Wystarczy tylko bardzo chcieć…..

Co zajrzę do skrzynki mailowej, to nowy temat … Tym razem list od Pawła:

„Po spotkaniu z Gutkami w Tolkmicku, postanowiłem zainicjować kolejny krok. Pewnej październikowej niedzieli, paru gości, znających się początkowo tylko z bloga Milki, spotkało się w Trójmieście. W sobotę, na rozgrzewkę  popływaliśmy jachtem Jurka, a w niedzielę kiedy dołączył do nas Melon z Grzegorzem, wsiedliśmy na …. zresztą zobaczcie sami.

http://youtu.be/N_VaQG-TO2Q

Marzenia się spełniają. Tak po prostu.”

pozdrowienia,

Paweł

 

List w butelce, Pingwin i Polacy

messageinbottle   messageinbottle2St. Maarten

Fot: Zbigniew Raczyński

Dzisiaj mail od Brada Van Liew. Niezła historia  …

List w butelce dociera na wyspę po podróży liczącej dwa tysiące mil. Butelkę wrzuconą do oceanu na równiku przez Brada znajduje siedmioletni chłopiec.

Kiedy Brad przygotowywał się do regat, jego dzieci zadawały pytania. Sześcioletniego Wyatta najbardziej interesowały rekiny i pogoda. Ośmioletnia Tate chciała wiedzieć, po co właściwie się płynie. Ciekawiły ją też oceany i to, co może się zdarzyć na morzu. Martwiła ją nieprzewidywalność żywiołów. Zanim jej ojciec wyruszył z La Rochelle w samotny rejs dookoła świata poprosiła, żeby na równiku wrzucił do wody butelkę z pytaniami, na które szukała odpowiedzi. Tate liczyła, że ktoś kiedyś znajdzie ten list – i była bardzo ciekawa jaką trasę może pokonać taka butelka.

„Byłem blisko brzegów Brazylii, w drodze do Cape Town” – opowiada Brad Van Liew. „Jechałem z pasatem 15 węzłów, ale pamiętałem o prośbie Tate. Nawet uwieczniłem moment wrzucania butelki do wody kamerą, bo wiedziałem, że może być tak, że nikt tego listu nie odczyta i pytania Tate pozostaną bez odpowiedzi” – wspomina żeglarz.

Tu jest film z wrzucaniem butelki:

http://www.oceanracing.org/BradVanLiewcrossestheequator.mov

Dziewięć miesięcy później delikatna szklana butelka, pokryta wodorostami i kilkoma małżami, ląduje na małej plaży w zatoce Guana Bay na karaibskiej wyspie St. Maarten. Znajduje ją siedmioletni Michał Raczyński, mieszkający na stałe pod Warszawą.

„To niezwykłe” – mówi Van Liew. „Spodziewałem się, że butelka wyląduje na plaży w Brazylii. Zamiast tego przepłynęła ponad 2 250 mil. Ale gdyby popłynęła trochę dalej, mogłaby się zabrać z Golfsztromem i dotrzeć do Europy.”

Kiedy rodzina Van Liew dostała list z Polski, byli przekonani, że nadawcą jest Zbigniew Gutek Gutkowski, z którym Van Liew rywalizował w regatach Velux 5 Oceans. Ale okazał się nim być Michał Raczyński, który napisał list z pomocą swojego taty. Napisał, że często chodzili na plażę szukając „skarbu piratów” i znaleźli butelkę pomiędzy muszelkami i skałami na plaży. W kopercie były też zdjęcia butelki i Michała. W mailowej korespondencji Zbigniew Raczyński napisał do Van Liewa – „Często powtarzam, że nigdy nie wiadomo, kogo spotkamy i co będzie jutro”. Obie rodziny pozostają  w kontakcie, ale już za pomocą bardziej nowoczesnych środków niż butelki wrzucane do morza i podróżujące dziewięć miesięcy.

P.S. Ponieważ dotarły do mnie sygnały, że nie wszyscy wiedzą, skąd się wziął Pingwin w tytule – objaśnienie dla nowych czytelników: Brad Van Liew w regatach Velux 5 Oceans (które tu opisywałam w zeszłym i tym roku) płynął na jachcie Le Pingouin, jak widać na załączonym obrazku ze startu w Wellington, NZ :)

fot. MJ

Radek za równikiem, płynie już z pasatem

Dzisiaj w nocy Radek Kowalczyk na pokładzie jachtu 790 CALBUD minął równik.Dobę wcześniej wszedł w strefę pasatu południowego. Do mety jeszcze 900 mil.

