Nowa elektronika na jachcie ENERGA

 

Fot. R.Hajduk / Shuttersail.com

Kabelki … tylko tyle i aż tyle. / Fot. R.Hajduk / Shuttersail.com

Parker Poland nowym partnerem zespołu regatowego ENERGA Sailing i Zbigniewa Gutkowskiego

Do grona partnerów regatowego zespołu ENERGA Sailing oraz Zbigniewa Gutkowskiego dołączyła firma Parker Poland, wyłączny przedstawiciel lidera zaawansowanych systemów elektroniki dla oceanicznych jachtów regatowych, Brookes & Gatehouse (B&G).

Dzisiaj, 5 kwietnia, komplet urządzeń został wysłany z Anglii do USA, a na początku przyszłego tygodnia będzie dostarczony na stacjonujący w Fort Lauderdale jacht ENERGA. Montaż rozpocznie się 10 kwietnia i zajmie kilka dni, następnie będą prowadzone testy. Ostatecznym sprawdzianem będzie rejs ENERGI z Fort Lauderdale do Nowego Jorku (ok. 1000 Mm.)

Tam Gutek rozpocznie przygotowania do próby pobicia rekordu Nowy Jork – Przylądek Lizard, na klasycznej trasie z USA do Wielkiej Brytanii. Kluczowe znaczenie dla sukcesu w przypadku każdej próby bicia rekordu ma optymalny układ atmosferyczny, dokładna data startu jeszcze nie jest określona.

„Bardzo się cieszę, że udało nam się sfinalizować umowę. Jak wiadomo, elektronika stanowiła mój główny kłopot w trakcie regat Vendée Globe” – mówi Gutek. „Od zakończenia udziału w wyścigu prowadziliśmy negocjacje, które niedawno zakończyły się pomyślnie. Wymiana systemu elektroniki jachtowej jest w tej chwili moim priorytetem przed podjęciem nowych wyzwań, a sprawny i sprawdzony autopilot to podstawowy warunek w samotnej żegludze na jachcie klasy Open 60. Mam ogromną nadzieję, że nowy osprzęt pomoże mi pobić solowy rekord północnego Atlantyku.”

nnn

Na zdjęciu Monika Siekierko (tak tak, córka Melona) w kabinie ENERGI, a nie Rachel Howe, ale jak Monika skończy te swoje studia, to kto wie? / Fot. R.Hajduk / Shuttersail.com

Sprzęt, w jaki dzięki wsparciu Philipa Scotta, prezesa Parker Poland, zostanie wyposażony jacht ENERGA, to najnowszej generacji elektronika serii H3000. Kompletny system regatowy B&G obejmuje procesor centralny, czujniki, wyświetlacze, autopilot, kompasy, sondę, okablowanie oraz pilot zdalnego sterowania.

(Co to jest można obejrzeć tu: http://www.parker.com.pl/produkty/83, tu: http://www.parker.com.pl/produkty/180 i tu: http://www.parker.com.pl/produkt/508)

„Jako Prezes Parker Poland oraz Vice Prezes Polskiej Izby Przemysłu Jachtowego „Polskie Jachty” słyszałem wiele o Gutku i wiem, że wszyscy żeglarze w Polsce wiążą z Gutkiem duże nadzieje” – mówi Philip Scott. „Miałem osobiście okazję spotkać się z Gutkiem na Gwadelupie i oglądać jacht. Wierzę w niego i stąd pomysł współpracy” – dodaje.

Montażem zajmą się wykwalifikowani technicy z Polski oraz Wielkiej Brytanii. Jednym z nich jest kobieta – Rachel Howe, która odpowiadała m.in. za instalację i działanie wszystkich systemów elektronicznych na pokładzie jachtu Hugo Boss Alexa Thomsona w regatach Vendée Globe. Rachel jest jedną z czterech zaledwie osób na świecie rekomendowanych przez B&G jako najwyższej klasy specjaliści elektroniki jachtowej.

Wielkanocny ślub po amerykańsku

fot. M.Marczewski

fot. M.Marczewski

 

Pamiętacie Brada Van Liewa, głównego rywala Gutka z regat Velux 5 Oceans? W świąteczną niedzielę brał ślub, a jednym z niewielu gości zaproszonych na bardzo prywatną ceremonię w jego domu w Mount Pleasant niedaleko Charleston w Południowej Karolinie (jednego z miast-portów etapowych regat Velux) był Zbigniew Gutkowski …Pomimo spektakularnego zwycięstwa w Velux 5 Oceans i wygrania wszystkich pięciu etapów, po zakończeniu tych regat Brad miał bardzo trudną sytuację finansową i rodzinną, a jego kłopoty zakończyły się niestety ogłoszeniem bankructwa i rozwodem. Jacht Le Pingouin został sprzedany i można go było oglądać w regatach Vendee Globe jakoInitiatives Coeur Tanguya de Lamotte.

