Dwie doby do Australii

20121210103938-e34ffedf-la

Mapa Armela Le Cleac’ha. Bardzo ładna, prawda? / Fot. A. Le Cleac’h / Banque Populaire / Vendee Globe

Skrót informacji wygląda tak:

-Bernard Stamm złamał ząb;

-Aleks uszkodził ster i hydro;

-Sanso ułamał płetwę;

-młody dalej jedzie jak szalony;

A rozwinięcie tak:

Zaledwie 700 Mm pozostaje liderom wyścigu do bramki lodowej Australia West Gate, 1000 mil – czyli około 2 dni – dzieli ich od przylądka Leeuwin, południowo-zachodniego krańca Australii, będącego drugim z kolei kamieniem milowym regat dookoła świata Vendée Globe.

Dwa prowadzące jachty, Macif (Francois Gabart) i Banque Populaire (Armel le Cleac’h) płyną w odległości zaledwie 10 mil od siebie, a ich skiperzy toczą kolejne pojedynki, narzucając sobie nawzajem mordercze tempo. 80 mil za nimi znajduje się Virbac-Paprec, ale J.P. Dick nie ma na razie szansy dołączyć do czołówki – znajduje się w innym układzie pogodowym niż dwaj rywale. Jeszcze dalej, 190 Mm za Gabartem, znajduje się Bernard Stamm. (Wczoraj miał kłopoty stomatologiczne – złamał ząb. Żeglarz po konsultacjach z lekarzem regat oraz swoim dentystą użył zestawu  z apteczki i założył opatrunek.)

Fot. A.Thomson / Hugo Boss/ Vendee Globe

Fot. A. Thomson / Hugo Boss/ Vendee Globe

50 mil za Stammem jest piąty dziś w zestawieniu Alex Thomson, który poprzedniej doby poświęcił 15 godzin na naprawę steru. (W niedzielę Anglik uderzył w coś – w wyniku zderzenia uszkodził ster i jeden z hydrogeneratorów. Awarię steru udało mu się pokonać, co wymagało wykonania podobnych prac jak w trakcie wcześniejszej naprawy na Atlantyku, niestety uszkodzenie generatora jest na tyle poważne, że Thomsonowi pozostaje jedynie drugi hydrogenerator. Ogranicza to znacznie ilość energii elektrycznej jaką Alex dysponuje, tak więc jej zużycie musi być obecnie na minimalnym poziomie. Prąd na jachcie potrzebny jest jak wiadomo do wszystkiego – od autopilota przez telefon do komputera i internetu, a szczególnie odczuwalne są ograniczenia w komunikacji z rodziną i zespołem brzegowym.)

Obecnie Thomson musi szukać własnej drogi i nowych możliwości pogodowych. Liczy, że resztki niżu który był znany jako Claudia pomogą mu nadrobić trochę dystansu do ścisłej czołówki.

mmm

Fot. A. Thomson / Hugo Boss / Vendee Globe

Po pierwszej piątce mamy wciąż pościgową trójkę – Mike Golding (Gamesa) i Jean Le Cam (SynerCiel) są bardzo blisko siebie – w granicach 5 mil, Dominique Wavre (Mirabaud) zdecydowanie z tyłu (ok. 200 Mm dalej).

500 mil za Szwajcarem płynie Hiszpan, który dziś przekonał się, że jedna z jego płetw sterowych została uszkodzona. Trzy dni temu Javier Sanso mówił, że przepłynął prawdopodobnie nad jakimś sporym obiektem, ale nie dostrzegł żadnych uszkodzeń ani zmian w zachowaniu jachtu. Dopiero dziś, kiedy zmienił kurs po zwrocie i mógł podnieść zanurzoną wcześniej całkowicie płetwę, zauważył uszkodzenie. Na szczęście płetwa ta została specjalnie zaprojektowana – końcówka stanowi niejako jej oddzielny element, którego uszkodzenie nie wpływa ani na osiągi jachtu ani nie grozi delaminacją całej płetwy. “Jeżeli tylko jest dobrze wykonana, ta płetwa wciąż jest w pełni sprawna i można w dalszym ciągu żeglować na sto procent” – potwierdził dziś Merf Owen, projektant jachtu Acciona. Zdjęcie uszkodzenia można obejrzeć tu: http://www.accionasailing.com/?p=8999, nie ma go niestety w bazie prasowej VG a nie miałam czasu na uzyskanie zgody administratora.

