Trochę historii … okiem Richarda Konkolskiego

Oto fragmenty listu jaki kilka dni temu dostałam od dwukrotnego uczestnika regat BOC (pod tą nazwą, a później pod nazwą Around Alone odbywały się początkowo regaty VELUX 5 OCEANS), Richarda Konkolskiego. Przytaczam tu fragmenty moim zdaniem interesujące dla wszystkich, którzy nie tylko śledzą bieżący wyścig  ale również mają zacięcie historyczne …

Ponieważ Richard Konkolski jest pochodzenia czeskiego, startował pod banderą USA a do mnie pisze po polsku, w większości tekstu zostawiłam oryginalną składnię wstawiając tylko polskie znaki. Andrzeju, wielkie dzięki za namiar na Richarda i inicjatywę w tej sprawie!

„Dzień dobry,

(…) Regaty BOC powstały na bazie regat OSTAR. (…) Chyba w roku 1978 albo 79,  w tawernie na Bermudach solowi żeglarze gadali na temat samotnych regat dookoła świata – tylko gadali.

Amerykanin Dawid White był tam również. Dawid budował jacht na OSTAR 1980, ale nie zdążył na czas i w regatach nie wystartował. Potrzebna mu była impreza do wykorzystania jego nowego jachtu. Dawid kolegował się z Jimem Rossem, dyrektorem mariny na Goat Island w Newport, gdzie była meta OSTAR 1980. (Właśnie tam ja zakończyłem swój trzeci start, moja Nike II była dużym jachtem – 44 stop, dobrze zaopatrzonym w dobre jedzenie i rum, i debaty na temat regat dookoła świata kontynuowano na pokładzie Nike II.) Dawid miał pomysły, Jim marinę do przygotowania i startu, nie mieli wszak sponsora. Wtedy ja się dołączyłem, obiecałem że wystartuję i że funduję nagrodę dla pierwszego.

Potem dwa lata pracowałem w Szczecinie nad przygotowaniem Nike II. Czeski rząd mi nie dal zezwolenia do startu i tak pojechałem na start pierwszego BOC bez zezwolenia, z całą rodziną. Nie było to łatwe bo w Polsce był stan wojenny. W każdym bądź razie dobiłem dziesięć dni przed startem do Newport i z nagrodą (ładny dzwon z mapą świata na powierzchni i z trasą BOC). Wtedy też Anglik Richard Broadhead poprosił koncern BOC o sponsoring i BOC odmówił indywidualnej prośbie ale został generalnym sponsorem całej imprezy.

Ja wystartowałem w regatach bez jedynego centa. Nike była załadowana zapasami, jedzeniem na dwa lata, i wszystkim możliwym. Prowadziłem pierwszy etap około 4000 mil, ale wpadłem do ciszy i ostatni mnie wyprzedzili. W Kapsztadzie sobie uszkodziłem kręgosłup i w gorsecie wystartowałem pięć dni później. Za dziesięć dni bylem na drugim miejscu, zrobiłem wywrotkę i musiałem zmienić kurs na Fremantle. Jak dobiłem do Sydney, ostatni już byli na trasie trzeciego etapu. Wystartowałem osiem dni za nimi, ale i tak wygrałem swoją klasę i ostatni etap. Na koniec byłem trzeci i pobiłem szereg światowych rekordów. Po regatach zostałem z rodziną w Stanach.

Pierwsze regaty były bardzo specjalne. Były to regaty zawodników, o których się wszyscy starali. Na przykład wszyscy zawodnicy mieli w porcie etapu za darmo śniadanie. Każdy był zabiegany i nie miał czasu, ale przynajmniej raz dziennie byliśmy wszyscy razem, organizatorzy mogli łatwo przekazać informacje a koszt śniadań był w porównaniu do kosztów imprezy zerowy.

Organizatorzy w miastach etapowych również zapewniali zawodnikom zakup zaopatrzenia na następny etap w jakimś dużym supermarkecie. Zakupy były darmowe. Zapasy kupowaliśmy wszyscy razem, w obecności telewizji. Wydatki były zerowe (10 zawodników po 200 dolarów każdy) a sklep miał bardzo dobrą reklamę w TV za minimalny koszt. Oczywiście kosztowało to wiele wysiłku ze strony organizacyjnej.

Tego już nie było w następnych regatach. Tam najważniejszy był sponsor i było to więcej i więcej widoczne w każdych następnych regatach. Według mojego zdania organizatorom szło o to aby na liście było jak najwięcej zawodników, żeby przyciągnąć uwagę publiczności, potem jakieś wypadki, żeby uwagę utrzymać i jak najszybciej mieć jachty na mecie i szybko regaty zakończyć.

