Pogoda na Kanale

W porcie cisza i spokój, ale na morzu całkiem co innego. / Fot. M.Marczewski

Jak się zapewne szanowni czytelnicy już zorientowali ze strony Polish Ocean Racing, pogoda uniemożliwia na razie wyjście z portu. Chociaż teoretycznie świeci słońce (jak widać na dzisiejszym zdjęciu Świstaka z Gosport) – na morzu sytuacja wygląda, ogólnie rzecz biorąc, niewyjściowo. Gutek zdecydował się oszczędzać sprzęt i przeczekać najgorsze. No bo stać pod wiatr powyżej 40 węzłów na środku Kanału bez szans na płynięcie do przodu – bez sensu, a ryzyko uszkodzenia sprzętu rośnie wraz z siłą sztormu.

Na moje prośby o analizę pogody powiedział: „Ściągnij wreszcie uGriba”. A więc ściągnęłam i bardzo polecam. (Działa jednak tylko na komputerach PC.) Poniżej efekty oglądania zmian w pogodzie na wyjściu z kanału La Manche i Zatoce Biskajskiej od dzisiaj (godz. 1500) do czwartku (godz. 1200). Jeżeli ktoś wymyśli, jak zachować animację z uGriba żeby dało się ją udostępniać, obiecuję nagrodę rzeczową. Program (darmowy) można ściągnąć tu: http://www.grib.us.

Sytuacja na wtorek, na godzinę 15 00. Ciśnienie w środku niżu 977 Mb, prędkość wiatru do 43 węzłów. Izobary co 1. / http://www.grib.us

Środa, godz. 0000. Ciśnienie w centrum niżu 972 Mb. / http://www.grib.us

Środa, godz. 1200. Ciśnienie w centrum niżu 975 Mb. / http://www.grib.us

Środa, godz. 2100. Ciśnienie w centrum niżu 979 Mb./ http://www.grib.us

Czwartek, godz. 1200. Ciśnienie w centrum niżu 999 Mb. / http://www.grib.us

 

 

O przyszłości Vendée Globe – wywiadu z Denisem Horeau cz. 2

Poniżej druga i ostatnia część wywiadu z Denisem Horeau. Również nie taka bardzo „uczesana” ale dlatego warto czytać, co piszą inni :)

Autor:  Hervé Hillard (merci!)

http://www.voilesetvoiliers.com/course-regate/vendee-globe-20122-2013-interview-directeur-de-course-denis-horeau-que-veut-on-faire-de-cet-enfant-surdoue/

Kiedy ostatnio rozmawialiśmy przed BWR 2010, rozmawialiśmy o wszystkich regatach jakie prowadziłeś, o przenoszeniu doświadczeń. Czy to jest tak, że twoje doświadczenie rośnie, czy jednak trzeba wymyślać rzeczy od nowa, zmieniać, przerabiać?

Doświadczenie ma ogromne znaczenie. Pozwala wykorzystać zgromadzoną wcześniej wiedzę, kompetencje, zdarzenia z różnych krajów. Bardzo się cieszę, że udaje nam się rozbudowywać bazę, która może służyć wszystkim. Stwierdzenie, że regaty VG to regaty zasadniczo różne od całej reszty to nie tylko puste słowa. Dla mnie to impreza ponadczasowa, (…) która stanęła nawet ponad kryzysem ekonomicznym gromadząc 20 jachtów na starcie, podczas gdy America’s Cup czy Volvo Ocean Race mają cztery czy pięć łódek.

Ale budżety nie są jednak takie same. Dzisiaj to już nie jeden sponsor, ale czasami cały „kartel”

Dokładnie tak. W przypadku Sam Davies to ok. 20 firm, chociaż jacht nosi nazwę Saveol. W roku 1989 nazwisko Philippe Poupon było synonimem nazwy Fleury Michon, a Philippe Jeantot – Credit Agricole. (…) Ale co moim zdaniem jest ważne to fakt, że ci wszyscy sponsorzy są bardzo związani ze swoim zawodnikiem, łącząc swoje wysiłki. I bardzo cenią sobie tę imprezę – przychodzą dlatego, że to VG. To jest niesamowite.

Czy to więc regaty nieśmiertelne?

