Łóżko dla "Babci"

Oto kolejna porcja informacji z Punta del Este – Michał Mikołajczak donosi:

„Wczoraj mocno wiało. W nocy poziom morza podniósł się na tyle, że chodziliśmy po kostki w wodzie po nabrzeżu. Pod wieczór zerwała się jedna cuma, na szczęście jacht był na tyle zabezpieczony, że nic się nie stało. Wiatr w porywach 50 węzłów. Dziś dopracowywaliśmy szczegóły wyciągnięcia jachtu w weekend: pozwolenia, papierki, tymczasowe łoże dla jachtu, potrzebny sprzęt, materiały do laminowania itp. Posprzątaliśmy jacht po ostatnich pracach, rozebraliśmy jeden kabestan – nie był uszkodzony, ale wymagał czyszczenia i smarowania przekładni. Przygotowaliśmy schemat zapasowej instalacji autopilota, przekazanej przez Eljacht. Jeśli jutro wiać przestanie, Gutek będzie wjeżdżał na maszt i będziemy zakładali nowy wiatromierz. Postanowił sam zrobić niektóre rzeczy, żeby były zrobione dokładnie tak, jak on chce.

Pozdrawiam, Majki

P.S. Trochę już nauczyliśmy się jak postępować w Latino America, Pan Minister Sportu i Turystyki plus admirał Urugwaju pomagają nam ułożyć kwestie mariny i dźwigu. Specjalnie dla „Babci” budowane jest „łóżko”, żeby można było wykonać wszystkie prace związane z kilem.

Plan prac na Operon Racing

Oto kolejna korespondencja z Urugwaju od Michała Majkiego Mikołajczaka, który razem z Gutkiem przygotowuje Operona na miejscu do kolejnego etapu – bardzo dziękujemy i pozdrawiamy!

Ainhoa Sanchez/VELUX 5 OCEANS

„Obejrzeliśmy dokładnie podwodną część kila, śrubę napędową i płetwy sterowe, żeby ostatecznie oszacować straty po zderzeniu z drzewem. Z kila oderwany został płat poszycia ok. 30×80 cm i odsłonił metal. Musimy zabezpieczyć go przed korozją, wypełnić ubytek i przykryć laminatem, następnie wyszlifować i pomalować farbą antyporostową.
Śruba napędowa nie została uszkodzona, łopaty są całe i nie wygięte. Jest za to lekki luz na wale, ale to nie powinno być trudne do usunięcia. Stery wyszły z kolizji jachtu z drzewem zupełnie bez śladu.
Najpoważniejszą usterką są uszkodzone łożyska, na których pracuje uchylny kil. Rozebranie mocowań łożysk (na dźwigu) jest operacją trudną, czasochłonną i niebezpieczną. Należy odłączyć siłowniki, rozebrać mocowania łożysk i wymienić je. Bardzo utrudniony jest dostęp do tych elementów, a chwila nieuwagi lub niewłaściwe postępowanie może spowodować wypadnięcie kila.
Ile strat dodatkowych może dokonać spadające 4 tony pozostawiam wyobraźni czytelnika :) Wszystkie te naprawy nie powinny trwać dłużej niż 4 dni.
Wielką niespodzianką dla nas było, gdy kazano nam zwodować jacht jeszcze tego samego dnia, którego go wyciągnęliśmy. Nie mogliśmy dokonać żadnych napraw części podwodnej.
Takie tu zwyczaje…
Łożyska sprowadzamy z Kanady, powinny dotrzeć do nas w czwartek, potem czeka nas tylko odprawa celna, które może trwać od 2 godzin do 4 dni i do pracy :)
Poza tym jacht jest w dobrym stanie. Musimy uszczelnić kilka drobnych przecieków, rozłożyć, wyczyścić i nasmarować kabestany, bo podróż dała się im już we znaki. Planujemy również założyć dodatkowy wiatromierz na maszt i 3 dodatkowe wyświetlacze do układu autopilota.
Większość czynności będziemy wykonywali sami. Z pomocą przyszło nam dwóch młodych żeglarzy z jachtklubu Punta del Este. Chłopaki, Mateo i Bruno, mają duży zapał do pracy i są bardzo pomocni.

Miasto urocze, o bardzo wakacyjnym charakterze, spokojne choć głośne. Na plażach mnóstwo ludzi, woda ma ponad 25 stopni, a powietrze 30. Dookoła śpiewy ptaków, tropikalne rośliny, przytulne kawiarnie i przepyszne jedzenie.”

KORESPONDENCJA Z URUGWAJU

Nadeszła oczekiwana korespondencja z Urugwaju – bardzo dziękujemy Trenerowi Jarząbkowi, którego najserdeczniej pozdrawiamy i prosimy o dalsze informacje. Zdjęcia Michał Mikołajczak (też pozdrawiamy:)

„Wszystko w Urugwaju jest OK. Ludzie przemili ludzie, pracują powoli i najlepiej po godzinie 17.00, ponieważ jest chłodniej. To prawda – jest ciepło.

Procedura administracyjna związana z podniesieniem jachtu zajęła pół dnia – co jest tutaj normą. 12 stron formularzy, podpisy, kapitanat portu, prefektura policji, straż portowa, po kolei. Drugie pół dnia ustalaliśmy jak będzie przebiegało slipowanie. Trzeba się było uczyć hiszpańskiego!

Procedurę podnoszenia obserwowali liczni kibice – udało się, radość jak przy wodowaniu.

Uszkodzenia obejmują delminację górnej części kila (efekt spotkania z drzewem) – to praca na 2 dni, którą będziemy wykonywać siłami własnymi i wolontariuszy (dwóch zawodników z klasy Laser).

Wciąż jeszcze dokładnie nie wiadomo, co było przyczyną stukania – żeby rozkręcić urządzenie kilowe potrzeba specjalnych narzędzi, które właśnie są dorabiane na miejscu przez mechaników (!).

Konstruktor jachtu, firma Finot, dostarczył całą dokumentację techniczną jachtu. To niesamowite, że po 18 latach od zbudowania łódki wciąż mają komplet rysunków i specyfikacji. Potrzebne części możemy mieć na miejscu po 7 dniach od zrobienia zamówienia – pochodzą od 3 różnych producentów z Francji, USA i Kanady. Te prace wymagają czasu.

Oprócz tego czeka nas standardowe sprawdzenie łódki od dziobu do rufy plus przegląd takielunku i elektroniki. Więcej informacji niebawem. Pozdrawiamy.”

CZAT NA ŻYWO JUŻ NIEBAWEM

Nastąpiła pewna zmiana koncepcji. Otóż jak się dziś okazało planowane są czaty na żywo przez stronę www ze wszystkimi czterema skiperami.  Teraz, z Punta del Este. W trakcie ostatniego tygodnia przed startem. Nie wiadomo jeszcze nic więcej – jaka strona, jak się logować etc – ale właśnie to wszystko jest ustawiane. Jak tylko będzie wiadomo więcej – dam znać. Organizatorom zależy na licznym udziale publiki – a ja wiem, że mogę na Was liczyć :)

Tym samym akcja „100 pytań do Gutka” w formie wywiadu telewizyjnego zostaje przełożona do następnego portu – okazuje się, że w każdym porcie pytają jednego zawodnika a nie wszystkich. Pytania zbieram, będę trzymać, być może będę miała szansę je zadać sama w Charleston.

Kolejna relacja z Piriapolis już wkrótce.