Vendée Globe – sport i przygoda …

Poniżej, za wiedzą i zgodą autora Hervé Hillarda z redakcji Voiles et Voiliers.com, skrótowe tłumaczenie wywiadu z Denisem Horeau, dyrektorem regat Vendée Globe już po raz trzeci w ich historii. Jest to pierwsza część, druga jutro, jak czas pozwoli. Tekst w moim tłumaczeniu, uwagi mile widziane.

http://www.voilesetvoiliers.com/course-regate/vendee-globe-2012-2013-interview-directeur-de-course-denis-horeau-le-vendee-globe-est-un-parfait-marqueur-de-son-temps/

Był dyrektorem regat Solitaire du Figaro, New York-San Francisco i The Race, Barcelona World Race, pierwszego Vendée Globe w 1989 I później w 2004 i 2008. Ma 61 lat i powraca na scenę.

20 zawodników na starcie to 30% mniej niż w 2008 ale można przyznać, że to sukces, prawda?

Podwójny. Bo w dobie kryzysu 20 zawodników zdołało skompletować budżet. Pół roku temu myśleliśmy, że na starcie będzie ich 16-17. A tegoroczna edycja wydaje mi się zrównoważona. Liczba 20 to nie przypadek – to średnia ze wszystkich poprzednich, od początku. W ostatniej, 2008-9 było więcej, ale może to anomalia statystyczna. 20 to dobra liczba ze względu na publiczność, sponsorów, media, organizatorów. Regaty VG zaczynają wchodzić w wiek rozsądku – mają już siedem lat.

(D.H. każdą edycję uznaje za jeden rok doświadczenia I stąd ta przenośnia – MJ.)

A jak oceniasz poziom sportowy?

Dużo bardziej jednorodny niż w minionej edycji. Oceniam, że w obecnej edycji mamy 15 zawodników z najwyższej półki oraz 5 którzy pewnie po laury nie sięgną – ale na pewno popłyną dobrze. Startują pierwszy raz albo w ten sposób chcą zrealizować chłopięce marzenia. Nie mają imponujących budżetów i są może trochę spóźnieni z przygotowaniami, ale świetnie uzupełniają stawkę.

Ale to poszukiwacze przygód – są jednak warunki, które musieli spełnić. A VG to najbardziej szalone regaty na świecie. Czy na pewno jest tu miejsce dla tych zawodników?

To oczywiste, że jest. Ten wyścig to zmagania poszukiwaczy przygód. Ludzie, którzy go stworzyli, razem z Philippem Jeantotem byli żeglarzami I poszukiwaczami przygód. Tego ducha przekazali, tę konieczność przygody. W roku 2000 Yves Parlier wystartował jako faworyt – mistrz świata, mistrz nawigacji, meteorologii, inżynierii – wszystkiego. A został współczesnym Robinsonem – naprawiał maszt na pustkowiach brzegów Oceanu Południowego, jadł plankton, żeby wrócić do domu. To była wielka przygoda …

Więc jeden filar VG to sport, a drugi to przygoda?

Dokładnie. Wyścig na najwyższym poziomie rywalizacji dla tych, którzy chcą wygrać. Przygoda, osobista, wielkiej próby i wielkiej intensywności. Dla mnie ludzie tacy jak Benedetto, Burton czy Gutek to esencja tych regat, ich bogactwo.

Kiedyś we V&V przed startem VG daliśmy tytuł „Ilu z nich powróci?”. Dziś zadajemy pytanie, ilu ukończy. To nie do końca to samo.

Są rzeczy, które się nie zmieniły – rzeczy fundamentalne. To wyścig w którym selekcja jest najostrzejsza, samotny, bez przystanków, bez pomocy. To stanowi o trudności i magii tych regat. Zmieniają się ludzie i technologia. O technologii nie muszę chyba się rozwijać. W roku 1989 telefon satelitarny to była kobyła. Dzisiaj Iridium ma wielkość zwykłego telefonu. A ludzie … nie są tacy sami, bo VG to jest wyścig swojej epoki, za każdym razem. Gdybym chciał zrobić film o zmianach na świecie po roku 1989, wziąłbym każdą edycję VG i moje z niej notatki. Widać nawet, jak zmieniało się postrzeganie, szeroko pojęta moralność. W roku 1989 moralność pozwalała patrzeć, jak

JLVDH schodzi poniżej 63°S, granicy lodu! Dzisiaj to niemożliwe, żeby organizator zgodził się na tego typu szaleństwo, zostałby zlinczowany. A więc mamy przykład ewolucji moralności na przestrzeni 23 lat.

