W KWESTII METY

Dzisiaj rozmawiając z Gutkiem pytałam go o to, jak jest ustawiona meta. Otóż z instrukcji żeglugi posiadanej przez niego na pokładzie Operonu wynika, że linią mety jest linia południka 174°48 E, a właściwie jej odcinek wyznaczony przez górny i dolny znak kursowy: 41°22 S / 41°26 N. Czyli około 5-6 mil przed wejściem do zatoki Wellington.

Jak pewnie wiecie, na Active House skończyło się prawie jedzenie i woda – więc pytam Gutka, czy ma co jeść. Zapewniał, że zabrał ze sobą dużo. Ma jeszcze nawet pół skrzynki jabłek i pomarańczy – w końcu nie płynął przez tropiki, więc owoce w całkiem dobrym stanie zniosły podróż. Stwierdził, że przy ciężarze jego łódki te parę kilo w jedną czy drugą stronę nie ma już znaczenia, więc nie oszczędzał.

Czas bardzo już mu się dłuży, chciałby być jak najszybciej w porcie. Ekipa Operon Racing jest już w Nowej Zelandii, jadą samochodem do Wellington. Mają też ze sobą nowy system autopilota – ale o tym innym razem napiszę :)

30 thoughts on “W KWESTII METY

  1. jestem ciekaw ile dodatkowego zachodu by było gdyby te aktualizacje były by powiedzmy co 3 godziny lub nawet częściej ??

  2. Ahoj Gutek i Gutkomaniacy :)
    Nie jestem członkiem środowiska żeglarskiego,a moje doświadczenia w tym temacie ograniczyły się do „REJSÓW JACHTEM MAK” po jez. Sępoleńskim 40l temu i namiastce wrażeń sztormowych w trakcie okrzesywania drzew na wys.15-20m w czasie wiatru.
    Jestem natomiast zafascynowany walką między zawodnikami i podziwiam ich zmagania z żywiołami oceanów.Śledzę na bieżąco wszystkie relacje i wpisy na tym blogu.Proszę jako laik o jak najwięcej wyjaśnień technicznych i pogodowych.
    Gutek go go go Pozdrawiam:)
    PS.Jakie są zależności między prędkością na wodzie,a prędkością nad dnem(nie mogę znaleźć w necie)?

  3. witam wszystkich,
    z moich wyliczeń wynika, że Brad będzie w Wellington za ok godzinę, czyli o 5 rano w Niedzielę wg lokalnego czasu. Gutek będzie na miejscu prawdopodobnie w pon rano czasu miejscowego. Tak niewiele brakowało do 1 miejsca! Ale walka jest przepiękna!
    Mam pytanie do MIlki-czy Gutek czyta naszego bloga? Fajnie byłoby nazwiązać z nim jakiś bezpośredni kontakt, np: jakiś mail do wszystkich, od czasu do czasu.
    NIe chcę narzekać, ale jakiś czas temu wpisałem sia na bloga Brada – z zanczeniem, że oczywiście kibicuje Gutkowi- i po paru dniach dostałem odpowiedź na mój post – to naprawdę niesamowite dostać maila od kogoś na Południowym Oceanie. Myślę, że to jest klucz do popularyzacji żeglrastwa Polsce. Bezpośredni kontakt wielkich żeglarzy z mniejszymi pływakami.

    • No więc wiem, że Gutek zagląda, ale czy czyta dokładnie, trudno mi powiedzieć, mówił, że oglądał mapki Krzysztofa ostatnio. Wiem, że zagląda na facebooka, bo łatwiej mu się otwiera. Trzeba przyznać, że strona regat ze względu na te wszystkie animacje flashowe nie jest „lekka”, a Gutek ma ograniczony transfer (tzn. prędkość dobra, tylko szybko kasa ucieka jak sam twierdzi; śledzi uważnie Barcelona World Race no i pogodę …). Spróbuję go może namówić, żeby się tu od czasu do czasu pojawił – no albo właśnie napisał maila do zebranej tu grupy, która się jak widzę rozrasta i pozytywnie nakręca :)

      • Pewnie że byłoby fajnie, gdyby Gutek coś do nas napisał, jednak pewnie się wszyscy zgodzicie, że

        lepiej żeby w czasie jazdy on raczej jazdą się zajmował, a mejle to z Wellington jutro wysyłał.