Ale Van Liew nie jest facetem, który łatwo się poddaje. Pracuje obecnie jako pilot, snuje oczywiście kolejne plany żeglarskie no i postanowił ożenić się po raz drugi. Za pośrednictwem Gutka pozdrawia żeglarskich kibiców z Polski, a do mnie napisał, że super było widzieć znów Gutka i Świstaka :)

Publikacja zdjęć za wiedzą i zgodą Brada. Więcej foto na stronie http://polishoceanracing.com.pl/2013/04/wielkanocny-slub-po-amerykansku/.

/mj

„Z Gutkiem przez Atlantyk”, Tomek Siekierko, cz. 2

Księżyc nad Atlantykiem. / Fot. T. Siekierko

Księżyc nad Atlantykiem. / Fot. T. Siekierko

Ochłonęliśmy już troszkę po „tyrce” jaką zafundował nam African Wind. Wrócił dobry humor i delektowaliśmy się żeglugą. Wiatr troszkę przybrał na sile, a prędkości, jakie jacht osiągał przy zejściu z fal przyprawiały o dreszcze.

W pewnym momencie Gutek wyszedł na pokład i z zadowoleniem zapytał. „Widzieliście odczyt z logu? U mnie na GPS widziałem 29kn. Jeszcze tak szybko tą łódką nie płynąłem.” (Dodam tylko, że zazwyczaj GPS pokazuje 1-2kn mniej niż log.) Zerknąłem na wyświetlacz i faktycznie prędkość skakała między 22 a 29kn. „Jazda bez trzymanki !!!” – pomyślałem. Ja generalnie przyzwyczajony jestem do prędkości, choćby nawet z faktu posiadania motocykla, ale ktoś przypadkowy mógłby potrzebować pampersa.

Szkoda tylko, że kierunek wiatru nie pozwalał jechać prosto do celu i zmuszał do halsowania się z wiatrem. Gutek zaszył się w nawigacyjnej i kombinował z mapami prognozy pogody jak tu choć troszkę przechytrzyć naturę. Mieliśmy ustalone wachty, żeby wszystko było jak trzeba. Nikt jednak nie poszedł spać. Zapadła noc. Księżyc świecił tak mocno, że wszystko na pokładzie było doskonale widoczne. Samoster co jakiś czas szalał, ale po instruktażu co i jak ustawić w razie samoczynnego przełączenia się urządzenia na inne parametry – jakoś jechał. Dobrze, jak przy zmianie parametrów włączył się tylko jeden z wielu alarmów. Gorzej, jak pilot przestawiał się bez najmniejszego piśnięcia, co się zdarzało – im dłużej płynęliśmy, tym częściej. Jeden z nas, będący akurat na wachcie, nieustannie wpatrywał się w odczyt nastawień i bywało tak, że mrugnąłeś oczami, a tam wszystko pozmieniane. Koszmar !!!! Nasze przygody z samosterem, postaram się opisać następnym razem.

Rolery na fordeku. / Fot. T. Siekierko

Rolery na fordeku. / Fot. T. Siekierko

 

Siedziałem właśnie na wachcie wpatrzony w wyświetlacz. Było około 01.00 UTC w nocy. Z boku stał Świstak i rozmawialiśmy sobie o „wszystkim i o niczym”. Nagle głuchy dźwięk doszedł do nas gdzieś z dziobu. Świstak zerwał się, odpalił latarkę i usłyszałem „O w mordę, genaker !!!”. Czujność Gutka była niesamowita. Nawet nie wiem kiedy wyskoczył na pokład, złapał za koło sterowe i wyłączył samoster, jednocześnie odpadając do fordziela, żeby wytracić prędkość jachtu. Genaker łopotał jak oszalały. Świstak podbiegł do masztu, żeby lepiej ocenić co się dzieje. Róg halsowy latał w powietrzu wraz z trzykilogramowym rolerem. Pierwsza diagnoza: „Roler nie wytrzymał”. Wrażenie było takie, jakby ktoś odważnik przywiązał do liny i machał nim nad naszymi głowami w bliżej nieokreślony sposób. Wszystko działo się w niesamowitym tempie.

Po minie Gutka widziałem, że kombinuje jak to ustrojstwo ściągnąć bezpiecznie w dół. Ciągle powtarza: „Najpierw myśleć, a nie na hurra”. Na dosłownie kilka sekund genaker zgasł za grotem i niemal się do niego przykleił. Świstak krzyknął: „Złapię go”, na co Gutek odparł: „Dobra tylko uważaj. Melon, pomóż mu.”