(…)

A zawodnicy – prawie wszyscy z pierwszej i drugiej edycji mieli za sobą udział w BOC Challenge, niektórzy nawet trzykrotny. Byli bardzo twardzi, a łódki trudne w prowadzeniu. Dzisiaj nie chodzi o bycie twardzielem, ale sportowcem z najwyższej półki – François Gabart, Armel Le Cléach czy Jean-Pierre Dick – ci chłopcy całkowicie podporządkowali swoje życie regatom, sportowi, a nie przygodzie. Niektórzy uważają, że trasa dookoła świata to czyste przedłużenie tej dookoła trzech bojek !

Jak już mówimy o ewolucji i komunikacji – nie można zapominać o social mediach?

Social media będą cudem lub największym problemem tej edycji VG.

(…)

Technologia jest narzędziem, ale nie chcemy jej używać w taki sposób, jak zostało to zrobione w regatach VOR. Tu jest na pokładzie jeden człowiek, który nie może poświęcać całego swojego czasu na konstruowanie przekazu medialnego. Nie chcemy reality show, nie chcemy odarcia z tajemnicy tych ludzi ani rejonów świata w które się udadzą.

(…)

A jak widzisz swoją rolę jako dyrektora wyścigu?

Po pierwsze – zagwarantować bezpieczeństwo zawodników. Pod względem sytuacji lodowej i meteorologii. Tym zajmuje się siedem osób. Po drugie, aspekt sportowy, czyli komisja regatowa. Po trzecie – sprawić, żeby jak najwięcej ludzi zrozumiało, czym jest ten wyścig. Przekazać informacje, wyjaśnić. Poskładać to, co dostajemy z jachtów w spójny przekaz. Dla prasy, radia, tv, sponsorów, mediów internetowych.

(…)

A czym dysponujecie w przypadku poważnego problemu?

Mamy, jak to mówią Anglicy, kapitał ludzki. Po pierwsze, zawodnika. Oraz jego zespół brzegowy. Mamy MRCC (centra koordynacji ratownictwa morskiego). Mamy też stronę internetową «Rescue» gdzie zebrane są wszystkie informacje o każdym jachcie. Jest tam waga zawodnika, jakimi językami się posługuje, gdzie są wyjścia ewakuacyjne, jak wygląda w kombinezonie ratunkowym z przodu, z tyłu, z boku. Dzięki niej każdy, kto ma do niej dostęp, posiada wszelkie informacje niezbędne do podjęcia działań na swoim poziomie kompetencji.

Strona ruszyła w poprzedniej edycji VG, potem działała też w trakcie BWR?

Dokładnie tak. To wspaniałe narzędzie. Dokładne, oparte na wyrafinowanych bazach danych.

(…)

W przypadku jakiegokolwiek zdarzenia wymagającego interwencji mamy opracowane pełne procedury z uzasadnieniem, dlaczego tak a nie inaczej. Mamy przykłady tego jak różnego rodzaju postepowanie sprawdzało się w praktyce oraz jak było odbierane w mediach. W roku 2008 Yann Elies miał wypadek. Razem z MRCC wysłaliśmy do niego Sam Davies, bo mówi po angielsku więc była idealnym kontaktem dla ratowników oraz Marca Guillemota, bo był blisko.

Jest więc procedura kryzysowa?

Prosimy wszystkie zespoły żeby przedstawiły nam swoje procedury, aby można było zharmonizować działania. Ponieważ zespół nie ma kontaktu z ratownikami, wszystko przechodzi przez nas.

Również komunikacja z mediami?

Tak. Chodzi po pierwsze o jak najszybsze włączenie wszystkich do naszego trybu zarządzania kryzysowego. Po drugie o prowadzenie regularnej komunikacji, co godzinę lub dwie, oraz o przekazywanie wyłącznie wiarygodnych, sprawdzonych informacji.

Czy dyrektor śpi dobrze?

Ma dobry zespół, wiec śpi. Ale też nie śpi, bo bywa zmęczony, nie tyle samym stresem, co realną więzią z zawodnikami, którą muszę pokonać, żeby skutecznie zarządzać. To niełatwe, ale konieczne. W przypadku problemu, potrzebne są fakty, dane, timing. Uruchamiamy mechanizm. Potem, kiedy wszystko się kończy, pozwalamy sobie na emocje. Publiczność może zachowywać się emocjonalnie cały czas. My nie.