        POzdrawiam wszystkich i też się denerwuje że te aktualizacje nie są co chwila, tylko co aż 6 godzin.

        Paweł

  4. W ostatnim e-mailu do mnie Gutek napisał:
    JUZ PRAWIE DOBE WALCZE ZE ZMIENNYMI WARUNKAMI, SILA I KIERUNEK WIATRU JAK NA JEZIOROWEJ KARUZELI!
    KILKA RAZY SIE REFOWALEM 30 KN I PO CHWILI 5-7KN.
    K…A!!! TO SAMO CO NA MORZU TASMANA. SZKWALY SA JAK Z PIEKARNIKA, GORACE.

    TO TRZEBA ZOBACZYC.
    I tak może być do mety. Ale postawa polskiego żeglarza znakomita. W tekście Gutka widzę ten lwi pazur, który tak imponuje organizatorom.
    Wracając do wspomnień chciałem przypomnieć postać pierwszego Polaka, który opłynął świat dookoła; kpt. Władysława Wagnera. Wyjątkowo niezłomny żeglarz.Swój rejs rozpoczął w lipcu 1932 roku w Gdyni na pokładzie jachtu Zjawa, a zakończył we wrześniu 1939 w angielskim porcie Great Yarmouth na jachcie Zjawa III. Dwukrotnie zmieniał jacht; do ostatniego wykupił kawał lasu (dżungli) w Ameryce Płd aby zdobyć drewno na kadłub. Własnoręcznie (z pomocnikami) zbudował jacht Zjawa III i dokończył swój rejs. Wyjątkowa postać. Wielkiego żeglarza poznałem w 1990 roku w Winter Park na Florydzie. Ostatni raz spotkałem się z kpt. W. Wagnerem w maju 1992 roku kiedy wręczałem mu dzwon okrętowy od polskich żeglarzy. Z powodu nieprzejednanej wrogiej postawy do komunistów zapomniany w latach powojennych. Odsyłam do książek ‘Podług słońca i gwiazd’ W. Wagner – wydanie przedwojenne (po wojnie nie wznowione z wiadomych względów) i ‘Pod żaglami dookoła świata’ Anna Rybczyńska wyd. 1993 własnym sumptem przez autorkę. Przyszły rok będzie rokiem Kpt. W. Wagnera; 100-lecie urodzin, 80-lecie rozpoczęcia Wielkiego Rejsu, 20-lecie śmierci Wielkiego Żeglarza (zmarł 15 września 1992). Wyjątkowa postać. I zapomniana – celowo.
    Andrzej W. Piotrowski
    Chicago

