.

fot. materiały prasowe

„Zbigniew Gutkowski jest jednym z najlepszych polskich żeglarzy od ponad 25 lat związanych z wodą. W swojej karierze startował w wielu wyścigach regatowych, m.in. w mistrzostwach Polski i zawodach Match Racingu. W 2010 roku podjął decyzję o starcie w samotniczych regatach Velux 5 Ocean. Po 120 dniach na wodzie i pokonaniu pięcioetapowej trasy, ukończył te regaty jako pierwszy Polak  w historii, w dodatku na 2. miejscu.

Teraz przed Zbigniewem Gutkowskim kolejne wyzwanie. 10 listopada br. na jachcie Volvo Operon Racing, sportowiec wystartuje w samotniczych regatach dookoła ziemi, bez zawijania do portu. W 23-letniej historii tych regat nie startował jeszcze żaden Polak.

Żeglarz jest związanych z Volvo od 2011 roku. Przez ostatnie 8 miesięcy wspierał wiedzą ekspercką relacje z regat Volvo Ocean Race przygotowywane przez stację telewizyjną TV4.

Marka Volvo bardzo starannie dobiera swoich ambasadorów. Szukamy silnych osobowości – ludzi, których pasje potrafią zachwycić. Żeglarska kariera Zbigniewa Gutkowskiego, to świetny przykład wytrwałości, hartu ducha i konsekwentnego dążenia do celu – mówi Mariusz Nycz, Dyrektor Marketingu i PR w Volvo Auto Polska – Współpraca z „Gutkiem”, to dla nas kolejny etap promowania tak szlachetnego sport jakim jest żeglarstwo.

Ambasador otrzymał Volvo XC60 z silnikiem D5 i wyposażeniem Momentum. Oprócz przekazania auta, branding Volvo będzie obecny na jachcie, którym sportowiec wystartuje w regatach Vendee Globe.”

P.S. Na stronie Vendee Globe nie ma jeszcze potwierdzenia tej informacji, ale jest ona aktualizowana co pewien czas. Gdyby ktoś z kibiców zauważył tam interesującą nas zmianę wcześniej niż ja, proszę o sygnał w komentarzach.