„Piekielne regaty” – już w poniedziałek

Udało się – nareszcie na Discovery World emisja serialu o regatach Velux 5 Oceans 2010-11. Czytałam listę dialogową pierwszego odcinka, tłumaczenie dużo lepsze niż poprzednio, niewykluczone też, że uda się wprowadzić drobne poprawki. Tak więc uwaga, od najbliższego poniedziałku, przez pięć kolejnych, o godzinie 21.00. Zapraszamy !

Zrzut ekranu 2012-12-07 (godz. 17.41.39)

To jest tylko screen, ale zwiastun można obejrzeć w linku.

http://energasailing.pl/filmy/piekielne-regaty-czyli-jak-sie-zegluje-samotnie/

Poniżej informacja prasowa Discovery World. Jak to miło zamieszczać czyjeś informacje, w dodatku gdy nie zawierają błędów i nie trzeba ich było samemu pisać … :)

Oceaniczny dramat w pięciu aktach: Piekielne regaty (ang. Hell On High Water)

Żeglarze, którzy samotnie opłynęli świat, to niezwykle elitarne grono. Ich liczba nie przekracza 200 osób. Więcej ludzi w historii wspięło się na najwyższą górę świata Mount Everest, a nawet… poleciało w kosmos. Co sprawia zatem, że okrążenie drogą morską globu stanowi tak trudne wyzwanie? Odpowiedź na to pytanie widzowie Discovery World znajdą w nowym, ekscytującym programie „Piekielne regaty”.

W kolejnych odcinkach będziemy śledzić zmagania pięciu mężczyzn, którzy zakwalifikowali się do samotnych etapowych regat dookoła świata VELUX 5 OCEANS 2010/2011. Wśród nich znalazł się polski żeglarz Zbigniew „Gutek” Gutkowski, który zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Jego rywalami byli Amerykanin Brad Van Liew (niekwestionowany zwycięzca), Kanadyjczyk Derek Hatfield, Belg Christophe Bullens i Brytyjczyk Christopher Stanmore-Major. Zawodnicy mieli do pokonania 30 tys. mil morskich w pięciu etapach, z których każdy był indywidualnie punktowany. Miejscem startu był francuski port La Rochelle, a kolejnymi portami docelowymi Cape Town w RPA, Wellington w Nowej Zelandii, Punta del Este w Urugwaju. Linia mety była tam, gdzie wszystko się rozpoczęło, czyli w La Rochelle.

Już same przygotowania do regat miały dramatyczny przebieg. Niektórzy żeglarze musieli zrezygnować z udziału w nich z powodu kryzysu finansowego i braku środków na dokończenie swoich jednostek. Jednak chyba największym pechowcem okazał się Australijczyk Garry Golding. Pęknięty kil, niefortunny dobór takielunku, pęknięcie masztu, a w końcu decyzja organizatorów o niedopuszczeniu do regat przekreśliły jego wielkie marzenie. Zresztą los samych zawodów zawisł na włosku z powodu problemów technicznych i gigantycznych strajków, które jesienią 2010 roku targały Francją. Na szczęście najczarniejszy scenariusz się nie spełnił i 17 października wystrzał z pistoletu startowego rozpoczął regaty.

Co czekało na żeglarzy w ich trakcie? Niekończąca się walka z potęgą żywiołów, własnymi słabościami i problemami technicznymi. Wysokie sztormowe fale kładące jachty, porywiste wiatry rwące żagle, ekstremalne zmiany temperatur, a do tego zmęczenie wywołane brakiem snu, ciągły stres i samotność. Tak wyglądała codzienność. Warto w tym miejscu przywołać słowa legendarnego brytyjskiego żeglarza sir Robina Knox-Johnstona, dziś organizatora regat VELUX 5 OCEANS, które doskonale oddają skalę wyzwania i niebezpieczeństw czekających na uczestników: „Oceanu nie da się zdobyć, można go jedynie przetrzymać. Z tyłu mej głowy zawsze tkwi myśl, że może on nas pochłonąć, kiedy tylko zechce”. O tym, że zagrożenie może przyjść z najmniej spodziewanej strony, najdobitniej przekonał się Polak, kiedy zamontowany na rufie wiatrak rozciął mu głowę. Gutek musiał ogolić część głowy i sam zszyć sobie rany. Równie dramatycznych momentów kamery zamontowane na pokładach jachtów uchwyciły wiele.

„Piekielne regaty” to trzymający w napięciu program, która na pewno spodoba się wszystkim miłośnikom żeglarstwa. Opowieść o twardych ludziach, którzy rzucili wyzwanie potędze oceanu i własnym słabościom.