    • Panie Andrzeju, Dziękuję (my) za tę relację i Pana wspomnienia :) to bardzo cenne, i to, że się Pan z tym zechciał podzielić :) . Też troszkę czytałam o kpt. Wagnerze, niesamowicie mi zaimponował, właśnie tym, że się nie poddał, po kolei jego jachty padały, ale jego duch był silniejszy od tego. Zjawa I, Zjawa II i w końcu Zjawa III (o karczowaniu dżungli nie wiedziałam i dziękuję za te słowa), Teliga też o nim wspomina – o książce też „Podług słońca i gwiazd”, ciężkie czasy powojenne (z jakich względów wiadomo), tak sobie myślę, że żeglarstwo łączyło ludzi mimo to, i poza Polską na oceanach liczyło się coś innego. John Sowden, Amerykanin, który w tym samym czasie płynął na „Tarminie” też dookoła świata nie patrzył na Telgię przez pryzmat „żelaznej kurtyny”, gdy pewnego razu OPTY było zagrożone wysoką falą w porcie, pierwszy popędził go ratować. Ta ludzka, czysta solidarność żeglarska jest, powinna być według mnie najważniejsza. Nie pamiętam tych złych czasów gdyż jeszcze mnie na świecie nie było, ale staram się wczuć w to co się działo wtedy, rozpoznać ludzkie wrażenia, dążenia, cele i idee, w które wierzyli, a które ginęły na ich oczach. Trudne czasy, smutne czasy (ostatnio przesiedziałam godziny w Muzeum Powstania Warszawskiego – rycząc nad tym wszystkim, co widziałam). Ale są wartości, które nie przemijają – prosta radość ze zdrowego współzawodnictwa, szum wiatru gdzieś w wantach, potrzeba odkrywania swoich własnych granic wytrzymałości. Ważne żeby podtrzymywać pamięć o tych niezwykłych ludziach – Mam nadzieję, że nie zapomnimy o kpt. Wagnerze, kpt. Telidze, jak i kobietach (bo trochę się buntuję ;) (Nataszy Caban – choć to obraz naszej żywej rzeczywistości:) podobnie jak o innych postaciach, które wbrew przeciwnościom doszły do tego, co sobie zamierzyły. W sumie na naszych oczach w tej chwili też tworzy się historia :) kpt. Gutkowskiego :) Wow. Wybaczcie, bo ja to się lubię rozgadać ;) – obiecuję już nic nie mówić. No trochę bardziej się streszczać ;) A tymczasem nadal śledzę poczynania Polaka w regatach Velux 5 Oceans :) Jeszcze troszkę i zasłużona META DRUGIEGO ETAPU – Wellington. Pozdrawiam Wszystkich Kibiców :0) Zwyczajnych-Niezwyczajnych co tam na pewno NADZWYCZAJNYCH Ludków :):):)

  5. czy nie można pokazać na mapie linii mety tak jak pokazane były bramki ??
    bo same podanie „cyfrowe” linii mety nie dla każdego jest wyobrażalne …

    pozdrowienia dla wszystkich kibiców …

  6. Fajnie że podajecie linki do różnych miejsc gdzie można zobaczyć to samo ale w innej wersji, można zweryfikować prognozy, oraz za wszystkie komentarze pogodowe. Gapiąc się w raceviwera przez 6 godzin można kota dostać.
    Panie Krzysztofie dzięki za zmianę częstotliwości Pana komunikatów.
    Gutek !!!!

  7. Zajrzałem na Marine weather i wygląda na to, że Gutek od rana jedzie na 20-25 węzłowym wietrze. A to oznacza, że jego prędkość mogła wzrosnąć do kilkunastu w. Oto link do zrzutu mapy: http://screenshooter.net/data/uploads/eemxwurbu8ngizy.jpg Na kolejne godziny wiatr będzie ok. 25 i będzie odkręcał na półwiatr! Czyli coraz szybciej…
    Ech, żeby tak w Cieśninę Cooka dmuchnęło w drugą stronę, żeby tak był już przy drugim cyplu… Gutek! Gutek!

  8. Co do odległości podawanych w raceviewerze (co za śliczna nazwa – czy nie mogłoby być po prostu „mapa”?) to pomierzyłem przed chwilą w google earth i wyszło mi że Brad ma 130 mil a Gutek 305 licząc po trasie łamanej. W okienku „ranking” na mapie jest odpowiednio 100 i 305 mil co odpowiada mniej więcej trasie po prostej od aktualnej pozycji do celu. Swoją droga to ciekawe, jak często uaktualniana jest pozycja na mapie. Bo odległości w „rankingu” chyba co 6 godzin?