Za Hiszpanem płynie kolejna trójka (Akena Verandas – Arnaud Boissieres, VNOM – Bertrand de Broc oraz Initiatives Coeur – Tanguy de Lamotte), tracąc do lidera od 2074 do 2747 mil. Stawkę zamyka Alessandro di Benedetto (3425 Mm straty), który dziś w nocy minie przylądek Dobrej Nadziei. Włochowi udało się usunąć awarię autopilota, która była w ostatnich dniach powodem zwiększania się dystansu między jego Team Plastique a resztą.

532 mile na dobę !!!

20121015155418-06b58800-sm

Rekordowy Gabart… / Fot. J.M. Liot / DPPI / Vendée Globe

515.6 mili morskiej na dobę – to był nowy rekord prędkości w żegludze samotnej na jachcie o długości 60 stóp jeszcze dziś rano, gdy podliczono przebieg dobowy jachtu MACIF (Francis Gabart). „Złoty chłopiec” po raz kolejny udowodnił, że wie co robi. Ustawił poprzeczkę bardzo wysoko – średnia prędkość rekordowej doby wynosiła 21.5 węzła. Miał zresztą (i ma nadal) najlepszego nauczyciela – jego mentorem jest Michel Desjoyeaux. To poprzedni zwycięzca regat Vendée Globe oraz partner Gabarta z dwuosobowych regat Barcelona World Race (musieli się wycofać), a także szef projektu udziału Gabarta w regatach Vendée Globe.

Kolejny raport pozycji o godzinie 12.00 pokazał jednak, że to nie wszystko na co stać młodego Francuza – padł kolejny rekord na poziomie 532,7 Mm ! Odległość między Macifem a prowadzącym Banque Populaire topnieje z każdą godziną. Francis widzi rywala na AIS-ie, choć nawet jeżeli go wyprzedzi, prawdopodobnie nie zobaczy jego jachtu. „Jest na to za duża fala” – mówił Gabart dziś w południe w trakcie wywiadu na żywo. „Pokład jest cały czas pod wodą, ale przy tej prędkości trudno trzymać się z tyłu” – dodał. (Aha, Virbac-Paprec miał 509,7 Mm – też nieźle!)

W trakcie najbliższych 48 godzin pogoda się nie zmieni, a więc liderzy regat będą mieli prawdopodobnie szansę oglądać równie imponujące wyniki w najbliższym czasie. Rekord Gabarta oczywiście będzie musiał być jeszcze ratyfikowany.

mmm

… Bardzo zadowolony z siebie. / Fot. J.M. Liot / DPPI / Vendée Globe

„Piekielne regaty” – już w poniedziałek

Udało się – nareszcie na Discovery World emisja serialu o regatach Velux 5 Oceans 2010-11. Czytałam listę dialogową pierwszego odcinka, tłumaczenie dużo lepsze niż poprzednio, niewykluczone też, że uda się wprowadzić drobne poprawki. Tak więc uwaga, od najbliższego poniedziałku, przez pięć kolejnych, o godzinie 21.00. Zapraszamy !

Zrzut ekranu 2012-12-07 (godz. 17.41.39)

To jest tylko screen, ale zwiastun można obejrzeć w linku.

http://energasailing.pl/filmy/piekielne-regaty-czyli-jak-sie-zegluje-samotnie/

Poniżej informacja prasowa Discovery World. Jak to miło zamieszczać czyjeś informacje, w dodatku gdy nie zawierają błędów i nie trzeba ich było samemu pisać … :)

Oceaniczny dramat w pięciu aktach: Piekielne regaty (ang. Hell On High Water)

Żeglarze, którzy samotnie opłynęli świat, to niezwykle elitarne grono. Ich liczba nie przekracza 200 osób. Więcej ludzi w historii wspięło się na najwyższą górę świata Mount Everest, a nawet… poleciało w kosmos. Co sprawia zatem, że okrążenie drogą morską globu stanowi tak trudne wyzwanie? Odpowiedź na to pytanie widzowie Discovery World znajdą w nowym, ekscytującym programie „Piekielne regaty”.