Skoczyłem do Świstaka, który trzymał już róg halsowy wraz z rolerem i zbierał genakera po liku dolnym. Udało nam się go zebrać całego „w parówkę” i obejmując go jak słup przydrożny ciągnęliśmy w dół z całych sił, żeby nie odpalił, bo wtedy byśmy robili za „icki” na nim. Z racji tego, że jestem troszkę wyższy od Maćka, złapałem wyżej, a on krzyżowo oplótł genakera wraz z moimi rękoma. Nawet jakbym chciał puścić, to nie miałem takiej możliwości. Świstak krzyknął w kierunku kokpitu: „Mamy go! Dawajcie w dół na fale!”.

 

Bateria knag zaciskowych - jammerów. / Fot. T. Siekierko

Bateria knag zaciskowych – jammerów. / Fot. T. Siekierko

Tu muszę wyjaśnić, że fały na ENERDZE są zabezpieczone zamkiem, który znajduje się w maszcie i żeby wyluzować fał, trzeba go najpierw wybrać na kabestanie, odbezpieczyć zamek i knagę zaciskową (jammer), dopiero wtedy można luzować fał. Cała ta operacja trwała około 20 sekund, ale nam, uwieszonym na zebranym genakerze i podskakującym pod naporem wiatru i kołysania się jachtu, wydawało się to całą wiecznością. W końcu ruszył w dół.

 

Zbieraliśmy go pod siebie i w efekcie jak zszedł cały żagiel w dół, leżeliśmy z Maćkiem na nim „krzyżem” na pokładzie. Świstak otworzył klapę forpiku i zaczynając od głowicy żagla zaczął wyciągać go spode mnie i wciągać do forpiku. Oczywiście cały czas mając na uwadze, żeby nie „odpalił”. Udało się i na szczęście nikt i nic więcej nie ucierpiało (mój palec do dzisiaj jest koloru fioletowego, ale szczerze mówiąc nawet nie wiem kiedy to się stało).

 

Pozdrawiam T.S. „Melon”.

Jazda na genakerze - jeszcze całym. / Fot. T. Siekierko

Jazda na genakerze – jeszcze całym. / Fot. T. Siekierko

Gutek na mecie, Roman zawraca

Fot. J.M. Liot / DPPI

Fot. J.M. Liot / DPPI

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gutek wczoraj zakończył transatlantycki sprint Las Palmas – Gwadelupa ustanawiając tym samym pierwszy rejestrowany przez Światową Radę Rekordów Żeglarskich czas odniesienia dla jachtu o długości do 60 stóp: 9 dni 11 godzin 28 minut i 12 sekund.  Czekamy na oficjalny certyfikat WSSRC.

Oprócz Gutka na jachcie ENERGA byli również Maciek  Świstak Marczewski, Tomasz Melon Siekierko i Bartek Kedyw Biliński. ENERGA przekroczyła linię mety wczoraj, 31 stycznia 2013, o godzinie 21.42.37 GMT (22.42.37 czasu polskiego) po przepłynięciu w sumie 3267 mil (6 050 km) ze średnią prędkością 14,37 węzła. Trasa pomiędzy punktem startu i mety mierzona w linii prostej, po ortodromie, liczy dokładnie 2650,5 mil morskich (średnia prędkość mierzona „do celu” wyniosła 11,65 węzła). (Statystyki wg. NavSim, nie mam statystyk z logu na  jachcie jak na razie.)

Wywiadu po mecie można posłuchać tu:

https://milkajung.com/wp-content/uploads/2013/02/wywiad-gutek-meta-mj.mp3

fot. MM

fot. MM

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Osiągnięty czas jest dłuższy o 1 dzień, 9 godzin i 17 minut od czasu Romana Paszke z roku 2011 (8 dni 2 godziny 11 minut) ustanowionego na katamaranie o długości 90 stóp z obsadą 10 – osobowej załogi. Różnica zaledwie jednego dnia pomiędzy tymi dwoma wynikami świadczy bardzo dobrze o możliwościach ENERGI, krótszej o jedną trzecią od katamarana Renault Eco 2.

ENERGA wraz z załogą zacumowała w porcie Pointe – à – Pitre, dalej płyną na Wyspy Dziewicze (British Virgin Islands). W najbliższych planach start w  m.in. Carribean 600 i Heineken Regatta.

