Zdjęcie roku

 

Trwa konkurs na żeglarskie zdjęcie roku. Można głosować. Zdjęcia są ponumerowane, ale nie ma nazwisk, więc można trochę się podomyślać które jest czyje, co stanowi niezłą zabawę. Rozwiązanie konkursu 13-14 grudnia w trakcie World Yacht Racing Forum w portugalskim Estoril.

Głosować i oglądać można tu www.facebook.com/worldyachtracingforum albo  www.worldyachtracingforum.com.

 

 

 

Ostatnie dni na morzu: Radek coraz bliżej mety

CALBUDteam.com.pl / M.Wilczek

Jacht polskiego żeglarza  – 790 CALBUD – dziś rano miał do mety już tylko 230 mil morskich.

Zbliżający się koniec regat nie dla wszystkich zawodników oznacza odpoczynek pod palmami. Wczoraj na jachcie Dunki Christy Ten Brinke (758 Ran of the North Sea) złamał się maszt. Christa, znajdująca się w momencie wypadku zaledwie 110 mil od mety, wezwała pomoc. Jej jacht zostanie odholowany do najbliższego portu. Na miejsce jadą też Ysbrand Endt (jej mąż) oraz Brazylijczyk Khan Chu, którzy regaty już ukończyli.

Radek Kowalczyk w trakcie weekendu płynął bardzo szybko i wyprzedził konkurującego z nim od kilku dni Włocha Maurizio Gallo (513 YAK). Do Salvador de Bahia wyrusza niebawem rodzina polskiego żeglarza, aby powitać go na mecie.

Na trasie pozostają jeszcze cztery jachty z kategorii seryjnej oraz dwa z prototypowej. W trakcie najbliższych dwóch do trzech dni wszyscy zawodnicy powinni ukończyć regaty, które rozpoczęły się 25 września we francuskim La Rochelle.

Żeglarzy floty Mini Transat na nabrzeżu niezależnie od pory dnia i nocy witają nie tylko koledzy, którzy dopłynęli wcześniej, ale też piękne i kolorowo ubrane Brazylijki, przynoszące ze sobą obowiązkową szklaneczkę calpirinhii oraz tace świeżych owoców. Po kilku tygodniach spędzonych samotnie na morzu jest to niewątpliwie wielka nagroda. Tym bardziej, że podejście do portu nie należy do najłatwiejszych – ze względu na lokalne zawirowania wiatru (na co mają wpływ m.in. wysokie wieżowce) oraz przeciwny prąd zdarzają się sytuacje, że jachty Mini stają w odległości nawet kilkuset metrów od linii mety nie mogąc jej przekroczyć.

fot. P. Garenne / GPO

 

Port docelowy regat, Salvador de Bahia, znajduje się na półwyspie oddzielającym zatokę Wszystkich Świętych od otwartych wód Atlantyku. To największe miasto na północno-wschodnim wybrzeżu Brazylii, stolica stanu Bahia i dawna portugalska kolonia. Jest wyśmienitym miejscem do wypoczynku, określanym czasami mianem „stolicy szczęśliwości” ze względu na otwartość mieszkańców oraz popularność spontanicznie organizowanych imprez. Jedno z najstarszych miast w rejonie Nowego Świata (Europejczycy dotarli tu w roku 1502), do dziś ważny port handlowy oraz trzecia co do wielkości metropolia po San Paulo i Rio de Janeiro, od którego dzieli go 1200 km.

A na niektóre z dziewczyn na mecie czekały oświadczyny :) fot. P.Garenne/GPO

 

 

Złamany maszt Abu Dhabi, uszkodzony kadłub Team Sanya

fot. Paul Todd / Volvo Ocean Race
Złamany maszt Abu Dhabi; fot. Paul Todd / Volvo Ocean Race

Bilans pierwszej – niecałej – doby na morzu nie jest dla floty Volvo Ocean Race najlepszy. Wczoraj około godziny 22.00 na Abu Dhabi (Ian Walker) złamał się maszt. Zespół przerwał regaty i na silniku zmierza z powrotem do Alicante, gdzie jedzie już zapasowy maszt. Kapitan Ian Walker zapowiada jak najszybszy powrót na trasę po dokonaniu napraw, choć wiadomo, że wymiana masztu to nie jest „drobna” usterka.

 

Team Sanya w trakcie wczorajszego startu regat; fot. Ian Roman / Volvo Ocean Race
Team Sanya w trakcie wczorajszego startu regat; fot. Ian Roman / Volvo Ocean Race

 

Z kolei dziś ok. godziny 08.25 rano załoga jachtu Sanya (Mike Sanderson) zgłosiła uszkodzenie kadłuba. Nie ma jeszcze żadnych szczegółowych informacji na ten temat. Mike Sanderson płynie do Puerto de Motril, najbliższego portu. Zespół Sanya również przerwał wyścig, w tej sytuacji bezpieczeństwo jest najważniejsze.

