Serial dokumentalny o regatach Velux 5 Oceans – już niebawem

Uwaga - to jest tylko zrzut ekranu, aktywny link poniżej

A więc to już oficjalne – serial, o którym wspominałam tu kilkakrotnie, i z którego powodu miałam okazję obejrzeć kawałek Londynu, czyli trasę z lotniska Heathrow do studia North One TV i z powrotem –  już gotowy. Zwiastun można obejrzeć tutaj: http://www.northonetv.com/?p=sports&toppage=velux&sect=1.

Emisja na Discovery tej jesieni – jak tylko będą znane szczegóły czasowe, dam znać. Jestem w trakcie sprawdzania, czy któraś z polskich telewizji zakupiła ten film (nieoficjalnie słyszałam, że tak, ale rzetelność nakazuje potwierdzić – poza tym byłoby super mieć go w polskiej wersji językowej).

A więc – osiem sześćdziesięciominutowych odcinków opowiadających o regatach Velux 5 Oceans 2010-11, samotnym wyścigu dookoła świata. Jednym z pięciu bohaterów jest oczywiście Zbigniew „Gutek” Gutkowski, a ponieważ jak pamiętamy borykał się (zwycięsko) z licznymi awariami, więc jest jednym z bohaterów główniejszych . Film kręcony w portach etapowych przez profesjonalną ekipę filmową, która towarzyszyła zawodnikom wszędzie, oraz zmontowany z materiałów filmowych, których dostarczyli sami zawodnicy z pokładu. Jak mówili mi chłopaki w studio North One, oprócz CSM, który dostarczył bardzo dużo świetnych ujęć i opowiadał do kamery naprawdę wszystko, drugim ich ulubionym skiperem był Gutek, który nie tylko kręcił to, na czym im najbardziej zależało i o co go prosili przed każdym etapem, przyklejając kartkę w kabinie, ale też kręcił dużo z własnej inicjatywy i  naprawdę dobrze mu to wychodziło.

Niesamowite ujęcia, szczere maksymalnie zwierzenia – szczególnie w przypadku Chrisa – oraz po prostu fajny film, a takich o żeglarstwie mamy mało. Bardzo polecam !!!

Wydawca poszukiwany

Mam w domu książkę. Bardzo fajną książkę. Książkę o kompletnym wariactwie, zakończoną jednakowoż happy endem pomimo tego, że w trakcie lektury włos się jeży na głowie. Otóż osiemnastolatka wyrusza na jachcie – 26 stóp (brrrr) – w rejs dookoła świata. Z przystankami. Sprawcą i organizatorem rejsu jest jej ojciec, który uważa, że w ten sposób dziewczyna nauczy się czegoś. A na pewno żeglowania. Bo przed rejsem ma na to raczej mało czasu. Opisy tego, co się po drodze wydarza, jakie błędy popełnia i jakie przygody ją spotykają, to smak tej książki, napisanej prosto i sympatycznie. Moim zdaniem bardzo fajnie by było mieć ją w księgarniach po polsku – oczywiście to książka niszowa, ale z gatunku tych, co powoli, niemniej systematycznie się sprzedają. O realizacji marzeń, dla żeglarzy (którzy będą w stanie zauważyć, że ten pomysł był kompletnym szaleństwem, a jednak się udał) oraz dla nie-żeglarzy, którzy po prostu przeczytają to jak książkę podróżniczą. Ja bardzo polecam, chętnie też przetłumaczę na polski, ale póki co – szukam wydawcy dla tego projektu. Ktokolwiek wie cokolwiek, niech da znać :)

Dodatkowym kontekstem jest jak najbardziej współczesna i nieoficjalna rywalizacja (oficjalnie nie ma takiego rekordu, właśnie dlatego, żeby nie było tego rodzaju współzawodnictwa) o to, kto będzie najmłodszym żeglarzem który opłynie świat dookoła. Kilka rejsów już się odbyło, na pewno kilka się jeszcze odbędzie. Ten był chyba jednym z pierwszych, na całe szczęście udanym, bo w czasach bez GPS było to jednak znacznie trudniejsze niż teraz …

tytuł: Maiden Voyage / autorka: Tania Aebi

P.S. niniejszym dziękuję koledze Robertowi, który w Charleston dał mi tę książkę w prezencie – naprawdę jest świetna.