Radek Kowalczyk płynie na 25 miejscu w swojej klasie, za sobą ma już międzyzwrotnikową strefę zbieżności wraz z jej kapryśną i zmienną pogodą.

Teraz płynie w dużo bardziej stabilnych warunkach – wiatr z kierunku południowo-wschodniego o umiarkowanej sile kilkunastu węzłów to charakterystyczny dla tych rejonów pasat południowy. Jacht 790 CALBUD płynie teraz dużo szybciej, prędkość dziś rano wynosiła 7,5 węzła. Dodatkowe przyspieszenie zapewnia również korzystny prąd morski w tym rejonie, niosący w kierunku Brazylii. Jeżeli nie zajdą żadne nieprzewidziane okoliczności, Kowalczyk powinien być na mecie za niecały tydzień.

Dzisiejszej nocy Polak minął równik, po raz pierwszy w swoim życiu. Dla każdego żeglarza to wielka chwila. Nie wiadomo, jak Kowalczyk celebrował ten moment, ale z pewnością było to dla niego wyjątkowe przeżycie.

W porcie docelowym regat Mini Transat (La Charente-Maritime Bahia Transat 6,50) znajduje się na razie czternastu zawodników. Pierwszy z nich, David Raison (747 TeamWork Evolution) dopłynął do mety 30 października, po 17 dniach, 6 godzinach i 13 minutach, bijąc dotychczasowy rekord trasy zaledwie o 19 minut (2007 rok, Yves Le Blevec). Rewolucyjna konstrukcja jego jachtu, z półokrągłym dziobem, okazała się wyjątkowo szybka. Niewykluczone, że za kilka lat podobne kształty będziemy oglądać również na innych jachtach, bo klasa Mini 6.50 to poligon doświadczalny konstruktorów, a wiele rozwiązań wchodzi do seryjnej produkcji.

A tutaj filmik ze zwycięzcą w roli głównej:

http://www.youtube.com/watch?v=-_JBkvKxL8g&feature=player_embedded

oprócz dzioba jachtu Davida Raisona rozwaliły mnie różowe crocsy …

tam jest dużo więcej filmów tego użytkownika, można sobie łódeczkę dokładniej obejrzeć. Voila!

Znaczy Kapitan

Z okazji daty wiadomej i takiej a nie innej, kilka zdjęć z cmentarza w Hartlepool przy West View Rd – autorstwa kolegi Darka Drapelli, który był tam w zeszłym roku (w tym chyba zresztą też, tylko wcześniej).

fot. D. Drapella

Darek pisze: „Jak pamiętam, było to przed dniem Wszystkich Świętych (28.10.2010),  ok. miesiąc po Cutty Sark Tall Ship Race i grób ciągle prezentował się najokazalej na całym (niedużym zresztą) cmentarzu. Byłem tam już i wcześniej z kpt. Jasiem Ludwigiem, gdy na Zawiszy Czarnym uczestniczyliśmy w tych samych regatach (CSTSR) w 1986 i zawinęliśmy do Newcastle upon Tyne….”

fot. D.Drapella
brama cmentarza – fot. D.Drapella

Znaczy … dobrego dnia wszystkim

Mini – pierwszy już na mecie

Oj, dzieje się dzieje. W Mini Transat pierwszy dopłynął dziś do mety w Salvador de Bahia w Brazylii. Panie i Panowie, nowe nazwisko do zapamiętania to David Raison. Jacht 747 – TeamWork Evolution wygrywa w kategorii proto. David minął linię mety o godzinie 18.43 czasu lokalnego, 20.43 czasu polskiego.

Jacht to rewolucyjna – no spójrzcie na ten dziób (!) i jak widać rewelacyjna konstrukcja. Zwodowana rok temu po dwóch latach budowy, podobno 20% szybsza w odniesieniu do innych Mini, cała węglowa. „Szerokość, przede wszystkim szerokość” – to jest najważniejsze według nowego króla Mini 6.50.

fot. Loris von Siebenthal