Gutek u prezydenta Francji :)

Gutek i prezydent Francji Francois Hollande, Pałac Elizejski, Paryż, 8 kwietnia 2013 / Fot. E.G.

Gutek i prezydent Francji Francois Hollande, Pałac Elizejski, Paryż, 8 kwietnia 2013 / Fot. E.G.

Gutek dzisiaj na paryskich salonach. Informację oficjalną można poczytać tu: http://energasailing.pl/uczestnicy-regat-vendee-globe-na-spotkaniu-z-prezydentem-francji/, mam nadzieję, że niebawem będzie więcej zdjęć. Fotografów były tłumy, ale jak na razie nie ma nigdzie dostępnych materiałów.

Gutek pod ogromnym wrażeniem, no bo jakże by inaczej … Rozmawiałam z nim telefonicznie po zakończeniu spotkania – w sumie trwało trochę ponad godzinę. Najpierw była „zbiórka” przy wyznaczonym wejściu do Pałacu Elizejskiego, a potem wszystko toczyło się zgodnie z przyjętym tam protokołem – Gutek mówił, że nawet były karteczki na podłodze, gdzie kto ma stać do zdjęcia :)

Charakter spotkania był bardzo oficjalny, ale prawie każdy z zawodników z kimś przyszedł – Gutek był z Elizą, z żonami byli też Jean le Cam, Mike Golding i Dominik Wavre. Alex Thomson był z delegacją Hugo Bossa.

Zaczęło się od przemówienia prezydenta, co trwało około 20 minut, potem było odznaczenie Francoisa Gabarta orderem Kawalera Legii Honorowej, potem po kolei poszczególni zawodnicy byli wywoływani na podium do prezydenta i mieli okazję uścisnąć mu rękę oraz zamienić kilka słów. Gutek wręczył prezent (oprócz niego podarunek dla prezydenta miał tylko Alessandro di Benedetto). Z tego co mówił, podobał się :)

Srebrny okręt z bursztynową podstawą - prezent od ENERGA Sailing i Z. Gutkowskiego dla prezydenta Francji Francois Hollande'a, przekazany 8.04.2013 podczas spotkania ze skiperami Vendee Globe 2012/2013 w Pałacu Elizejskim. Okręt to wykonana ręcznie ze srebra i naturalnego bursztynu bałtyckiego replika klipra, przygotowana przez firmę jubilerską z Trójmiasta.

Srebrny okręt z bursztynową podstawą – prezent od ENERGA Sailing i Z. Gutkowskiego dla prezydenta Francji Francois Hollande’a, przekazany 8.04.2013 podczas spotkania ze skiperami Vendee Globe 2012/2013 w Pałacu Elizejskim. Okręt to wykonana ręcznie ze srebra i naturalnego bursztynu bałtyckiego replika klipra, przygotowana przez firmę jubilerską z Trójmiasta.

Potem było grupowe zdjęcie oraz niewielki poczęstunek. Francuzi bardzo doceniają jak widać swoich żeglarzy – no i mają się czym chwalić, bo w sumie większość najlepszych stoczni, najlepszych żeglarzy oceanicznych oraz rekordów jest właśnie w ich posiadaniu.

P.S. Ale żeby nie było, że tylko prezydent Francji podejmuje żeglarzy – wiem, że jest planowane spotkanie żeglarskie z udziałem prezydenta Polski, o czym już niebawem.

A jeżeli ktoś wie, z jakiej okazji i kiedy, oraz napisze to jako pierwszy w komentarzach, dostanie nagrodę. Taki mini-konkursik. Zadanie trudne, ale zapewniam – warto :) Gdyby było za trudne, będzie podpowiedź, ale na razie poczekajmy …

Uczestnicy regat Vendee Globe przed startem regat w Les Sables d’Olonne, listopad 2012. / Fot. R.Hajduk / Shuttersail.com

Uczestnicy regat Vendee Globe przed startem regat w Les Sables d’Olonne, listopad 2012. / Fot. R.Hajduk / Shuttersail.com

Żeglarze w Pałacu Elizejskim / fot. V. Curutchet / DPPI / Vendee Globe

Żeglarze w Pałacu Elizejskim / fot. V. Curutchet / DPPI / Vendee Globe

 

Wielkanocny ślub po amerykańsku

fot. M.Marczewski

fot. M.Marczewski

 