Nie sztuka kijek pocienkować, ale pogrubasić trudniej, czyli Tan-Gyver story

tanguy1

Dobre i niedobre … / Fot. Tanguy de Lamotte / Initiatives Coeur / Vendee Globe

Tanguy de Lamotte, płynący na Pingwinie (obecnie Initiatives-Coeur) zaliczył niekontrolowaną rufę wraz z konsekwencjami. Wyglądało groźnie, ale sobie poradził.

„Nagle poczułem, że jacht odpada bardziej niż zwykle i nieuniknioną konsekwencją stała się niekontrolowana rufa. ja byłem w środku, wszystko co latało poleciało na mnie, a wszystko razem było dość dramatyczne bo maszt znalazł się w pozycji właściwie 90 stopni, czyli równolegle do wody. ubrałem się, zapiąłem i zacząłem porządkować żagle i prostować jacht. Szybko zauważyłem, że przyczyną był autopilot, ale nie wiedziałem dlaczego, więc włączyłem go znów. Ale musiałem zrzucić genakera i zrobić jeszcze jeden zwrot przez rufę żeby wrócić na kurs. Zrobiłem zwrot i kiedy wróciłem po zrzuceniu genakera zauważyłem, że cztery wózki łączące listwy grota z szyną masztu są połamane. Więc musiałem zrzucić grota i wymienić części. Tutaj zła wiadomość – miałem je, ale przetyczki były złej średnicy. więc zacząłem kombinować jak uzyskać właściwą średnicę. Udało mi się wczoraj wieczorem zamienić jedną przetyczkę na górnej listwie więc mogłem postawić grota na czwartym refie.

http://www.dailymotion.com/video/xvnx68_les-reparations-de-tanguy-1ere-etape_sport

(…) Teraz pracuję pod pokładem nad resztą przetyczek. Mam je, z sześciu połamały się tylko cztery, ale średnica jest osiem zamiast dziesięć. Więc zamierzam dołożyć do nich trochę laminatu i włókna węglowego oraz nakrętkę, ale trzeba to trochę poprzycinać, a cięcie stali pod pokładem nie jest najłatwiejsze. Moja naprawa powinna spokojnie wytrzymać resztę rejsu, jestem pewien.

tanguy 2

A tak to działa. / Fot. Tanguy de Lamotte / Initiatives Coeur / Vendee Globe

Wczoraj w nocy byłem potwornie zmęczony po sprzątaniu i wszystkich manewrach, więc spałem i nawet wtedy myślałem o tym, jak to wszystko ponaprawiać. Nie brałem pod uwagę możliwości wycofania się z wyścigu. Bardzo się cieszę, że przy pomocy zespołu brzegowego udało mi się wymyślić odpowiednie rozwiązanie, jestem pewien, że uda mi się to zrobić tak jak ustaliliśmy”.

http://www.dailymotion.com/video/xvnx82_les-reparations-de-tanguy-2eme-etape_sport

Zuch! (Aha, awaria pilota była mechaniczna i z tego co zrozumiałam też związana z przetyczką jakąś, na razie nie piszą czy jest 100 proc. OK, ale skoro płynie już na pełnym grocie, to raczej chyba tak.)

Nasi są wszędzie, również w Santa Cruz

DSCF0312

Mała Mi obok Energi w Santa Cruz. / Fot. J.Maderski

Dzięki nieoczekiwanemu splotowi sprzyjających okoliczności poniżej zdjęcia z mariny Santa Cruz na Teneryfie. Obok Gutkowej ENERGI maleńkie łódeczki z polskimi banderami – to Skwarek i Mała Mi, pięciometrowe jachciki, których kapitanowie będący jednocześnie jednoosobowymi załogami realizują projekt „Setką przez Atlantyk”. Janusz Maderski, konstruktor jachtu Setka, oraz Szymon Kuczyński. Panowie donoszą uprzejmie, że ENERGA dopilnowana i zaopiekowana, stoi w bardzo bezpiecznym miejscu (Gutek i Świstak inaczej by jej przecież tam nie zostawili) i ma się dobrze.

DSCF0315

Drobna różnica w skali … / Fot. J.Maderski

Historia jest taka, że jeden z kapitanów skontaktował się ze mną na popularnym portalu społecznościowym pytając, kiedy Gutek wróci na jacht i czy można by było się z nim spotkać. Niestety jak się okazało, terminów zgrać się nie da („Setki” ruszają dalej 10 grudnia), ale poprosiłam o zdjęcia z mariny … Okazało się, że było z tym trochę zachodu, bo trzeba było na setce postawić żagiel (silnika nie ma) i podpłynąć do ENERGI w celu fotograficznym. Miałam wyrzuty sumienia, że to przeze mnie i że coś się jeszcze stanie, ale potem okazało się, że nie tak całkiem (tzn. i tak chcieli to zrobić tylko potrzebowali impulsu; no w każdym razie taka jest wersja oficjalna.) W każdym razie patrząc na te maleństwa („setki” mają 5 metrów, ENERGA 18 …) można pomyśleć: „TYM przez Atlantyk ?!?!!!”. No ale jednak. Pierwszy skok z Portugalii na Kanary zaliczony, następny przystanek – Martynika.