W kolejnych odcinkach będziemy śledzić zmagania pięciu mężczyzn, którzy zakwalifikowali się do samotnych etapowych regat dookoła świata VELUX 5 OCEANS 2010/2011. Wśród nich znalazł się polski żeglarz Zbigniew „Gutek” Gutkowski, który zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Jego rywalami byli Amerykanin Brad Van Liew (niekwestionowany zwycięzca), Kanadyjczyk Derek Hatfield, Belg Christophe Bullens i Brytyjczyk Christopher Stanmore-Major. Zawodnicy mieli do pokonania 30 tys. mil morskich w pięciu etapach, z których każdy był indywidualnie punktowany. Miejscem startu był francuski port La Rochelle, a kolejnymi portami docelowymi Cape Town w RPA, Wellington w Nowej Zelandii, Punta del Este w Urugwaju. Linia mety była tam, gdzie wszystko się rozpoczęło, czyli w La Rochelle.

Już same przygotowania do regat miały dramatyczny przebieg. Niektórzy żeglarze musieli zrezygnować z udziału w nich z powodu kryzysu finansowego i braku środków na dokończenie swoich jednostek. Jednak chyba największym pechowcem okazał się Australijczyk Garry Golding. Pęknięty kil, niefortunny dobór takielunku, pęknięcie masztu, a w końcu decyzja organizatorów o niedopuszczeniu do regat przekreśliły jego wielkie marzenie. Zresztą los samych zawodów zawisł na włosku z powodu problemów technicznych i gigantycznych strajków, które jesienią 2010 roku targały Francją. Na szczęście najczarniejszy scenariusz się nie spełnił i 17 października wystrzał z pistoletu startowego rozpoczął regaty.

Co czekało na żeglarzy w ich trakcie? Niekończąca się walka z potęgą żywiołów, własnymi słabościami i problemami technicznymi. Wysokie sztormowe fale kładące jachty, porywiste wiatry rwące żagle, ekstremalne zmiany temperatur, a do tego zmęczenie wywołane brakiem snu, ciągły stres i samotność. Tak wyglądała codzienność. Warto w tym miejscu przywołać słowa legendarnego brytyjskiego żeglarza sir Robina Knox-Johnstona, dziś organizatora regat VELUX 5 OCEANS, które doskonale oddają skalę wyzwania i niebezpieczeństw czekających na uczestników: „Oceanu nie da się zdobyć, można go jedynie przetrzymać. Z tyłu mej głowy zawsze tkwi myśl, że może on nas pochłonąć, kiedy tylko zechce”. O tym, że zagrożenie może przyjść z najmniej spodziewanej strony, najdobitniej przekonał się Polak, kiedy zamontowany na rufie wiatrak rozciął mu głowę. Gutek musiał ogolić część głowy i sam zszyć sobie rany. Równie dramatycznych momentów kamery zamontowane na pokładach jachtów uchwyciły wiele.

„Piekielne regaty” to trzymający w napięciu program, która na pewno spodoba się wszystkim miłośnikom żeglarstwa. Opowieść o twardych ludziach, którzy rzucili wyzwanie potędze oceanu i własnym słabościom.

Nie sztuka kijek pocienkować, ale pogrubasić trudniej, czyli Tan-Gyver story

tanguy1

Dobre i niedobre … / Fot. Tanguy de Lamotte / Initiatives Coeur / Vendee Globe

Tanguy de Lamotte, płynący na Pingwinie (obecnie Initiatives-Coeur) zaliczył niekontrolowaną rufę wraz z konsekwencjami. Wyglądało groźnie, ale sobie poradził.

„Nagle poczułem, że jacht odpada bardziej niż zwykle i nieuniknioną konsekwencją stała się niekontrolowana rufa. ja byłem w środku, wszystko co latało poleciało na mnie, a wszystko razem było dość dramatyczne bo maszt znalazł się w pozycji właściwie 90 stopni, czyli równolegle do wody. ubrałem się, zapiąłem i zacząłem porządkować żagle i prostować jacht. Szybko zauważyłem, że przyczyną był autopilot, ale nie wiedziałem dlaczego, więc włączyłem go znów. Ale musiałem zrzucić genakera i zrobić jeszcze jeden zwrot przez rufę żeby wrócić na kurs. Zrobiłem zwrot i kiedy wróciłem po zrzuceniu genakera zauważyłem, że cztery wózki łączące listwy grota z szyną masztu są połamane. Więc musiałem zrzucić grota i wymienić części. Tutaj zła wiadomość – miałem je, ale przetyczki były złej średnicy. więc zacząłem kombinować jak uzyskać właściwą średnicę. Udało mi się wczoraj wieczorem zamienić jedną przetyczkę na górnej listwie więc mogłem postawić grota na czwartym refie.

http://www.dailymotion.com/video/xvnx68_les-reparations-de-tanguy-1ere-etape_sport