Rozumiem, że to pytanie o monotypy…

Ta kwestia budzi tyle emocji … Stoimy przed faktem takim, że VG przypomina siedmioletnie dziecko obdarzone wieloma talentami – w kierunku matematyki, geometrii, języków, muzyki, rysunku … Dobrze sobie radzi. I każdy z jego otoczenia rodzinnego i profesjonalnego chciałby wiedzieć, w jakim kierunku pójdzie, chciałby narzucić własną wizję. Tu nie ma miejsca na błąd – pierwszoklasista zamieni się w nastolatka. Kierunki które będą dominujące po zakończeniu tej edycji określą jego przyszłość.

A kto o tym zadecyduje? Sponsorzy? IMOCA? Zawodnicy? Vendée?

To nie takie proste. Regaty (prawo do ich organizacji – przyp.tłum.) najpierw należały do Philippe’a Jeantota, potem, od roku 2004, do SAEM Vendée, czyli zarządu organizacji będącej stowarzyszeniem różnych podmiotów ekonomicznych. A tu zmiany nastąpiły po tym, jak Bruno Retailleau  przejął zarząd od Philippe’a de Villiers.

A ty masz pomysł na to, co należałoby zrobić?

Jestem zwolennikiem monotypów. Z powodów ekonomicznych. Oraz dlatego, że byłem przez 9 lat dyrektorem regat Solitaire du Figaro. Monotypy to dobra rzecz, czynnik ważny dla sukcesu imprezy. Moim zdaniem pozwalają dojrzeć i docenić człowieka ponad maszyną, a w przypadku VG ma to jeszcze większe znaczenie niż w SdF. Są obecnie prototypy IMOCA, które przekroczyły budżet badawczy o 30% i mają bardzo słabe osiągi. Jednak to, co nas interesuje, to nie zwiększenie możliwości jachtu o ćwierć węzła, ale ludzki wysiłek. To Sam Davies sprawia, że śmiejemy się albo płaczemy, a nie jej łódka.

Czyli monotyp to nie zawsze oszczędność …

Nie, ale w przypadku Figaro udało się.

Ale to jednak inna skala – w przypadku Figaro wystarczy jedna stocznia, a tutaj mówimy o jachtach 18 metrowych, które powinny powstawać np. w trzech stoczniach na świecie.

Zgoda. Nikt nie twierdzi, że to proste. Dzisiaj są wprawdzie dwa obozy, ale jedna rzecz jest pewna: przed podjęciem jakijkolwiek decyzji, trzeba zadać sobie pytanie, czego chcemy od tego młodego człowieka.

A czy nie myślisz, że ta edycja ukierunkuje przyszłe wybory? Gdyby na starcie było dziesięć, a nie dwadzieścia jachtów, nie byłoby tak samo …

Boję się jednak, że starość nas dopadnie. Chcąc mieć stawkę liczącą 20 jachtów, przyjmowaliśmy zgłoszenia jednostek liczących sobie 9 czy nawet 12 lat. Co będzie za kolejne cztery lata? Abstrahując od jachtów – czy zawodnicy tacy jak Dick, Wavre czy Le Cam będą z nami za 4 lata? Jak zachęcić młodych? Monotyp wydaje się wyjściem optymalnym.

Także dla umiędzynarodowienia imprezy?

Tak. Anglosasi uwielbiają regaty, przede wszystkim takie, gdzie szanse są równe, jak na olimpiadzie. Monotyp może ich przyciągnąć.

A co z innymi imprezami w tej klasie?

Dobrze, że o tym wspominasz. W 1990 roku po zakończeniu pierwszej edycji VG zaproponowałem stworzenie cyklu regat dla jednostek 60-stopowych – w USA, Nowej Zelandii, Europie Północnej. To oznacza konieczność inwestycji, ale jest to na pewno strategia rozwoju.

Ale do tego potrzeba ludzi. Krótko mówiąc – kto zdecyduje o przyszłości sześćdziesiątek?

SAEM Vendée.

Nie IMOCA?

Nie.

(…)

Więc przyszłość VG to niekoniecznie IMOCA?

Można wyobrazić sobie te regaty na innych jachtach. Ale IMOCA to super sprawa i będę ich bronił i zrobię wszystko, tak jak przy Figaro, żeby to wszystko dobrze działało, tak jak działa tam.