DSCF0317

Dziób w dziób… no prawie. / Fot. J. Maderski

Po drodze, jak to na morzu, przygody były, w postaci bliskich spotkań ze statkiem, o czym szerzej można poczytać na blogu Janusza Maderskiego: http://setkaatlantyk.blogspot.com/, a tym, kto, kiedy, po co i dlaczego, na stronie projektu http://www.zewoceanu.pl.

DSCF0320

Fot. J. Maderski

Bardzo dziękuję Brożce za przesłanie zdjęć, a projekt polecam do kibicowania w przerwach pomiędzy odświeżeniami trackera Vendée Globe, gdzie póki można powiedzieć, że nic szczególnego się nie dzieje, chociaż powiało, prędkości w czołówce spore, lód blisko, Armel na prowadzeniu. Od Alexa nic nowego w sprawie hydrogeneratora – naprawił, ale nie ładuje, co nie jest dobrą wiadomością, bo oznacza konieczność oszczędzania energii.

Rekordy i przylądek Dobrej Nadziei

20120927104836-60436454-sm

J.P. Dick na swoim Virbac-Paprec. 502 Mm/24h. Wow! / Fot. J.M. Liot/ DPPI / Vendee Globe

Pierwszy grudnia to był dzień rekordów – ten właśnie „odcinek” Atlantyku czasami pozwala na bardzo szybką jazdę. Potrzebne są optymalne warunki – niewielka fala i silny wiatr z odpowiedniego kierunku, możliwie z tylnej ćwiartki. Kolejna okazja – dopiero w drodze powrotnej. Czołówka przetasowała się kilka razy. Było tak: rekord Alexa Thomsona w solowej żegludze na jachcie 60-stopowym z roku 2003 wynosił 468,72 Mm. Pozostawał niepobity (choć barierę 500 mil przekroczyły od tego czasu załogi dwuosobowe – sam Alex w duecie z A. Cape w roku 2007 na dzisiejszej ENERDZE, a potem w 2011 J.P. Dick z L. Peyronem na tym samym Virbac-Paprec który płynie teraz). Pierwszego grudnia najpierw szybszy okazał się F. Gabart (Macif) 487, 23 Mm. Potem J.P. Dick – 502, 53 Mm. Potem Alex 473, 87Mm – a potem B. Stamm 482, 59Mm. Tak więc sam rekord Alexa został pobity kilka razy, tego samego dnia, w tym również przez niego samego. Sytuacja naprawdę wyjątkowa. Oczywiście rozdanie wygrał J.P. Dick – ale ciekawe, czy to już wszystko w tych regatach?

Teraz zawodnicy wpływają już na Ocean Południowy – pora na czapki i zimowe buty. Alex Thomson pisał o pierwszym albatrosie (ma też kłopoty z hydro – oby znowu udało mu się je pokonać). Dzisiaj żeglarze mijają przylądek Dobrej Nadziei. Pierwsi już za. Minęli również bramkę lodową.

Dzisiaj rano zaledwie 14 Mm dzieliło pierwszą trójkę (Macif – Virbac – Banque Populaire – teraz znów zamienili się miejscami), a od czasu przepłynięcia pierwszego i trzeciego przez bramkę lodową minęło zaledwie pół godziny.

94 Mm za liderem jest Bernard Stamm, a 182 mile dzieli od pierwszego jachtu Alexa Thomsona. Później odległości są już dużo większe (rzędu 400 Mm) i jest wysokie prawdopodobieństwo, że jeszcze się zwiększą. (W tej grupie są Mike Golding – Gamesa, Jean Le Cam – SynerCiel, oraz D. Wavre – Mirabaud).

Dalej samotnie żegluje Hiszpan (Acciona, ok. 970 Mm do lidera), który utknął pod wpływem wyżu z okolic wyspy św.Heleny. 1500 Mm do lidera traci Arnaud Boisieres (Akena Verandas) który znajduje się w centrum wspomnianego wyżu. Niewiele ponad 100 mil za nim Tanguy de Lamotte (Initiatives Cœur) robi wszystko, żeby nie wpaść w tę samą pułapkę. Na trochę innej pozycji Bertrand de Broc (VNOM), który wyż omija. Na samym końcu Włoch, który wydaje się absolutnie nie przejmować stratą ponad 2100Mm do czołówki i wciąż się uśmiecha.

