KORESPONDENCJA Z URUGWAJU

Nadeszła oczekiwana korespondencja z Urugwaju – bardzo dziękujemy Trenerowi Jarząbkowi, którego najserdeczniej pozdrawiamy i prosimy o dalsze informacje. Zdjęcia Michał Mikołajczak (też pozdrawiamy:)

„Wszystko w Urugwaju jest OK. Ludzie przemili ludzie, pracują powoli i najlepiej po godzinie 17.00, ponieważ jest chłodniej. To prawda – jest ciepło.

Procedura administracyjna związana z podniesieniem jachtu zajęła pół dnia – co jest tutaj normą. 12 stron formularzy, podpisy, kapitanat portu, prefektura policji, straż portowa, po kolei. Drugie pół dnia ustalaliśmy jak będzie przebiegało slipowanie. Trzeba się było uczyć hiszpańskiego!

Procedurę podnoszenia obserwowali liczni kibice – udało się, radość jak przy wodowaniu.

Uszkodzenia obejmują delminację górnej części kila (efekt spotkania z drzewem) – to praca na 2 dni, którą będziemy wykonywać siłami własnymi i wolontariuszy (dwóch zawodników z klasy Laser).

Wciąż jeszcze dokładnie nie wiadomo, co było przyczyną stukania – żeby rozkręcić urządzenie kilowe potrzeba specjalnych narzędzi, które właśnie są dorabiane na miejscu przez mechaników (!).

Konstruktor jachtu, firma Finot, dostarczył całą dokumentację techniczną jachtu. To niesamowite, że po 18 latach od zbudowania łódki wciąż mają komplet rysunków i specyfikacji. Potrzebne części możemy mieć na miejscu po 7 dniach od zrobienia zamówienia – pochodzą od 3 różnych producentów z Francji, USA i Kanady. Te prace wymagają czasu.

Oprócz tego czeka nas standardowe sprawdzenie łódki od dziobu do rufy plus przegląd takielunku i elektroniki. Więcej informacji niebawem. Pozdrawiamy.”

3 thoughts on “KORESPONDENCJA Z URUGWAJU

  1. Wygląda całkiem, całkiem. Żeliwny odlew wymaga oczyszczenia i odtworzenia zerwanej warstwy. Laminat? Szpachla? Farba. Ciekawy jestem jak to urządzenie jest połączone z kadłubem, pewnie podobnie jak kil klasyczny czyli na śruby przez denniki. I co się poluzowało: szpilka czy sworzeń?

    • Jeszcze dokładnie nie wiadomo, co się stało „temu kilu”(oprócz tego, co widać na zdjęciu, czyli efektu spotkania z drzewem) ale z moich doniesień wynika, że wszystko wygląda gorzej niż jest w rzeczywistości. Udało się rozkręcić mechanizm i zamówić części , ale nie napisali mi jeszcze co tam dokładnie było – napisali za to, że nie jest źle, generalnie większy problem z czasem i lokalną papierologią niż naprawą samą w sobie. Brzmi dobrze, czekam na dalsze wieści.

Możliwość komentowania jest wyłączona.