Jesteś już w komitecie organizacyjnym regat BWR 2014 …

Tak. Bardzo się cieszę. W tym momencie Hiszpania to naprawdę ważny gracz IMOCA. A BWR idealnie uzupełnia VG (…)

Ale dyrektor regat nie przeżywa tylko szczęśliwych chwil. Czasami trzeba stanąć twarzą w twarz z ostatecznością …

(długa cisza)

Tak. Zaginięcia są straszne. Straszna jest sytuacja, kiedy żeglarz nie wraca.

Czujesz się za to odpowiedzialny?

Nie. Buntuję się. Prowokuje to moją gwałtowną niezgodę. Mike Plant był wspaniałym człowiekiem, tak samo Gerry Roufs …

A najlepszy moment dla dyrektora regat?

Kiedy ostatni zawodnik cumuje do kei. To za każdym razem jest wspaniała chwila.

Masz jeszcze czas na żeglowanie?

Nie. Do tego stopnia, że zdecydowałem się sprzedać jacht. Jest wspaniały, warto, żeby pływał, do tego są stworzone jachty …

Vendée Globe – sport i przygoda …

Poniżej, za wiedzą i zgodą autora Hervé Hillarda z redakcji Voiles et Voiliers.com, skrótowe tłumaczenie wywiadu z Denisem Horeau, dyrektorem regat Vendée Globe już po raz trzeci w ich historii. Jest to pierwsza część, druga jutro, jak czas pozwoli. Tekst w moim tłumaczeniu, uwagi mile widziane.

http://www.voilesetvoiliers.com/course-regate/vendee-globe-2012-2013-interview-directeur-de-course-denis-horeau-le-vendee-globe-est-un-parfait-marqueur-de-son-temps/

Był dyrektorem regat Solitaire du Figaro, New York-San Francisco i The Race, Barcelona World Race, pierwszego Vendée Globe w 1989 I później w 2004 i 2008. Ma 61 lat i powraca na scenę.

20 zawodników na starcie to 30% mniej niż w 2008 ale można przyznać, że to sukces, prawda?

Podwójny. Bo w dobie kryzysu 20 zawodników zdołało skompletować budżet. Pół roku temu myśleliśmy, że na starcie będzie ich 16-17. A tegoroczna edycja wydaje mi się zrównoważona. Liczba 20 to nie przypadek – to średnia ze wszystkich poprzednich, od początku. W ostatniej, 2008-9 było więcej, ale może to anomalia statystyczna. 20 to dobra liczba ze względu na publiczność, sponsorów, media, organizatorów. Regaty VG zaczynają wchodzić w wiek rozsądku – mają już siedem lat.

(D.H. każdą edycję uznaje za jeden rok doświadczenia I stąd ta przenośnia – MJ.)

A jak oceniasz poziom sportowy?

Dużo bardziej jednorodny niż w minionej edycji. Oceniam, że w obecnej edycji mamy 15 zawodników z najwyższej półki oraz 5 którzy pewnie po laury nie sięgną – ale na pewno popłyną dobrze. Startują pierwszy raz albo w ten sposób chcą zrealizować chłopięce marzenia. Nie mają imponujących budżetów i są może trochę spóźnieni z przygotowaniami, ale świetnie uzupełniają stawkę.

Ale to poszukiwacze przygód – są jednak warunki, które musieli spełnić. A VG to najbardziej szalone regaty na świecie. Czy na pewno jest tu miejsce dla tych zawodników?

To oczywiste, że jest. Ten wyścig to zmagania poszukiwaczy przygód. Ludzie, którzy go stworzyli, razem z Philippem Jeantotem byli żeglarzami I poszukiwaczami przygód. Tego ducha przekazali, tę konieczność przygody. W roku 2000 Yves Parlier wystartował jako faworyt – mistrz świata, mistrz nawigacji, meteorologii, inżynierii – wszystkiego. A został współczesnym Robinsonem – naprawiał maszt na pustkowiach brzegów Oceanu Południowego, jadł plankton, żeby wrócić do domu. To była wielka przygoda …

Więc jeden filar VG to sport, a drugi to przygoda?