Czym można się emocjonować tej jesieni – regatowo

La Rochelle, kilka dni przed startem V5O, październik 2010, fot. MJ

Ponieważ zbliżają się jesienno-zimowe wieczory, a niektórzy uzależnili się od oglądania pozycji jachtów na różnych mapach (no ja to jestem uzależniona od dobrych kilku lat, jak policzyłam to wyszło mi już więcej niż dziesięć) – więc polecam lekturę. Jest na co zwrócić uwagę. Postaram się na bieżąco, w miarę możliwości, komentować różne duże regaty tego sezonu zimowego, wybrane subiektywnie rzecz jasna. Tym razem, oprócz regat dookoła, interesują mnie również dwa transatlantyki. A więc po kolei.

Po pierwsze – Mini Transat. Normalnie bym się zainteresowała jedynie czysto zawodowo, ale tym razem w regatach Mini płynie Polak, Radek Kowalczyk. Ma za sobą sześcioletnią budowę jachtu w garażu oraz wyścigi kwalifikacyjne w tym roku. Udało mu się również już trochę przebić do mediów – mówcie co chcecie, ale moim zdaniem Facebook jest potęgą. Okej, budżet Mini to nie Vendee Globe, ale znaleźli pieniądze w przedostatniej chwili. Gratulacje. Oczywiście, żeby szukać kasy, Radek musiał mieć za sobą niełatwe kwalifikacje – no ale na to miał zabezpieczone własne środki oraz dużą determinację w spełnianiu marzeń. Do Mini trzeba determinacji moim zdaniem naprawdę sporo, bo żeby łódką 6,50 metra przez Atlantyk jechać … Stawka liczy 80 jachtów, we Francji to kultowa impreza tak jak regaty Solitaire du Figaro. Więcej o wyprawie Radka można czytać na bieżąco tutaj: http://calbudteam.com.pl/aktualnosci/. Start 25 września, z La Rochelle zresztą, stąd zdjęcie. Oficjalna strona to chyba ta: http://www.charentemaritime-bahia.transat650.net.

Tego samego 25 września, tylko z Majorki, rusza II edycja Global Ocean Race. Regaty na jachtach 40-stopowych (Class 40), dwuosobowe, dookoła świata. Całkiem przypadkiem trasa prawie dokładnie ta sama co Gutkowe VELUX 5 OCEANS – jedyna różnica to port startu, w tym przypadku Majorka. Dalej Cape Town, Wellington, Punta del Este, Charleston i meta. Zgłoszonych jest sześć załóg, z czego nazwiska bardziej znane to Miranda Merron i Ross Field. Jeden z jachtów pojedzie w dopuszczonej przez organizatorów opcji „team” czyli zmiana skipera po każdym etapie. Hm. No zobaczymy jak im się to potoczy. Dla chętnych linka: http://globaloceanrace.com.

29 października startuje Volvo Ocean Race. Czyli załogowo, etapami, dookoła świata, cały czas na maksa. Na każdym jachcie jest załogant ds. komunikacji i mediów – robi zdjęcia, filmy, pisze relacje, ale nie wolno mu pomagać w pracach na pokładzie ani w prowadzeniu jachtu. Jest to czasami męczące dla tych, którzy są na liście prasowej – codziennie kilka tekstów z każdej łódki w poprzedniej edycji sprawiało, że napisanie rzetelnej analizy wyścigu wymagało mrówczej pracy.  No ale w końcu VOR jest co trzy lata, więc można jakoś to ogarnąć. W tym roku jadą przez RPA, Emiraty Arabskie, Chiny, Nową Zelandię i USA z powrotem do Europy. Zaczynają i kończą w Alicante. Od początku października powinna tam już być Ainhoa Sanchez – nie jest oficjalnym fotografem imprezy, ale na pewno będzie zdjęcia robić przed startem. Za to w biurze prasowym siedzi – i pisze – Will Carson, który w VELUX 5 OCEANS był „pisaczem” informacji prasowych po angielsku. (Przeprowadził się właśnie do Hiszpanii z tej okazji.) Mamy więc wtyczkę w centrum dowodzenia. Silne składy załóg, Gutek obstawia bardziej PUMĘ, ja bardziej GROUPAMĘ. Siedem zgłoszonych ekip, sześć potwierdzonych jak na razie i prawdopodobnie tak już zostanie. Więcej tu: http://www.volvooceanrace.com.