Pamiętacie Brada Van Liewa, głównego rywala Gutka z regat Velux 5 Oceans? W świąteczną niedzielę brał ślub, a jednym z niewielu gości zaproszonych na bardzo prywatną ceremonię w jego domu w Mount Pleasant niedaleko Charleston w Południowej Karolinie (jednego z miast-portów etapowych regat Velux) był Zbigniew Gutkowski …Pomimo spektakularnego zwycięstwa w Velux 5 Oceans i wygrania wszystkich pięciu etapów, po zakończeniu tych regat Brad miał bardzo trudną sytuację finansową i rodzinną, a jego kłopoty zakończyły się niestety ogłoszeniem bankructwa i rozwodem. Jacht Le Pingouin został sprzedany i można go było oglądać w regatach Vendee Globe jakoInitiatives Coeur Tanguya de Lamotte.

Ale Van Liew nie jest facetem, który łatwo się poddaje. Pracuje obecnie jako pilot, snuje oczywiście kolejne plany żeglarskie no i postanowił ożenić się po raz drugi. Za pośrednictwem Gutka pozdrawia żeglarskich kibiców z Polski, a do mnie napisał, że super było widzieć znów Gutka i Świstaka :)

Publikacja zdjęć za wiedzą i zgodą Brada. Więcej foto na stronie http://polishoceanracing.com.pl/2013/04/wielkanocny-slub-po-amerykansku/.

/mj

Alessandro jedenasty na mecie – koniec regat Vendee Globe

jm liot

Alessandro opłynął kiedyś świat na Mini 6,50 – w 268 dni. W porównaniu z tym 104 dni na Open 60 to zdecydowanie szybciej. / Fot. J.M. Liot / DPPI / Vendee Globe

 

Włoch Alessandro di Benedetto dziś o godzinie 15.36 minął linię mety regat Vendée Globe jako ostatni, jedenasty zawodnik spośród dwudziestu, którzy w listopadzie wystartowali do wielkiego wyścigu samotników non-stop dookoła świata.

Jego Team Plastique dopłynął do mety 26 dni po zwycięskim jachcie, Macif Francisa Gabarta. Wynik jest jednak historyczny, gdyż jest to najkrótszy czas dzielący pierwszego od ostatniego zawodnika w tych regatach – zdarzały się różnice sięgające kilku miesięcy.*

Łączny czas Alessandro to 104 dni 2 godziny 34 minuty i 30 sekund. Średnia prędkość po trasie teoretycznej (24 394 Mm)– 9.8 węzła, po trasie rzeczywistej (28 840 Mm) – 11,5 Mm. Tym samym jest lepszy o jeden dzień od wyniku jaki na tym samym jachcie osiągnął Boissières w roku 2008 (zajął siódme miejsce).

Niezależnie od pogody i okoliczności Włoch był zawsze w dobrym humorze i cieszył go każdy dzień spędzony na morzu, chociaż łatwo nie miał. Gdyby nie utrata większości żagli pełnowiatrowych z pewnością wróciłby szybciej do macierzystego portu (oprócz Arnaud Boissières jest to drugi zawodnik mieszkający w Les Sables.) Kilka wycieczek na maszt, złamane żebro – ale za każdym razem uśmiech i radość życia.

Sam di Benedetto zresztą jest postacią nietuzinkową. Kiedy w roku 2010 pojawił się w Les Sables d’Olonne kończąc wokołoziemski samotny rejs na łupince Mini 6,50 – zaintrygował lokalną społeczność. Każdy, kto pływał na Mini lub widział je przynajmniej raz, a wie cokolwiek o żeglarstwie przyzna, że nie da się zignorować człowieka, który po 268 dniach osiąga swój cel i kończy taki rejs – w dodatku przy zastosowaniu awaryjnego takielunku. Wśród osób na kei był Arnaud Boissières, który również kiedyś ścigał się w tej klasie. Zabrał Włocha na pokład swojego jachtu IMOCA Open 60 … no i tak zaczęła się kolejna przygoda.