Dokładnie. Wyścig na najwyższym poziomie rywalizacji dla tych, którzy chcą wygrać. Przygoda, osobista, wielkiej próby i wielkiej intensywności. Dla mnie ludzie tacy jak Benedetto, Burton czy Gutek to esencja tych regat, ich bogactwo.

Kiedyś we V&V przed startem VG daliśmy tytuł „Ilu z nich powróci?”. Dziś zadajemy pytanie, ilu ukończy. To nie do końca to samo.

Są rzeczy, które się nie zmieniły – rzeczy fundamentalne. To wyścig w którym selekcja jest najostrzejsza, samotny, bez przystanków, bez pomocy. To stanowi o trudności i magii tych regat. Zmieniają się ludzie i technologia. O technologii nie muszę chyba się rozwijać. W roku 1989 telefon satelitarny to była kobyła. Dzisiaj Iridium ma wielkość zwykłego telefonu. A ludzie … nie są tacy sami, bo VG to jest wyścig swojej epoki, za każdym razem. Gdybym chciał zrobić film o zmianach na świecie po roku 1989, wziąłbym każdą edycję VG i moje z niej notatki. Widać nawet, jak zmieniało się postrzeganie, szeroko pojęta moralność. W roku 1989 moralność pozwalała patrzeć, jak

JLVDH schodzi poniżej 63°S, granicy lodu! Dzisiaj to niemożliwe, żeby organizator zgodził się na tego typu szaleństwo, zostałby zlinczowany. A więc mamy przykład ewolucji moralności na przestrzeni 23 lat.

(…)

A zawodnicy – prawie wszyscy z pierwszej i drugiej edycji mieli za sobą udział w BOC Challenge, niektórzy nawet trzykrotny. Byli bardzo twardzi, a łódki trudne w prowadzeniu. Dzisiaj nie chodzi o bycie twardzielem, ale sportowcem z najwyższej półki – François Gabart, Armel Le Cléach czy Jean-Pierre Dick – ci chłopcy całkowicie podporządkowali swoje życie regatom, sportowi, a nie przygodzie. Niektórzy uważają, że trasa dookoła świata to czyste przedłużenie tej dookoła trzech bojek !

Jak już mówimy o ewolucji i komunikacji – nie można zapominać o social mediach?

Social media będą cudem lub największym problemem tej edycji VG.

(…)

Technologia jest narzędziem, ale nie chcemy jej używać w taki sposób, jak zostało to zrobione w regatach VOR. Tu jest na pokładzie jeden człowiek, który nie może poświęcać całego swojego czasu na konstruowanie przekazu medialnego. Nie chcemy reality show, nie chcemy odarcia z tajemnicy tych ludzi ani rejonów świata w które się udadzą.

(…)

A jak widzisz swoją rolę jako dyrektora wyścigu?

Po pierwsze – zagwarantować bezpieczeństwo zawodników. Pod względem sytuacji lodowej i meteorologii. Tym zajmuje się siedem osób. Po drugie, aspekt sportowy, czyli komisja regatowa. Po trzecie – sprawić, żeby jak najwięcej ludzi zrozumiało, czym jest ten wyścig. Przekazać informacje, wyjaśnić. Poskładać to, co dostajemy z jachtów w spójny przekaz. Dla prasy, radia, tv, sponsorów, mediów internetowych.

(…)

A czym dysponujecie w przypadku poważnego problemu?

Mamy, jak to mówią Anglicy, kapitał ludzki. Po pierwsze, zawodnika. Oraz jego zespół brzegowy. Mamy MRCC (centra koordynacji ratownictwa morskiego). Mamy też stronę internetową «Rescue» gdzie zebrane są wszystkie informacje o każdym jachcie. Jest tam waga zawodnika, jakimi językami się posługuje, gdzie są wyjścia ewakuacyjne, jak wygląda w kombinezonie ratunkowym z przodu, z tyłu, z boku. Dzięki niej każdy, kto ma do niej dostęp, posiada wszelkie informacje niezbędne do podjęcia działań na swoim poziomie kompetencji.

Strona ruszyła w poprzedniej edycji VG, potem działała też w trakcie BWR?

Dokładnie tak. To wspaniałe narzędzie. Dokładne, oparte na wyrafinowanych bazach danych.