Pierwsza idea była taka, żeby wszyscy mogli brać udział, później organizatorzy wyeliminowali małe i średnie jachty, żeby nie czekać za długo po dojściu pierwszego. Organizatorzy również szukali wygody finansowej. Jak miasto Newport nie było w stanie wyłożyć finansów, to start czwartych BOC się przeniósł do Charleston. Jak tam się mieszkańcy przekonali o tym, że jest potrzebna ich pomoc i praca, ale do pochwał i ceremonii wręczenia nagród są inni, wtedy ich entuzjazm osłabł, a w następnych regatach nawet rozdanie nagród się odbyło na schodach ratusza. Regaty wróciły do Newport. Potem następne zmiany i dzisiaj Francja. Według mnie to już nie te regaty. Prawda, że to regaty samotników wokół świata, ale nie oryginalne Around Alone albo BOC Challenge.

To jakby ktoś startował na 100 metrów i biegł z górki i chciał porównywać rekord czasowy. To po prostu inne regaty i ja osobiście tracę zainteresowanie bo tradycja jest precz. To jest to samo, jakby zmienić bieg na 100 m na bieg na 90 metrów i potem mówić o nowym rekordzie świata. (…) Organizatorzy zabili tradycję. Przecież nie jest ważne, że regaty muszą być co cztery lata. Czasami mogą być co sześć jak nie ma sponsorów. America’s Cup też nie ma stałej daty. Nawet olimpiady miały czasami większą przerwę. (…) Dla mnie regaty w tradycyjnej formie są zakończone i nie zbieram dalszych materiałów – bo to inne regaty. To jest moje zdanie na ten temat.

Niestety nie znam osobiście Gutka, chyba go nigdy nie spotkałem. Nie wiem. W każdym bądź razie trzymam za niego wszystkie kciuki. Życzę mu pomyślności, szczęścia i wspaniałego miejsca w tych nowych regatach. Serdecznie go pozdrawiam. Oczywiście go będę obserwował jako samotnika, sportowca i Polaka.

Have a very nice day,

Richard Konkolski”

Strajki we Francji i spokój na Biskajach

Wczoraj rano wyjechałam z La Rochelle. Port, tak pełen jachtów i kolorów, opustoszał. Z powodu strajków we Francji (na dziś zapowiadany był strajk generalny) wyjazd z tego kraju stanowi pewien kłopot dotyczący wszystkich, którzy pracowali przy organizacji regat. Od tygodnia w La Rochelle nie można było zatankować benzyny. Ekipy fotograficzne i część osób, które samochodami przyjechały z Anglii wciąż są na miejscu, bo nie ma jak napełnić baku. Mi udało się wczoraj wyjechać, ale nawet TGV nie jeździło zgodnie z rozkładem a samoloty miały kilkugodzinne opóźnienia. Boję się myśleć, co się tam dzisiaj dzieje – część osób na pewno utknęła na lotniskach.
W takim chaosie normalne funkcjonowanie umożliwia tylko życzliwość ludzi – niezwykła wprost dla kogoś z Polski. Na dworcach i lotniskach obsługa uprzejma nie tylko w zakresie „dziękuję” i „dzień dobry” ale również kompetentna i po ludzku miła, co rzadko się zdarza w kraju nad Wisłą. Zaskakujący jest również ruch samochodowy. Nikt się nie spieszy, nikt nie trąbi, piesi wchodzą na ulicę niezależnie od koloru światłą, autobusy ustępują rowerzystom, żadnej agresji i wyprzedzania z prawej strony na lewy pas. Dotyczy to nie tylko La Rochelle będącego starym miastem na wybrzeżu ale też Paryża, przez który wczoraj dwie godziny w korku przebijałam się na lotnisko CDG.
Dzisiaj pierwsze połączenie z Gutkiem na pokładzie Operon Racing – na Biskajach spokojnie, co niezwykłe o tej porze roku, dzisiaj powinien minąć Finisterre. Pytany o start powiedział, że spóźnił się 20 sekund … potem wywołał komisję regatową na UKF z pytaniem co się dzieje, bo jakoś pozostali zawodnicy nie spieszyli się do przekroczenia linii. Prędkość 13 węzłów, kurs 209.

No i już

Kilka ostatnich zdjęć z portu. Za nami już emocje pożegnania. Trudno opisać,  jak wszyscy pracujący przy organizacji regat zżyli się z zawodnikami. Jachty na wodzie – trzymajmy kciuki żeby wszyscy szczęśliwie i szybko dotarli do portu.

Ostatnie przygotowania

Gutek nosił żagle z ekipą odwiedzających go polskich dziennikarzy, Brad Van Liew pakował jedzenie, Chris-Stanmore Major wisiał na górze a Dereka Hatfielda nigdzie nie mogliśmy znaleźć. Bullens oklejał jacht.