Ze względu na zagrożenie lodowe, ustawiono trzy bramki a ich pozycja jest modyfikowana – lód pojawia się blisko wysp Kerguelena. Na razie bramki ustawione są tak, że żeglarze nie schodzą poniżej 40 stopnia szerokości, co wydłuża ich teoretyczną trasę, ale zwiększa bezpieczeństwo, również teoretycznie. A z drugiej strony – Ocean Południowy w czterdziestkach? Hmm …

Zrzut ekranu 2012-12-03 (godz. 14.14.33)

Gutek: „Nie chciałem być tylko tłem”

Dzisiaj o godzinie 12.00 w hotelu Radisson w Warszawie odbyła się konferencja prasowa Zbigniewa Gutka Gutkowskiego. Gutek opowiadał o tym, jak przebiegały jego pierwsze dni na wodzie, o przyczynach kłopotów oraz o dalszych planach w ramach programu Energa Sailing.

Konferencję prowadził Paweł Pochwała, dziennikarz TVP który miał okazję być we Francji przed startem regat VG i uczestniczyć w przygotowaniach jachtu ENERGA do startu w tych wyjątkowych regatach dokoła świata. Na pytania dziennikarzy oprócz Gutka odpowiadali także Maciej Ruwiński (Energa) oraz Maciej Marczewski (kapitan techniczny jachtu ENERGA).

Paweł Pochwała, Zbigniew Gutkowski, Maciek Ruwiński, Maciek Marczewski / Fot. Karina Marczak (dziękuję!)

„Stanęliśmy na starcie najważniejszych regat świata, na nowym jachcie przygotowanym do startu” – mówił Gutek. „To było wspaniałe uczucie. Wyścig nadal trwa, niestety już beze mnie”. Gutkowski opowiedział o przygotowaniach, o tym, kiedy podjął decyzję o udziale w tej właśnie imprezie oraz o tym, jak przebiegał z jego perspektywy start oraz kolejne dni.

„Ludzie od pierwszej w nocy czekali na start który był o dziesiątej, siedząc pod parasolami na mokrych kamieniach” – dodał. „Czterysta tysięcy ludzi przy kanale w dniu startu – to daje wyobrażenie o tym, jak ta impreza jest postrzegana we Francji.”

O przyczynach swojej rezygnacji z regat Gutek mówił tak:

„Kiedy pojawił się problem z autopilotem, natychmiast go zgłosiłem i otrzymałem zapewnienie, że na 99,9 % uda się go rozwiązać na wodzie i mogę płynąć dalej czekając na instrukcje. Niestety problem pojawiał się cały czas, co w pewnym momencie doprowadziło do sytuacji zagrożenia masztu po zaplątaniu się genakera; to, że udało mi się to rozwiązać, uważam za cud. Normalnie, w regatach załogowych, jest to poważny problem dla kilku osób. Udało się, i jest to moja ogromna satysfakcja. Kiedy wysłałem zdjęcia z pokładu do znajomych, który między innymi biorą udział w regatach Volvo Ocean Race, odpowiedź była jedna: Wyślij dziobowego. Ja zrobiłem to sam, więc jestem bardzo zadowolony.

Niestety przyszedł czas na konsultacje dotyczące głównego problemu, również na konsultacje z moim własnym ego. Dla mnie udział w Vendee Globe nie był jedynie udziałem, nie chciałem być jedynie tłem dla innych, mogłem powalczyć o bardzo dobre miejsce, a przy tego rodzaju awarii nie miałem na to szans. Decyzja nie mogła być inna. Do końca próbowałem robić testy i usunąć awarię, ale niestety w przypadku zmiany warunków pogodowych na trudniejsze problem wracał, wiec ta decyzja była jedyną, jaką mogłem podjąć, mając w perspektywie żeglugę przez Ocean Południowy.”

„Nie chciałem być jedynie tłem dla innych” – mówił Gutek. / Fot. Karina Marczak

Gutek dziękował sponsorom, ekipie i kibicom, od których otrzymywał ogromne wsparcie wszelkimi sposobami. Niebawem razem z kapitanem technicznym jachtu ENERGA, Maćkiem Marczewskim, Gutek wróci na Teneryfę, gdzie razem z inżynierami z firmy będącej producentem osprzętu prowadzone będą analizy mające na celu precyzyjne ustalenie przyczyn awarii oraz jej usunięcie, aby jacht odzyskał pełną sprawność żeglugową. Dalsze, szczegółowe plany startów Zbigniewa Gutkowskiego na jachcie ENERGA w ramach programu Energa Sailing zostaną ogłoszone w styczniu wraz z dokładnym kalendarzem.

Fundacja Polish Ocean Racing jednocześnie informuje, że firma Eljacht nie jest dostawcą sprzętu na jacht ENERGA.

Dziękuję wszystkim kibicom, którzy przyszli i się ujawnili – bardzo miło spotkać w realu ludzi, którzy zwykle są jedynie nickiem w komentarzach. :)