  9. Witam Wszyskich. Ja również się uzależniłem i i trzymam kciuki za naszego Gutka! Moje doświadczenie nakazuje mi jedynie chłonąć więdzę zawartą na forum, jednak tym wpisem pragnę udowodnić, że jest nas wielu, którzy szczerze kibicują.
    Słabe wiatry, które teraz trzymają Gutka to mała niespodzianka, jednak wierzę, że obroni świetną drugą pozycję. W stosunku do straty jaką miał do Brada w Cape Town w tym etapie będzie progres.
    Pozdawiam Wszystkich Forumowiczów.

  10. Ja to już jak glonojad z mojego akwarium – przyklejam się do ekranu laptopa, rano wstaję szybko kawa i co tam słychać na raceviewerze. Dziś nie ma wyjątku, choć weekend. Rodzina już też się na mnie patrzy tak jakoś szczególnie (nie wiecie o co im chodzi ???) Oj ten wiatr wcale mi się nie podoba, czemu on na żagle Gutka tak słabo wieje? Co to jest te kilka węzłów? Zła jestem. No ale cóż i tak jest dobrze – póki ster w wodzie gra jeszcze się toczy i trzeba mieć wiarę do końca. Pozdrawiam Pana Jurka w pierwszej kolejności bo zobaczyłam, że poznał kpt. Leonida Teligę. A ja właśnie co skończyłam czytać książkę „Samotny rejs Opty” i wzruszona jestem niezmiernie tą postacią człowieka. Też walczył do końca i to jak!. A jak pisał cudnie o swoim samotnym rejsie dookoła Świata. Sam też skonstruował swój samoster „Samuś” , a jak trzeba było to i rybkę złowił jak nie miał co jeść, albo już na konserwy nie mógł patrzeć. Teraz wzięłam się za Praktykę Oceaniczną – kpt Baranowskiego, podrzuconą przez mojego Ojca (on jeden mnie rozumie:). W dalszej części pozdrawiam naszych Przepowiadaczy Pogody – komentarze bezcenne! No i Was wszystkich – ja Was rozumiem :)

    • Jak już mówimy o książkach naprawdę twardych żeglarzy, to polecam „Mój własny świat” Robina Knox-Johnsona. Jest o jego pierwszym rejsie dookoła świata, i w sumie też w regatach. A regaty, jak widać, lubimy ;)
      Pozdrowienia dla Jurka. Ja Teligi nie miałem szansy poznać, ale za to często oglądam jego pomnik w klubie, do którego należę.

      • :) Postaram się przeczytać:) , jak Teliga okrążał kulę ziemską (skończył w kwietniu 1969 r) w styczniu 1969 r przebywał 162 dni na oceanie bez zawijania do portu – spotkali go wtedy marynarze z frachtowca „Moniuszko”. Sir Knox-Johnston był w tym czasie już 210 dni na morzu bez zawijania do portu:) A regaty lubimy :) bo od dziecka Tata mnie zabierał ze sobą – do żeglowania do klubu, – na regaty również (tylko jak byłam mała to nie mogłam wychylać się z kokpitu), później pozwolił mi już „balastować” i w sztormiakach czy deszcz czy słońce ryliśmy pewną częścią ciała w wodzie. A że Sportina lekka była to można było się pościgać :) na ostrym wietrze. I to było piękne !
        Miejmy nadzieję, że wiatr się odczaruje dla Gutka – i fale okażą się łaskawe (te co podesłał w sznureczku Jędrek – trochę nieciekawie wyglądały). Kapitanie Operona płyń bezpiecznie! Pozdrawiam Ahoj

        • Moja żona pyta, widząc mnie przyklejonego do monitora , czy my jakieś udziały w tym Gutku mamy?