Dalej  30 października i Transat Jacques Vabre. Czyli przez Atlantyk, dwuosobowo, ale w doborowym towarzystwie. TJV to regaty z ogromną tradycją i bardzo liczące się w kalendarzu. Krótkie, ale „warto tam być”.  W klasie IMOCA 60 zgłoszonych 12 jachtów, w klasie 40-stopowej 13, wielokadłubowców 50-stopowych na razie cztery. No i co tu kryć – tylko dwie załogi są nie-francuskie i dwie mieszane. To daje pewne pojęcie o skali zainteresowania różnymi wyścigami w różnych krajach … http://www.jacques-vabre.com

„Owocna współpraca” – 3 relacja z Tolkmicka

Tekst Pawła Gronowskiego – organizatora „zamieszania” w Tolkmicku.

Plus różne bonusy w linku poniżej – zapraszam do lektury :)

Fot. Paweł Gronowski

Nie wiem, dlaczego tak jest, że kiedy ktoś osiągnie coś wyjątkowego, np. kiedy ukończy ważne regaty, albo odbiera Oscara, to podsumowując swoje osiągnięcia, przede wszystkim dziękuje. Ja też chciałbym dzisiaj przede wszystkim podziękować.

Mimo że od naszego spotkania z Gutkami w Tolkmicku minęły już ponad dwa tygodnie, emocje i „pozytywne wibracje”  ciągle pozostają na wysokim poziomie, a w głowie często przesuwają się obrazy wspomnień.

Kiedy pod koniec regat V5O, wiedziony niczym nie uzasadnionym impulsem, po raz pierwszy napisałem do Milki maila z  pytaniem, z kim najlepiej załatwiać spotkanie z Gutkiem, tak naprawdę nie wierzyłem że się uda. Potem byłem miło zaskoczony serdeczną, otwartą postawą Elizy Gutkowskiej, która jako „szefowa” kalendarza Gutka, zaproponowała termin. Kiedy dogadaliśmy się z Melonem co do miejsca i „rozkładu jazdy”, machina ruszyła.

Jak pisał Tomek – Melon we wcześniejszym wpisie na http://www.polishoceanracing.com.pl, wiele osób przyczyniło się do tego żebyśmy świetnie się czuli i dobrze bawili w Tolkmicku. Ja, chciałbym osobno podziękować paniom Anicie i Helenie (nie wiem czy mogę ujawniać nazwiska?) z wydawnictwa OPERON, które w niezwykle profesjonalny  sposób przesłały nam ogromny karton „OperonRacing’owych” gadżetów: koszulek, czapek, balonów, breloczków itp., oraz Pani Laurze Godek z firmy LYOFOOD, która z wielkim poświęceniem nadesłała nam dosłownie na kilka godzin przed rozpoczęciem pikniku partię żywności liofilizowanej do degustacji. Gadżety Operon Racing posłużyły nam jako nagrody w konkursie wiedzy o regatach V5O i Gutku  (Kasia, wielkie dzięki i szacun za przygotowanie i poprowadzenie konkursu), a dzięki degustacji żywności Lyofood, mogliśmy przez moment poczuć się jak Gutek na oceanie południowym.

Warto było przejechać te 350 km, żeby poznać „na żywo” ludzi z którymi przez 9 miesięcy łączyły nas wspólne przeżycia: stany obawy i troski, kiedy samoster zawodził, albo kil się odzywał przy Hornie, oraz nie do opisania stany podekscytowania,  euforii i dumy kiedy Gutek wygrał te 40 sekund z Chrisem. Eliza opowiadała o tym momencie niesamowite historie, jak to naprawdę było. Po prostu totalny odjazd.

Prawdę mówiąc, w Tolkmicku było zupełnie inaczej niż wspólnie z Tomkiem zaplanowaliśmy. Pogoda, podobnie jak podczas regat nie dała się ustawić na sztywno i  dała nam nieźle w kość. (Tomek stoczył wielogodzinną walkę z kilkusetmetrowym przedłużaczem (który notorycznie zamakał), żebyśmy mieli jak utoczyć z kegów bursztynowego trunku. Mieliśmy zatem okazję sprawdzić się w extremalnych warunkach. Dzięki temu nasze relacje zbudowały się błyskawicznie i mam nadzieję, że rozwiniemy je realizując kolejne fajne pomysły, które już zakiełkowały w naszych głowach.

Zdjęcia na http://www.youtube.com/watch?v=4FsJ-9S3kqs

Z pozdrowieniami dla wszystkich,

Pawelnvg