W imieniu własnym oraz całego zespołu Energa Sailing bardzo dziękuję Jackowi Pietraszkiewiczowi z firmy NavSim za wszelką udzieloną pomoc oraz wsparcie techniczne w trakcie rejsu Zbigniewa Gutkowskiego na trasie Las Palmas – Gwadelupa. Jacek, naprawdę, WIELKIE DZIĘKI !

fot. J.M. Liot  / DPPI

fot. J.M. Liot / DPPI

Jak już pewnie większość Czytelników wie, dzisiaj Roman Paszke podjął decyzję o rezygnacji z kontyunuowania próby pobicia rekordu dookoła świata pod wiatr. (http://paszke360.com/)

Poniżej screen od Jacka Pietraszkiewicza (znowu bardzo dziękuję !!!) – tłumaczący tę decyzję lepiej niż wiele słów:

Rys. NavSim

Bardzo ładny niżyk, prawa? Rys. NavSim

rys. NavSim

rys. NavSim

Stamm na przymusowym postoju …

To już trzecie z rzędu regaty Vendée Globe w których Bernard Stamm ma kłopoty. Czy tym razem uda mu się ukończyć wyścig? / Fot. J.M. Liot / DPPI / Vendée Globe

Wczoraj wieczorem Bernard Stamm poinformował organizatorów regat oraz swój zespół, że zdecydował się zawinąć na wyspy Auckland Islands. Dziś rano zerwał plombę z silnika, żeby skutecznie wykonać manewr kotwiczenia –  przy 40 węzłach wiatru dla samotnego żeglarza nie jest to czynność prosta. (Dyrektor regat wyraził na to zgodę –Stamm będzie mógł wrócić na trasę regat gdyż konieczność użycia silnika była wynikiem wyjątkowych okoliczności, co jest zgodne z regulaminem wyścigu.)

„Musiał włączyć silnik ponieważ podejście do wybranego miejsca na żaglach było niemożliwe” – powiedział Denis Horeau, dyrektor regat. „Podejście było wyjątkowo trudne. (…) Na szczęście pomógł mu Marc Guillemot (Safran), który zatrzymywał się w tym samym miejscu cztery lata temu i dokładnie pamięta sytuację. Zrobił dla Bernarda specjalną rozpiskę – kiedy zobaczysz to miejsce, skręć w lewo, kiedy będziesz przy tej skale, uważaj, itp. Ze względu na duże ilości wodorostów jest to miejsce trudne do kotwiczenia, a jacht trzeba zabezpieczyć przed dryfowaniem. Ale Bernard to doświadczony żeglarz, więc sobie poradził” – dodał Denis. „Nie zapominajmy, że Stamm próbował wiele razy ukończyć te regaty i jest to obecnie w jego życiu najważniejszy cel. Jest dobrym inżynierem i na pewno tym razem mu się uda.”

(Stamm nie ukończył edycji 2000-01 ze względu na problemy z autopilotem oraz edycji 2008-09 ze względu na wejście na mieliznę przy próbie naprawy sterów. – przyp.red.)

20121002185627-9dc42ab5-sm

Z każdą godziną postoju strata Stamma do czołówki wyścigu rośnie – czy uda mu się nadrobić chociaż część utraconych mil po dokonaniu napraw? / Fot. J.M. Liot / DPPI / Vendée Globe

Szwajcar rozpoczął już naprawę hydrogeneratorów. Wyłączył wszelkie urządzenia komunikacyjne, żeby oszczędzać prąd, który będzie potrzebny żeby wrócić na ocean po zakończeniu napraw. Postój powinien potrwać od 24 do 48 godzin. Ze względu na pogodę, Bernard powinien wrócić na trasę przed 25 grudnia, aby uciec przed sztormowym wiatrem z północy. Pracom na pokładzie Cheminees Poujoulat przyglądają się foki, orki i lwy morskie.

Auckland Islands to archipelag 7 wysp położonych 250 mil na południe od Nowej Zelandii i należących do niej od roku 1863. Stamm cumuje w zatoce Sandy Bay, w południowej części wyspy Enderby Island. Żeglarz zachowuje jednak humor – cieszy się, że nie musiał parkować na wyspie Disappointment Island, 5 mil na północny zachód dalej …

Stamm postanowił wykorzystać ostatnią możliwość schronienia przed liczącym 4000 Mm odcinkiem pustego oceanu sięgającym aż do Hornu. Stamm oprócz hydrogeneratorów chce też naprawić kolumnę głównego kabestanu. Jak informuje zespół brzegowy Stamma, żeglarz miał kłopoty z hydrogeneratorami już od minięcia Portugalii. (Jednak nie komunikował tego przez dłuższy czas oficjalnie – przyp.red.). Generatory wodne nie dostarczały energii, a zapas paliwa topniał z każdym dniem. W związku z tym możliwości używania autopilota do sterowania jachtem oraz komputerów do komunikacji oraz odbioru prognoz pogody zostały bardzo ograniczone, utrudniając życie na pokładzie. Wszystkie naprawy wykonane do tej pory przez Stamma okazały się nieskuteczne, musiał więc podjąć decyzję o rzuceniu kotwicy w ostatnim możliwym miejscu.

P.S. świąteczne życzenia od Gutka są tu: http://www.youtube.com/watch?v=lk-W9Uh65O8, więcej konkretnych informacji mam nadzieję niebawem;