(…) Teraz pracuję pod pokładem nad resztą przetyczek. Mam je, z sześciu połamały się tylko cztery, ale średnica jest osiem zamiast dziesięć. Więc zamierzam dołożyć do nich trochę laminatu i włókna węglowego oraz nakrętkę, ale trzeba to trochę poprzycinać, a cięcie stali pod pokładem nie jest najłatwiejsze. Moja naprawa powinna spokojnie wytrzymać resztę rejsu, jestem pewien.

tanguy 2

A tak to działa. / Fot. Tanguy de Lamotte / Initiatives Coeur / Vendee Globe

Wczoraj w nocy byłem potwornie zmęczony po sprzątaniu i wszystkich manewrach, więc spałem i nawet wtedy myślałem o tym, jak to wszystko ponaprawiać. Nie brałem pod uwagę możliwości wycofania się z wyścigu. Bardzo się cieszę, że przy pomocy zespołu brzegowego udało mi się wymyślić odpowiednie rozwiązanie, jestem pewien, że uda mi się to zrobić tak jak ustaliliśmy”.

http://www.dailymotion.com/video/xvnx82_les-reparations-de-tanguy-2eme-etape_sport

Zuch! (Aha, awaria pilota była mechaniczna i z tego co zrozumiałam też związana z przetyczką jakąś, na razie nie piszą czy jest 100 proc. OK, ale skoro płynie już na pełnym grocie, to raczej chyba tak.)

Nasi są wszędzie, również w Santa Cruz

DSCF0312

Mała Mi obok Energi w Santa Cruz. / Fot. J.Maderski

Dzięki nieoczekiwanemu splotowi sprzyjających okoliczności poniżej zdjęcia z mariny Santa Cruz na Teneryfie. Obok Gutkowej ENERGI maleńkie łódeczki z polskimi banderami – to Skwarek i Mała Mi, pięciometrowe jachciki, których kapitanowie będący jednocześnie jednoosobowymi załogami realizują projekt „Setką przez Atlantyk”. Janusz Maderski, konstruktor jachtu Setka, oraz Szymon Kuczyński. Panowie donoszą uprzejmie, że ENERGA dopilnowana i zaopiekowana, stoi w bardzo bezpiecznym miejscu (Gutek i Świstak inaczej by jej przecież tam nie zostawili) i ma się dobrze.

DSCF0315

Drobna różnica w skali … / Fot. J.Maderski

Historia jest taka, że jeden z kapitanów skontaktował się ze mną na popularnym portalu społecznościowym pytając, kiedy Gutek wróci na jacht i czy można by było się z nim spotkać. Niestety jak się okazało, terminów zgrać się nie da („Setki” ruszają dalej 10 grudnia), ale poprosiłam o zdjęcia z mariny … Okazało się, że było z tym trochę zachodu, bo trzeba było na setce postawić żagiel (silnika nie ma) i podpłynąć do ENERGI w celu fotograficznym. Miałam wyrzuty sumienia, że to przeze mnie i że coś się jeszcze stanie, ale potem okazało się, że nie tak całkiem (tzn. i tak chcieli to zrobić tylko potrzebowali impulsu; no w każdym razie taka jest wersja oficjalna.) W każdym razie patrząc na te maleństwa („setki” mają 5 metrów, ENERGA 18 …) można pomyśleć: „TYM przez Atlantyk ?!?!!!”. No ale jednak. Pierwszy skok z Portugalii na Kanary zaliczony, następny przystanek – Martynika.

DSCF0317

Dziób w dziób… no prawie. / Fot. J. Maderski

Po drodze, jak to na morzu, przygody były, w postaci bliskich spotkań ze statkiem, o czym szerzej można poczytać na blogu Janusza Maderskiego: http://setkaatlantyk.blogspot.com/, a tym, kto, kiedy, po co i dlaczego, na stronie projektu http://www.zewoceanu.pl.

DSCF0320

Fot. J. Maderski

Bardzo dziękuję Brożce za przesłanie zdjęć, a projekt polecam do kibicowania w przerwach pomiędzy odświeżeniami trackera Vendée Globe, gdzie póki można powiedzieć, że nic szczególnego się nie dzieje, chociaż powiało, prędkości w czołówce spore, lód blisko, Armel na prowadzeniu. Od Alexa nic nowego w sprawie hydrogeneratora – naprawił, ale nie ładuje, co nie jest dobrą wiadomością, bo oznacza konieczność oszczędzania energii.