(…)

W przypadku jakiegokolwiek zdarzenia wymagającego interwencji mamy opracowane pełne procedury z uzasadnieniem, dlaczego tak a nie inaczej. Mamy przykłady tego jak różnego rodzaju postepowanie sprawdzało się w praktyce oraz jak było odbierane w mediach. W roku 2008 Yann Elies miał wypadek. Razem z MRCC wysłaliśmy do niego Sam Davies, bo mówi po angielsku więc była idealnym kontaktem dla ratowników oraz Marca Guillemota, bo był blisko.

Jest więc procedura kryzysowa?

Prosimy wszystkie zespoły żeby przedstawiły nam swoje procedury, aby można było zharmonizować działania. Ponieważ zespół nie ma kontaktu z ratownikami, wszystko przechodzi przez nas.

Również komunikacja z mediami?

Tak. Chodzi po pierwsze o jak najszybsze włączenie wszystkich do naszego trybu zarządzania kryzysowego. Po drugie o prowadzenie regularnej komunikacji, co godzinę lub dwie, oraz o przekazywanie wyłącznie wiarygodnych, sprawdzonych informacji.

Czy dyrektor śpi dobrze?

Ma dobry zespół, wiec śpi. Ale też nie śpi, bo bywa zmęczony, nie tyle samym stresem, co realną więzią z zawodnikami, którą muszę pokonać, żeby skutecznie zarządzać. To niełatwe, ale konieczne. W przypadku problemu, potrzebne są fakty, dane, timing. Uruchamiamy mechanizm. Potem, kiedy wszystko się kończy, pozwalamy sobie na emocje. Publiczność może zachowywać się emocjonalnie cały czas. My nie.

Konferencja prasowa i chrzest jachtu Energa

Foto: Mariusz Oźmiński. Zdjęcia robione tradycyjnym aparatem i wywoływane tak jak za dawnych czasów :) – tak myślałam.

Ale Mariusz przysłał korektę:  Halo! – cyfrowe negatywy DNG – robione bardzo nowoczesnym aparatem i wymagające cyfrowego wywoływania smile – a inna sprawa, że że używam obiektywów manualnych starszych od „Babci” …

Tak czy inaczej, bardzo dziękuję za udostępnienie.

Mirosław Bieliński, prezes ENERGA SA, opowiada, czym Gutek przekonał go do swojego projektu. „Pasja, zaangażowanie, profesjonalizm”.

Gutek opowiada o nowym jachcie – ENERGA to ex-Hugo Boss ze stajni Alex Thomson Racing, projekt Finot/Conq 2007

Sekretarz PZŻ, Zbyszek Stosio, wręcza banderę – poprzednia była jak najbardziej szczęśliwa, więc trzymamy kciuki.

ENERGA 2 przy sopockim molo.

Takiego jachtu, w takich kolorach, nie da się nie zauważyć …

Ekipa „służbowo” przed statkiem …

Z prezesem ENERGA SA …

… oraz z matką chrzestną, Lidią Lewandowską.

Uff …

Chwila dla reporterów…

… razem z Mateuszem Kusznierewiczem.

A na deser był tort – ze stosowną dedykacją rzecz jasna.

„Chciałeś, to masz … „

W Sopocie na molo …

Na razie nic więcej nie dam rady wygenerować ze względu na nawał pracy; poniżej krótko o sobotnich uroczystościach, kto był ten wie :) Aha, kolega Mariusz robił dużo zdjęć, więc jakby linka podesłał gdzie je ma, to będzie więcej do pooglądania :)

Oficjalna nazwa tego jachtu to ENERGA 2. / Fot. MJ

 W piątek 05 października o godzinie 11.00 w marinie Sopot odbyła się konferencja prasowa poświęcona udziałowi Zbigniewa Gutka Gutkowskiego w okołoziemskich samotnych regatach dookoła świata – Vendée Globe.

 Po konferencji odbył się chrzest jachtu ENERGA 2, miał on jednak wymiar jedynie symboliczny – brała w nim udział łódka klasy Open 60 pod siostrzaną nazwą, ale nie ta sama, na której Gutek popłynie w regatach Vendée Globe.