          A z literatury o twardzielach, chociaż niekoniecznie regatowcach, polecam „Endurance” Caroline Alexander – o wyprawie Shackletona, jego nieugiętości i trosce o ludzi. Płynąc przez ponad dwa tygodnie z Wyspy Słoniowej „wcelowali” szalupą morską bez specjalnych przyrządów w Georgię Południową. I to w 1917 roku.
          Wracając do tu i teraz, chce się krzyczeć:” run, Gutek, run”. Już tak blisko, a głodny Derek, (zwany sympatycznie Darkiem) spieszy się na obiad…

  11. Gratuluję tym co mogą spać i czasami wstają. Ja niestety siedzę przy kompie, z nerwów piję piwko, przeglądam wszystkie możliwe strony o których wspominacie oraz inne które znam i rwę włosy z głowy. Żona pyta czy nie zachorowałem, bo zamiast pilotem od tv cały czas szuram myszką przy laptopie. Gutek twardziel i do końca nie odpuści ale ta różnica jest już „chyba” nie do odrobienia. Chociaż gdybym nie miał wiary to już bym chrapał. Wszyscy dmuchamy i będziemy mieć nadzieję do ostatniej mili. Pozdrowienia dla wszystkich no i przede wszystkim dla naszego guru.

  12. Mój dzisiejszy komentarz obędzie się tym razem bez tabelki z pozycjami Operona, kierunkami i prędkościami wiatrów. Z korespondencji z Gutkiem wiem, że po Pingouinie przyhamował rownież Operon. W ostatnim e-mailu Gutek doniósł, że wiatr jest bardzo słaby. Okazuje się, że wyż nadciągnął znacznie szybciej i najpierw w jego zasięgu znalazł się Brad, a teraz żeglujący po drugiej stronie Gutek. Zaraz po e-mailu Gutka zajrzałem na strony nowozelandzkich portali pogodowych. Bardzo dobrze jest rozpisana pogoda dla żeglarzy żeglujących wokół portu i drugiego co do wielkości miasta Christchurch (jest tam bardzo duża polska diaspora i polonijne organizacje). Wieści nie są pocieszające bowiem słabe wiatry z kierunków północnych potrwają do godzin południowych w sobotę (czasu nowozelandzkiego) . Czyli do godzin rannych czasu Greenwich. Naturalnie Gutek będzie się starał wykorzystać wiatry lokalne czyli bryzę dzienną i nocną. Południowe wybrzeże jest też miejscem ujść wielu rzek. Ich koryta umiejscowione w dolinach między wysokimi górami (Nowa Zelandia jest krajem górzystym) mogą przyspieszać słabe wiatry na zasadzie przeciągu w tunelu. Myślę, że polski żeglarz wykorzysta te zjawiska. Po czym silny wiatr, który później przyjdzie (około 30 w) ogarnie najpierw jacht amerykański, a dopiero po godzinie może dwóch jacht polski. Znaczy to, że najpierw do przodu wyrwie Brad i to mając wiatr z rufy, Gutek ruszy ciut później mając wiatr z dziobu. Jeżeli będzie to wiatr północnozachodni jak mówi prognoza z Christchurch (Gutek ma tę prognozę na pokładzie) to Operon powinien pognać na metę pełnym bejdewindem. Prognozuję, że Brad wejdzie przed Gutkiem z przewagą ponad 100 mil. Jeżeli się tak stanie to taktyka płynięcia południową stroną wyspy South Island opłaciła sie. Rano (czasu chicagowskiego) ponownie spojrzę na mapy pogody. W międzyczasie Gutek może skrobnie e-mail z wiadomościami lub zatelefonuje i sprawa bedzie znacznie jaśniejsza.
    Andrzej W. Piotrowski
    Chicago

  13. Nie chciałbym się wymądrzać, ale wydaje mi się, że Gutek płynie za blisko brzegu… Fakt, że przechodzi przez strefę 6,2 w… ale tam bardziej w prawo wieje ponad 10… Chociaż czy ja wiem, przecież on jest tam i wie lepiej. Patrzy na cały odcinek do mety. Gutek! Gutek!

