Marina w Świnoujściu

Dla tych, którzy odliczają czas do wakacji, w ramach relaksu po emocjach VOR – marina w Świnoujściu. Gdyby kogoś jeszcze męczył talent i chciał przysłać coś ładnego znad morza albo znad jeziora, zapraszam, prosząc jednocześnie o małe pliki.

Foto Jan Gawroński, pozdrawiam i dziękuję :)

Hiszpański pech

Dwa lata przygotowań i prawie rok w morzu. Awaria steru w 8 etapie VOR oznacza dla Hiszpanów koniec marzeń o zwycięstwie. A było tak blisko … / Fot. Diego Fructuoso/Team Telefonica/Volvo Ocean Race

„Właśnie straciliśmy szansę na wygranie regat dookoła świata” – przyznał dziś rano Iker Martinez. „Ponad dwa lata pracy poszły precz w przeciągu zaledwie kilku minut” – dodał hiszpański kapitan. Telefonica płynie do portu w Lorient, ale powoli, ze względu na kłopoty ze sterem.
Wczoraj w nocy Hiszpanie uzyskali niewielką przewagę nad Francuzami po wykonaniu zwrotu przez rufę i obraniu kursu prosto na metę w Lorient. Było to ukoronowanie całodziennej walki o powrót na pierwsze miejsce po wcześniejszej konieczności zredukowania prędkości i wymiany uszkodzonej prawej płetwy sterowej. Niestety po zwrocie płetwa została uszkodzona ponownie.
„Zwrot robiliśmy przy wietrze 40-45 węzłów” – opowiada oficer wachtowy Pepe Ribes. „Po zwrocie było bardzo trudno, musieliśmy zmieniać żagle, w tym momencie przyszła duża fala, zrobiliśmy chińską rufę i ponownie złamaliśmy prawą płetwę. Całą noc płynęliśmy bez grota, tylko na foku, a teraz najbardziej zależy nam na  bezpiecznym dotarciu do Lorient. Mamy nadzieję, że to się uda bez dodatkowych kłopotów.”

Finisz dziś wczesnym popołudniem, ok. godz. 12-14 polskiego czasu.

Zwrot, jaki musieli wykonać wszyscy przed odłożeniem się na kurs na metę, w panujących warunkach nie był banalny. Stu Bannatyne z pokładu Campera tak go podsumowuje: „Była to jedna z najtrudniejszych ruf, jakie zrobiłem w całym moim życiu. Wyjście z tego bez szwanku było prawdziwą ulgą.”

Teraz wygląda na to, że nikt nie odbierze zwycięstwa Groupamie (przewaga ok. 20 Mm nad resztą), a Puma, Camper i Azzam będą walczyć o miejsca na podium dosłownie na centymetry. Francuzi  wpływający na prowadzeniu do portu w Lorient na pewno będą witani jak bohaterowie. Ale Hiszpanów szkoda…

Najgorsza pogoda za nimi, meta już za kilka godzin / http://www.volvooceanrace.com

Na maksa i bez trzymanki

Wszyscy pędzą powyżej 20 węzłów. Ciekawe, czy komuś uda się pobić aktualny rekord dobowy 596.6 Mm? Finisz zapowiadany jest na jutro rano, ok. 10.00 UTC.

Warunki do bicia rekordów … / Fot. Yann Riou/Groupama Sailing Team/Volvo Ocean Race

Najlepiej sytuację opisuje Ian Walker z pokładu Abu Dhabi: „Wczoraj w nocy wskaźniki pokazały nam rekordowe prędkości w tych regatach. Ponieważ jesteśmy na 5 miejscu, nie mamy nic do stracenia, więc zdecydowaliśmy się przycisnąć tak mocno jak się tylko da. Chwilowe prędkości osiągaliśmy w granicach 40 węzłów a średnie powyżej 20, więc liczyliśmy na to, że odrobimy trochę mil do czołówki.

Ale niestety – flota jest bardzo mocna, na tyle, że chociaż jechaliśmy maksymalnie jak mogliśmy, wciąż traciliśmy mile do liderów. Wydaje się, że nikogo nie powstrzyma żadna myśl o awarii i wszyscy cisną tak samo jak my!

Pomimo tego całego walenia i tłuczenia jak na razie wszystko w porządku. Zwolniliśmy jedynie na około 20 minut żeby wymienić sterociąg, który wykazywał oznaki zużycia. Wymiana zerwanego sterociągu nie byłaby fajna przy tych prędkościach. Jeżeli wszyscy zostaną w jednym kawałku, wygląda na to, że wyścig rozegra się dzisiaj w nocy – wygra ten, kto w najlepszym miejscu i momencie zrobi rufę, a rufa przy wietrze powyżej 40 węzłów nie jest manewrem prostym. Chwilowo życie na pokładzie nie jest przyjemne. Ani jedzenie ani spanie nie jest proste, ale pocieszamy się, że jak dobrze pójdzie to już jutro będziemy w Lorient.”

Jak widać, wszyscy jadą z niżem, a żeby odłożyć się na kurs do Lorient trzeba jeszcze trochę poczekać a potem zrobić zwrot przez rufę. / http://www.volvooceanrace.com

Od wczoraj kolejność czołówki zmieniała się kilka razy, Groupama spadła z pierwszego na trzecie z powodu awarii (zablokował im się grot) ale dzisiaj od rana mozolnie odrabiali stratę i znów prowadzą. Chociaż naprawdę trudno obstawiać zwycięzcę, bo warunki są bardziej surwiwalowe niż racingowe, ale to w końcu jest VOR a nie jakieś podrzędne wyścigi …

GEMINI 3 płynie do Europy

Poniżej komunikat jaki właśnie dostałam – same dobre wiadomości.