Alessandro kupił od Arnaud jego jacht, Solune (jednostka na której Boissières startował w roku 2008, Sébastien Josse w 2004 a Thomas Coville w 2000). Nie był to więc sprzęt najnowszy ani najszybszy, ale za to prosty w obsłudze. Niemniej wyruszając na start, zapakował jedzenia na 140 dni. Nie wiadomo przecież, co się może zdarzyć …

Di Benedetto nie miał dużego regatowego doświadczenia, w dodatku wystartował z grypą, więc uczył się jachtu dzień po dniu, a z kibicami dzielił się drobnymi radościami – hodował kiełki, fotografował ptaki … Mniej więcej w połowie trasy zaczął płynąć szybciej, nauczył się kontrolować prędkość jachtu z dokładnością poniżej jednego węzła. Ale wtedy rozpoczęło się pasmo awarii. Włoch jednak miał doświadczenie i cierpliwość z rejsu klasą Mini – płynął powoli, ale do przodu. Dzisiaj, osiągając swój cel, kończy siódmą edycję regat Vendée Globe i może być naprawdę zadowolony ze swojego wyniku.

mj

„Najmniejszy jacht, który opłynął świat w samotnym rejsie non-stop, bez pomocy z zewnątrz, trasą wokół trzech przylądków” – to jest Mini Alessandra w porcie Les Sables. / Fot. MJ

*W poprzedniej edycji regat (2008-09) ostatni zawodnik, Norbert Sedlacek (AUT) skończył powyżej 42 dni po zwycięzcy, Michelu Desjoyeaux; w edycji 2004-05 różnica pomiędzy pierwszym w klasyfikacji Vincentem Riou a ostatnią Karen Leibovici wyniosła 39 dni; w 2000-01 Michela Desjoyeaux od Pasquale de Gregorio (ITA) dzieliło prawie 65 dni; w 1996-97 zwycięzca Christophe Auguin wyprzedził ostatnią Catherine Chabaud o 34 dni, w 1992-93 pomiędzy Alainem Gautierem a Jean-Yves Hasselinem było 43 dni; w pierwszej edycji 1989-90 Titouan Lamazou wyprzedził Jean-François Costa o 53 dni.

Za ile ta robota?

Tak wygląda - fizycznie - statuetka będąca nagrodą w reg

Tak wygląda statuetka będąca nagrodą w regatach VG. Wiemy już, czyje nazwisko będzie tam wygrawerowane. / fot. MJ

Jeszcze dwóch zawodników walczy na trasie – Tanguy i Alessandro. Jeden ma jeszcze trochę ponad tysiąc, drugi niecałe dwa tysiące mil do końca. De Lamotte (Initiatives Cœur) spodziewany jest w niedzielę 17 lutego, Di Benedetto (Team Plastique) mniej więcej we czwartek 21.

Jaka – finansowo – nagroda czeka na nich na mecie? No właśnie. W porównaniu z nakładami finansowymi, jakie trzeba ponieść, gratyfikacja jest skromna: zwycięzca (Francis Gabart / MACIF) dostanie 160 000 euro, za drugie miejsce (A. Le Cleac’h / Banque Populaire) jest 100 000, za trzecie (Alex Thomson / HUGO BOSS) – 75 000. Za czwarte miejsce jest 55 000, za dziesiąte – 10 000. Za miejsce 11 prawdopodobnie będzie tyle samo (w puli jest jeszcze 70 000 do podziału – chyba, że organizacja podwyższy nagrody wobec tego, że kończy jedynie 11 zawodników). Można uznać, że to drobne „na waciki”… Ale wiadomo, że start w tej imprezie nie jest dla gratyfikacji finansowej, ma wymiar, moim zdaniem, morsko-metafizyczny.

Jak te kwoty wyglądają w odniesieniu do budżetu całości projektu? Wyliczenia podaję za oficjalnym źródłem www.vendeeglobe.org, myślę, że są one orientacyjne, bo żaden zespół nie poda, w czasach kryzysu, dokładnych kosztów, które znają tylko księgowi. Im większe doświadczenie zespołu, tym więcej można oszczędzić w jednym miejscu, a dołożyć w innym, jeżeli jest z czego. Teoria mówi, że roczny budżet dla jachtu (i zespołu, a te liczą od 6 do kilkunastu osób) w klasie Open 60 to 2-3 mln euro w zależności od programu startów. Czteroletni cykl przygotowań do regat Vendee Globe (z zakupem jachtu) to teoretycznie około 5 mln, w przypadku tych, którzy zaczynają działać bardzo wcześnie, czyli zaraz po zakończeniu wyścigu.