    • Tez to zauwazylem. Chyba, ze przewiduje jakas zmiane w ukladzie frontu i uwaza, ze przy brzegu bedzie wialo. Ja bym plynol dalej od brzegu patrzac na obecny uklad wiatrow. Nie znam tamtejszych warunkow ale z doswiadczenia wiem, ze jak ma byc cisza, to przy brzegu jest wieksze prawdopodobienstwo na jakas bryze. Nie wiem czy ktos regatuje sie w okolicach Nowego Yorku ale wlasnie w regatach dookola Long Island czesto zeglarze nie znajacy miejscowych warunkow drugiego dnia po oplynieciu Mountauk wychodza w srodek zatoki Long Island Sound i stoja, a ci przy brzegu plyna.

  14. Chyba ze mną coś nie tak. Wstaję w nocy żeby sprawdzić race viwer. To prawie obłęd. A może nie prawie. Trzymaj się „Chłopie”.!!!!!!!
    Tomek
    „Melon”

  15. Opisujac Cook Strait /ciesnina Cooka/wiele razy autorzy podkreslaja,ze jest b.niebezpieczna /silne wiatry i duze fale/.Oczywiscie surfiarze to lubia.Jak to wyglada z wiekszymi statkami/prom/to dla przykladuhttp://www.youtube.com/watch?v=aUWascqCBe0&NR=1
    Mam nadzieje,ze sie na ten czas wyciszy Fitzroy Bay /zatoka Fitzroy’a/ktora przylega do Cook Strait.Przekraczajac mete w zatoce Fitzroy,Gutek musi jeszcze wejsc waskie gardlo Wellington Harbor i sporo przeplynac na parkowanie.W razie trudnych warunkow i ten odcinek/nawet na silniku moze byc b.ciezki.Tak wiec z emocji mozna powoli podnosic sie z siedzen,ale moze nie dmuchajmy .:)

  16. Może trzeba będzie dmuchać,choćby wirtualnie,chyba nie pójdę spać,że tak wolno Mu idzie.Już w domu na mnie wołają Gutek.Te ostatnie metry chyba na trzeźwo będzie ciężko.Nauczę się przy okazji trochę meteorologii, może przyda się na Zatoce Gdańskiej .Dziękuję Gutkowi za tak pasjonujący spektakl.Zawsze chciałem się wybrać do Nowej Zelandii.
    Teraz na wyspie jestem parę razy dziennie,wspaniała zabawa.Pozdrawiam wszystkich co wiedzą o czym piszą,ja tylko kiedyś czyściłem kotwicę Telidze przed wypłynięciem i to do tej pory pamiętam,to też był wielki człowiek,może teraz pomoże Gutkowi?

  17. Meta wirtualna jest usytuowana na pozycji: 174 45E i 41 58 S tj. mocno poniżej cieśniny czyli korzystna dla Gutka. Wirtualna pogoda jest następująca: obecnie od 1,6 do 3,8 w. dla Pingwina i około 13 dla Operona! W nocy: Brad 4,9-8,6 w., Gutek od 6,5 do 10,8 w. Jutro: Gutek nawet do 21 w. półwiatr, Brad kilkanaście knotów z rufy. Jutro w nocy – 28 dla OPerona i 36 w cieśninie dla Le Pingouina. Odległości do mety liczone są po linii prostej, tak więc Amerykanin ma troszkę więcej niż pokazują. Odległości pomiędzy dwójką pierwszych już się nie liczą…

    • Milka pisze, że pomiędzy 41°22 a 41°26 więc (niestety) chyba nie 41°58 S. I patrząc na mapę te 41°22-41°26 wydaje się sensowne – kawałek przed główkami portu. Piszę ‚niestety’, bo gdyby to było 41°58 S to Gutek miałby kilkadziesiąt nm bliżej a Brad dalej.

      Próbowałem też sprawdzić, jak podawane sa odległości na raceviewer – mi wyszło, że odległość do mety nie jest w linii prostej tylko uwzględnia, że trzeba okrążyć kawałek lądu (np. Brad). Natomiast ‚distance to leader’ jest po prostu roznicą pomiędzy odległościami do mety leadera i innego zawodnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.