11 thoughts on “Vendée Globe – sport i przygoda …

  1. Co do artykułu. Bardzo ciekawy, przedstawia nieznany nam punkt widzenia tych regat. Chyba najbardziej mnie urzekł fragment o socjal mediach „Nie chcemy reality show, nie chcemy odarcia z tajemnicy”
    Co do „5tki” uczestników „spóźnionych” i „realizujących chłopięce marzenia”. Wg mnie nie ma mu się co dziwić. Gutek zakwalifikował się w ostatniej chwili. Zeszłoroczne reagty V5O były pierwszymi w jego karierze samotnika. I choc wszyscy tu piszący oddalibyśmy ostatnią koszulę aby pomóc Gutkowi, to nasz skipper nie ma aż tylu osiągnięc co większość uczestników. Stad taka ocena od pana DH.
    Mam nadzieję, że Gucio im pokaże jak się ścigają Polacy na Oceanach!

  2. Mam mieszane uczucia czytając ten wywiad. Nie wiem tylko czy to wina tłumaczenia (nie podważam broń Boże kompetencji Milki) czy wina samej wypowiedzi Pana Denisa Horeau. Z całym szacunkiem dla Niego ale odnoszę wrażenie że 5 zawodników uważa za amatorów którym udało sie zebrać budzet i spełnić niezbędne wymogi aby wystartować w VG. Jeżeli dobrze rozumiem to do pięciu zawodników „którzy pewnie po laury nie sięgną” zaliczył tez Gutka. Nie jest to żadna obraza ale o ile 4 z nich nie znam to Gutka miałem okazję poznać osobiście i wiem że jest ekspertem w tym temacie, widać w nim pasję do żeglrastwa regatowego, profesjonalizm w każdym detalu a jego opowieści o pływaniu można słychać godzinami. To sie nazywa mieć pasje.
    Wydaje mi się że powinien być zaliczany do grona faworytów ale czasami lepiej być outsideder’em i startować bez presji. Swoje umiejętnosci przy sprzyjającym szczęściu najlepiej pokazać na wodzie. O ile jestem pewien o umiejętności Gutka to szczęścia życzę mu ile tylko sie da. Wtedy pokaże że należy do „sportowców z najwyższej półki” takich jak „François Gabart, Armel Le Cléach czy Jean-Pierre Dick” którzy mają ultra lekkie łódki i ogromne budżety.

    • Dlatego – między innymi – zdecydowałam się ten tekst przetłumaczyć. Też sądzę, że do tych pięciu dyrektor zalicza Gutka. W poprzednich regatach uważali nas wszystkich razem za ekipę z księżyca, a po regatach dyrektor mi powiedział, że jak przestał się tego polskiego szaleństwa bać, zrozumiał, że ono działa i nie jest groźne, to odetchnął. A potem nas pokochał. No ale tamten był Australijczykiem. Niemniej jest szansa, że Francuza też przekonamy :)

      • a ja wcale nie jestem pewien, czy chodziło mu o Gutka. Gutek jest sportowcem i dla niego nie chodzi o chłopięce marzenia opłynięcia świata, czy żeglarską przygodę, tylko o ściganie.
        Czy zastanawialiście się kto miałby tworzyć tę piątkę?, bo skoro jest taka wyraźna różnica to nie powinno być problemów z wytypowaniem.
        Gdyby jednak się okazało, że zaliczył Gutka do tej piątki, to przewiduje że przejdzie podobną metamorfozę, co Brad, kiedy przed startem nie chciał z Gutkiem gadać, a kiedy Gutek go wyprzedził, to wysłał mu sms’a z przeprosinami i dalej było między nimi „miodzio”

    • Obie części wywiadu z Denisem Horeau”patronem” VG bardzo mnie zaciekawiły. Przez 20 lat, ten człowiek „czuwał ” nad elitą żeglarską świata w trakcie tych ekstremalnych regat. Denis zna dobrze wielokrotnych uczestników VG, każdy nowy uczestnik to dla niego powód do radości i także wielka niewiadoma. Trudno typować na faworytów osoby debiutujące w tak trudnym wyścigu, chociaż w żeglarstwie jak w każdym sporcie różnie bywa. Analizując nazwiska zwyciężców poprzednich edycji VG, na czele sami Francuzi, tym bardziej doceniam wynik Helen MacArthur (GB) z roku 2000/2001 i jej drugie miejsce zaraz za Michelem Desjoyeaux !
      Każdy debiutant VG może być jego „czarnym koniem”, każdy weteran chciałby poprawić miejsce z poprzedniego Vendee !
      Amatorzy ? Nie w tych regatach !!!
      Będzie ciekawie !!!! :):):)

Możliwość komentowania jest wyłączona.