Plan prac na pokładzie Operon Racing

MJ / V50


Dzisiaj dzień trochę w zwolnionym tempie po nocy którą przepracowaliśmy do 6 rano, jako że Gutek dojechał do linii mety o wpół do drugiej, a w marinie był ok. dwóch godzin później. Niektórzy, czyli niestrudzona ekipa TV siedzieli nawet do 10 rano, czyli 36-48 godzin na nogach tudzież przy komputerach. Dzisiaj wszyscy łącznie z Gutkiem już trochę odespaliśmy.
Do naprawy jest bukszpryt – rano będzie decyzja, czy lepiej aluminium czy laminować z wpuszczeniem mocowania w kadłub. Oprócz tego Raymarine oraz stery wymagają kalibracji – co spowodowane jest koniecznością resetu systemu autopilota mówiąc najogólniej. Dzisiaj kolega Świstak uszczelnił skrzynię kila, która trochę przeciekała. Konieczna jest też wymiana rury doprowadzającej wodę chłodzącą do silnika oraz wymiana jednej z rur pompy zęzowej. Ostatnią rzeczą na liście jest sprawdzenie całego masztu, okuć itp ze szczególnym uwzględnieniem szyny grota oraz wymiana jednego z wózków grota. Tak więc od jutra rana – do dzieła!

MJ / V5O


Aha – dziś Gutek udzielał wywiadu lokalnej gazecie, która jako zaprzyjaźniona z Bradem od początku relacjonuje regaty. Jak dostaniemy egzemplarz, damy skan na stronę:)

Nareszcie na mecie

Gutek wpłynął na metę o godzinie 01.20 czasu lokalnego / 07.20 czasu polskiego. Czas 38 dni, 13 godzin, 20 minut. W sumie 6 377 mil morskich za rufą. Supeeer!!!
Dwa razy złamany bukszpryt. Jedno złamane żebro (drugie pęknięte – w sumie to tak jak z bukszprytem), nie licząc drobniejszych usterek. Pan Gutek szczęśliwy, że już w porcie.
Nagranie polsko-angielskie jest tu:
GUTEK NA KEI W CHARLESTON

Coraz bliżej do Charleston

fot. Z. Gutkowski / Operon Racing


Czekamy na Pana Gutka. Właśnie dzwoniliśmy na pokład – mówił, że nie ma pełnego kursu, tylko dokładnie pod wiatr. Teoretycznie ma 10 godzin do mety, ale w praktyce może się to przedłużyć, bo zaczęła się właśnie halsówka. Bardzo już chciałby być w porcie – no i my też chcielibyśmy, żeby już tu był. Szampan się chłodzi, reflektory przygotowane. Prawdopodobnie będzie to nasz środek nocy, ale co tam.
A przy okazji chciałam się zapytać, czy ktoś się z Państwa mieszkających w USA wybiera do Charleston na Harbor Fest? Festiwal rusza w czwartek, kończy się w niedzielę. Łódki od poniedziałku będą stały w innej marinie – tam gdzie będzie festiwal. Niestety nasze biuro jest w mieście (budek South Carolina Maritime Foundation). Mieszkamy w rejonie Mt.Pleasant, więc wszędzie spore odległości. Pamiętajcie o czacie z Gutkiem we środę – szykujcie pytania. Aha – ponieważ nasza ekipa telewizyjna ma zaplanowany program z Gutkiem z cyklu „Ask the skipper” – bardzo będę wdzięczna za przesyłanie tutaj na blogu pytań – z podaniem imienia, nazwiska oraz miasta zamieszkania. Nie obiecuję, że wszystkie zostaną zadane, bo nie wiem, ile czasu ma mieć nagranie. Ale proszę o współpracę. Pozdrowienia z Charleston – MJ.

bukszpryt

tak to wygląda …
póki co chłopaki starają się wykombinować, jak to naprawić i zorganizować wszystko na tyle, żeby jak Gutek dojedzie można było od razu naprawiać;
stało się to się stało – ale powtarzając za Gutkiem, lepiej teraz niż w następnym etapie;

Zbigniew Gutkowski / Operon Racing

958 Mm

© Zbigniew Gutkowski/VELUX 5 OCEANS

Gutek z pokładu: „Łódka płynie, samoster pracuje, wiatrak się kręci – czyli dużo się dzieje (śmiech).” Ustaliliśmy, że nie wolno mu mówić, że nic się nie dzieje, żeby nie zapeszać. W trakcie rozmowy miał 958 mil do mety. Karaiby zaliczone, teraz Bahamy i trójkąt – czekamy na opowieści Andrzeja Piotrowskiego (Andrzej, do zobaczenia na miejscu, tymczasem proszę, zabawiaj gości, jak ja będę lecieć). Gutek pytał, jak nam się podobał film z pokładu kręcony Go Pro – więc przekazałam wszystkie, w tym własne, wyrazy uznania – był naprawdę fajowy. Teraz też coś jest nagrywane, ale raczej nie będzie tego wysyłał, montaż dopiero w Charleston.

Aha, w kwestii śruby która była widoczna na filmie i szeroko dyskutowana, otrzymałam od kolegi Majkiego z ekipy technicznej wyjaśnienie następujące:

„Na Operonie zamontowana została trójłopatowa śruba składana ze zmiennym kątem wychylenia płatów. Jest to dość skomplikowane urządzenie, dzięki któremu można jednak łatwo zmienić kąt wychylenia łopat podnosząc efektywność i redukując spalanie podczas płynięcia na silniku (patrz mniejsze zapasy paliwa na pokładzie). Po wyłączeniu silnika łopaty ustawiają się w osi jachtu, w tzw. chorągiewkę, zmniejszając opory do minimum (stąd nazwa typu śruby w języku angielskim feathering prop). Zawirowania za śrubą są mniejsze niż w wypadku śruby składanej w „stary” sposób (łopaty składają się ze sobą, ten rodzaj śruby po angielsku zwany folding prop). Z boku wygląda jakby śruba była rozłożona, ale jej opory względem jachtu są minimalne. Owszem – jest to dodatkowa powierzchnia mająca styk z wodą i podnosząca opory, ale sposób jej składania zmniejsza opory względem tradycyjnie składanych śrub o 30% (tak deklaruje producent śruby – Jprop). Dla zainteresowanych polecam wpisanie feathering prop i folding prop w wyszukiwarkę i głębsze postudiowanie różnic i korzyści.”

Mam nadzieję, że badaczom śrub to wyjaśnienie będzie przydatne. Ja jutro w południe wylatuję do Charleston, więc odezwę się pewnie dopiero w poniedziałek jak dojdę do siebie. No i mam nadzieję, że niedługo potem Operon również się tam pojawi. Tyle na razie, pozdrawiam wszystkich, MJ.