Przed wodowaniem. / fot. archiwum – Paszke360.com

13 czerwca 2012
Rio Gallegos – Argentyna, Warszawa – Polska
Dotyczy: s/y GEMINI 3

W środę, 13 czerwca 2012, jacht GEMINI 3 opuścił Patagonię i wody terytorialne Argentyny i skierował się ponownie w kierunku Europy. Tym samym zakończyła się trwająca 5 miesięcy batalia sądowa związana z zatrzymaniem polskiego jachtu w porcie Rio Gallegos w prowincji Santa Cruz – w celu zabezpieczenia pokrycia rzekomej akcji ratunkowej miejscowej firmy holowniczej. Jak potwierdziły niezależnie orzeczenia sądów argentyńskich II i  III instancji …”zatrzymanie było nieuprawnione” …” powiadomienie o roszczeniu było niezgodne z prawem..”, a firma holownicza nie prowadziła działań o  ..” żadnych znamionach akcji ratowniczej..”.Jednocześnie jak udowodniono wobec władz argentyńskich – wszystkie koszty naprawy i pobytu jachtu GEMINI 3 i jego załogi w porcie Rio Gallegos oraz opłaty urzędowe zostały uregulowane zgodnie z otrzymanymi fakturami.
Jacht na początku stycznia 2012, w trakcie próby pobicia rekordu prędkości w samotnej żegludze dookoła świata ze wschodu na zachód, został uszkodzony poniżej linii wodnej, co zmusiło Romana Paszke do szukania schronienia dla jachtu w najbliższym porcie, w okolice którego dotarł o własnych siłach,  po ponad dobie samotnych zmagań na morzu. Holowanie lokalnej firmy pilotowej dotyczyło ostatnich 8 mil i odbywało się w sposób kontrolowany na spokojnej wodzie. Po naprawie jacht był gotowy do dalszej żeglugi już po 4 tygodniach, ale wtedy firma holownicza zażądała – jak to udowodniły argentyńskie sądy – bezprawnego haraczu.

Po otrzymaniu decyzji Sądu  Apelacyjnego III instancji Commodore Rivadavia: „Natychmiast zwolnić katamaran Gemini 3”, do Argentyny wyjechała czteroosobowa załoga  i zdecydowano o jak najszybszym opuszczeniu portu i powrocie jachtu do Europy. Trzeba się spieszyć, bo na półkuli południowej zaczyna się zima i temperatury spadają już poniżej zera, a miasto Rio Gallegos ma rekordową ilość dni z wiatrem powyżej 100 km/h.

Na dźwigu. Dobrze, że tam mieli dźwig… / fot. archiwum – Paszke360.com

Port na rzece Rio Gallegos jest wyłącznie miejscem rozładunkowym i nie przystosowanym do postoju. Na rzece dwa razy dziennie panują pływy dochodzące do 10 metrów – co praktycznie uniemożliwia dłuższe stanie przy nabrzeżu, a ruchomych, pływających pomostów w tym rejonie nie ma. Dlatego kilka minut po zwodowaniu – jacht GEMINI 3 opuścił port i o własnych siłach pożeglował do ujścia rzeki  i wypłynął na otwarte wody południowego Atlantyku.

Roman Paszke: „Było to pięć miesięcy ciężkiej pracy na wielu poziomach, pięć miesięcy niepewności czy jacht nie ulegnie zniszczeniu. Ale dzisiaj już mogę i chcę podziękować za pomoc w tych trudnych chwilach i za naprawdę dobrą pracę zespołową – przede wszystkim  polskiemu Ministerstwu Spraw Zagranicznych a szczególnie minister Beacie Stelmach i jej specjalistom, a także Jackowi Bazańskiemu – Ambasadorowi Polski w Buenos Aires i konsul Joannie Adedo-Krajewskiej. Szczególne
podziękowanie należą się także polskiej Kancelarii Prawnej Whitestone Legal i jej szefowi mecenasowi Tymonowi Kulczyckiemu oraz argentyńskiej kancelarii prawnej Martiny Tiscornia, która reprezentowała nasze starania przed sądami argentyńskimi bardzo sprawnie i lojalnie. W negocjacjach pomagała także  Hanna Woysław, która ze swoją znajomością Argentyny (30 lat życia w Buenos Aires), optymizmem i polsko-argentyńskim temperamentem koordynowała prace organizacyjne na specyficznym terenie Patagonii. Dziękuję także za okazywaną na miejscu pomoc wszystkim dobrym ludziom z  Okręgu Rio Gallegos i Malwinas, a szczególnie potomkowi polskich emigrantów sprzed kilkuset lat – Pablo Hoćko. Dziękuję także naszym głównym sponsorom, którzy byli z nami – na dobre i na złe – Renault Polska i ENEA SA . Wreszcie dziękuję wielu kibicom, dostałem bardzo dużo listów i maili z serdecznym wsparciem. To naprawdę pomagało. To dzięki tym wszystkim staraniom oraz dzięki sprawnej pracy całego Zespołu GEMINI 3 – jacht został uratowany i obrał kurs na Europę..”

Paszke360.com

No i w drogę. Składu załogi organizacja nie podaje póki co. / Fot. archiwum – Paszke360.com