Gutek i matka chrzestna jachtu ENERGA 2, pani Lidia Lewandowska. / Fot. MJ

Drugi jacht, o którym już dziś możemy mówić oficjalnie, to ex-Hugo Boss, zbudowana w roku 2007 jednostka projektu francuskiego biura Finot/Conq, będąca wcześniej własnością zespołu Alex Thomson Racing. To na niej Zbigniew Gutek Gutkowski wystartuje jako pierwszy Polak w regatach Vendée Globe, w barwach Grupy ENERGA, największego w Polsce sprzedawcy energii ze źródeł odnawialnych.

Najładniejszy jacht przy sopockim molo w trakcie minionego weekendu :) / Fot. MJ

O zaangażowaniu sponsora w projekt związany z regatami Vendée Globe prezes ENERGA SA, Mirosław Bieliński, mówił tak:

„Pan kapitan pokazuje pasję, duże zaangażowanie i jest profesjonalistą. To sprawiło, że w zarządzie ENERGA SA nie mieliśmy żadnych wątpliwości w momencie, gdy zaprezentował nam projekt Vendée Globe. Uznaliśmy, że powinniśmy być sponsorem tego przedsięwzięcia i to najlepiej takim, który będzie dobrze widoczny, dlatego nasze logo jest i na żaglu i na kadłubie, za co jesteśmy wdzięczni.” Jednak współpraca Gutka z Grupą ENERGA w założeniach ma mieć charakter długofalowy. „Bardzo zależy nam również na tym, aby pan kapitan po zakończeniu rejsu zaangażował się w przedsięwzięcia ENERGI – mamy duży program wspierający tysiące młodych sportowców w rozwijaniu swoich talentów i pasji. Teraz, wspólnie ze Zbyszkiem Gutkowskim, jako ambasadorem projektu ENERGA Sailing, będziemy chcieli zachęcić młodych ludzi do uprawiania także tak pięknego sportu, jakim jest żeglarstwo.”

Gutek: „Tak się złożyło, że jestem pierwszym Polakiem, który wystartuje w regatach Vendee Globe – chociaż w ten sposób tego nie planowałem”. / Fot. MJ

Sam Gutek natomiast mówił tak: „Chciałem bardzo podziękować za wsparcie w tym projekcie. Co tu dużo ukrywać, bez grupy ENERGA ten projekt nie miałby szans powodzenia. (…)

Nowa łódka daje mi szansę nawiązania walki o zwycięstwo. Oczywiście nie mogę niczego obiecać, bo to są regaty oceaniczne, non stop dookoła świata, więc wszystko może się przydarzyć, ale ja ze swojej strony zrobię na pewno tak, żeby było dobrze. Mam nadzieję, że będziecie ze mnie dumni.

(…)

Jacht ENERGA, który w tej chwili znajduje się w Gosport w Anglii i jest jedynie kosmetycznie przygotowywany do startu, w trakcie rejsu kwalifikacyjnego pokonał 406 mil w ciągu doby, a nie wykorzystałem na pewno jego potencjału.

(…)

Nie planowałem tego, ale tak się złożyło, że jestem pierwszym Polakiem, który startuje w tej imprezie, a samo zakwalifikowanie się jest bardzo trudne, bo organizatorzy stawiają szereg restrykcyjnych wymogów.

(…)

W poprzedniej edycji zwycięzca przypłynął w czasie 84 dni, co pokazuje jakie są możliwości współczesnego żeglarstwa regatowego na tego typu jednostkach. Niedawno jeszcze walczono o to, żeby załogowo zejść poniżej 80 dni. W tej chwili to już przeszłość. Dyrektor regat, Denis Horeau zapowiada, że dzięki nowoczesnej technologii (śledzenia gór lodowych – przyp.red.) można skrócić trasę i zejść dalej na południe, co pozwala teoretycznie na ukończenie poniżej 80 dni. To jednak teoria. Moim zdaniem 90 dni daje w tych regatach miejsce na podium, a 100 dni w pierwszej piątce.”

Najbliższe plany zespołu ENERGA Sailing to przeprowadzenie jachtu z angielskiego Gosport do Les Sables d’Olonne, gdzie zarówno jacht, jak i skiper powinni być od 19 października do dyspozycji organizatorów regat.