Na trasie pozostają na razie cztery z sześciu jachtów, które wczoraj wystartowały z Alicante do Cape Town. Czy to już koniec usterek?

Kolejność na trasie: CAMPER / Telefonica / Groupama / Puma

 

Ten raport nie uwzględnia jeszcze awarii Team Sanya
Ten raport nie uwzględnia jeszcze awarii Team Sanya

 

Volvo Ocean Race – niesamowity start

Niezwykłe przeżycia dzięki live streaming – pierwszy raz moim zdaniem w historii jachtingu taki start był relacjonowany na żywo przez internet, w dobrej jakości i bez wymagań bardzo  szybkiego łącza. Każdy kto uczestniczył w takich pożegnaniach na kei, mógł się poczuć dziwnie. Twardziele w ciemnych okularach udający brak wzruszenia. Wszędzie fotografowie i kamery. Dzieci trzymane na rękach jeszcze przez chwilę. Cały przedstartowy cyrk. W głowie jedna myśl – być już na wodzie, zostawić ten chaos za sobą. Wsiadać i jechać. Tłumy na starcie. Jeszcze uścisk ręki. Po twarzach facetów na pokładzie widać, że mentalnie są już gdzie indziej.

Gutek przez telefon podsumowuje:

„To są takie regaty, że media muszą być obecne wszędzie, to jest warunek i trzeba się z tym pogodzić. Oczywiście jest ciśnienie tuż przed oddaniem cum, jest zniecierpliwienie, chciałoby się być już na wodzie i mieć to wszystko za sobą. Ale zaraz jak się odpływa od kei to jest dużo lepiej – zaczyna się myśleć o tym, jakie żagle postawić, jak najlepiej wystartować, wchodzisz już w tryb myślenia o łódce, zaczynasz się ścigać …”

Tym, co nie oglądali, opowiem, że pierwszy był Camper, który wygrał start i wszystkie boje, ale to o niczym przecież nie świadczy. W sprawie regat VOR proszę sprawdzać stronę Polish Ocean Racing (www.polishoceanracing.com.pl) – tam jest na bieżąco :)

rys. Volvo Ocean Race

Radek Kowalczyk: 600 mil do mety

Do portu docelowego w brazylijskim Salvador de Bahia docierają kolejne jachty – chociaż nie wszystkie po przekroczeniu linii mety. Wczoraj do Salvadoru przyjechał Renaud Mary (jacht 535 – runo.fr). Jego jacht jednak znajduje się na plaży 30 kilometrów dalej. Żeglarza powitano bardzo ciepło, ale on sam twierdzi, że nie zasłużył na takie honory. „Antena mojego radia UKF zablokowała samoster wiatrowy. Jacht płynął w stronę brzegu. Byłem wyczerpany i spałem bardzo mocno. Obudziłem się, kiedy łódź dotknęła dna.” Lokalni rybacy mówią, że Mary miał dużo szczęścia – wylądował na plaży położonej pomiędzy dwoma pasmami skał i złamał tylko ster. Maszt i kil jachtu są nieuszkodzone. Żeglarz planuje naprawić usterkę z pomocą przyjaciół, bo bardzo chciałby jednak wpłynąć na linię mety i oficjalnie ukończyć regaty, nieważne na której pozycji.

W regatach samotników Mini Transat sam udział jest praktycznie równie ważny jak znalezienie się na medalowym podium. Pokonanie samemu trasy 4200 mil (w linii teoretycznej) na jachcie długości 6,5 metra i szerokości 3 metry to podróż szczególnego rodzaju, mająca niewiele wspólnego z wakacjami na Karaibach. W kabinie miejsca jest niewiele, w sumie przestrzeń ma wymiary może 3×4 metry, a muszą się tam zmieścić żagle, kuchenka, ubrania, jedzenie. Cały czas mokro i często w przechyle, ciągle napięta uwaga, bo trzeba pilnować kursu, uważać na statki, zmieniać żagle, w międzyczasie jeść i spać. Zmęczenie bywa tak ogromne, że niektórzy budzą się na plaży – jak świadczy powyższy przykład.

W porcie Salvador de Bahia znajduje się już duża część floty Mini 6.50. Na wodzie pozostają 3 jednostki klasy Proto – w tym Radek Kowalczyk – oraz 12 jachtów klasy seryjnej. Trzymajmy kciuki, żeby wszyscy szybko i cało dotarli do mety …