Obecnie te budżety są bez wątpienia mniejsze – Bertrand de Broc deklarował przed startem budżet całości na 1 100 000 euro i brakowało mu 200 000 – nie wiem na co. Vincent Riou przyznawał się do 1 550 000, Sam Davies do 2 000 000 od głównego sponsora, Saveol, co miało stanowić dwie trzecie jej całego budżetu.

Jak będzie to wyglądało w kolejnej edycji Vendée Globe – jeszcze nie wiadomo. Rozważany jest udział jachtów monotypowych, jak w Volvo Ocean Race czy MOD70. Ale co wtedy z klasą Open 60 – pięknymi jachtami, Formułą 1 oceanów? (No tak trochę patetycznie wyszło, ale wiecie o co chodzi przecież.)

Le Cam, Golding i Stamm

Grzywa imponująca. No i sublokatorzy jachtu nareszcie na wolności! / Fot. O. Blanchet / DPPI / Vendee Globe

Grzywa imponująca. No i sublokatorzy jachtu nareszcie na wolności! / Fot. O. Blanchet / DPPI / Vendee Globe

 

No i dopłynęli. Wczoraj. Jean Le Cam (SynerCiel), Mike Golding (Gamesa) i Bernard Stamm (Cheminnes Poujoulat). Podsumowanie „służbowe” można przeczytać tu: http://energasailing.pl/niezwykly-finisz-w-les-sables-dolonne/ albo

tu: http://polishoceanracing.com.pl/2013/02/niezwykly-finisz-w-les-sables-dolonne/.

A teraz kilka słów dodatkowo. Ja nie wiem, jak Le Cam z taką grzywą radził sobie na morzu. Trzy miesiące? Sól? A na mecie źle nie wyglądał :) Plotki przedstartowe głosiły, że nie zabierał ze sobą wody butelkowanej (każdy trochę pakował na wypadek awarii odsalarki) tylko wino. Na pewno humor mu dopisywał w każdym razie, a jego wygłaszane ze środka oceanu komentarze dotyczące regatowej rzeczywistości, protestów oraz innych sytuacji były szczere do bólu. I raczej niepoprawne „politycznie”. To on zainicjował zbieranie podpisów pod apelem do komisji o wycofanie dyskwalifikacji Bernarda Stamma. Zmobilizował bardzo wiele osób i na pewno zyskał sympatię równie wielu, powołując się na to, że Bernard zrobił wszystko, co każdy przytomny żeglarz zrobiłby na jego miejscu. Znany smakosz (jego towarzyszka życia prowadzi restaurację) nie odmawiał sobie przyjemności kulinarnych – sztorm nie sztorm, jeść trzeba dobrze. No i słusznie.

Mike Golding w przedregatowym życiu był ... strażakiem. / Fot. J.M. Liot / DPPI / Vendee Globe

Mike Golding w przedregatowym życiu był … strażakiem. / Fot. J.M. Liot / DPPI / Vendee Globe

Dla Goldinga były to czwarte regaty Vendée Globe. Zarzeka się, że ostatnie, ale już wcześniej kiedyś też tak mówił. Jedyny facet, który trzy razy ukończył ten morderczy wyścig. Wielki szacunek. Ale w bazie zdjęć prasowych jest tylko – może na razie – 30 zdjęć z jego powitania (zdjęć Le Cama 114, Stamma 55) I jak tu nie uważać, że Francuzi są skoncentrowani tylko i wyłącznie na swoich ???

Radość Bernarda i jego zespołu - bezcenna. / Fot. J.M. Liot / DPPI / Vendee Globe

Radość Bernarda i jego zespołu – bezcenna. / Fot. J.M. Liot / DPPI / Vendee Globe

Cieszy mnie jednak, że organizatorzy nie zignorowali Bernarda, ale udostępnili swoje kanały przesyłu informacji – filmy i zdjęcia z jego wpłynięcia do portu są na oficjalnych stronach, biuro prasowe przygotowało oficjalną informację. Dobre i to, chociaż wiadomo, że wolność, równość i braterstwo to jednak na morzu bardziej niż na lądzie. Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać. Jest to mój subiektywny pogląd i nie musicie się z nim zgadzać.