17 lutego – znaczy Zbigniewa :)

Zbigniew Gutkowski

– Gutek, co u ciebie?

-Kobieto, u mnie od początku etapu to samo, mów co na świecie!

To ostatnio nasz standardowy początek dialogu. Dzisiaj Gutka imieniny – więc wszystkiego naj, ukończenia tych regat na najlepszej możliwej pozycji, samych sukcesów oraz tego, by za tym pionierskim udziałem w imprezie najwyższej rangi poszły następne – Twoje i innych! Wiwat!

P.S. nie wiem skąd miś na pokładzie, ale się zapytam; no i teraz już wiemy na pewno – Gutek nie płynie sam!

NASTĘPNY (MOCNY) NIŻ I JESZCZE JEDEN – KRZYSZTOF DUMARA

Zawodnicy do Gutka włącznie ogarnięci są już przez wiatry niżu, który urodził się z zafalowania na froncie chłodnym ostatniego z niżów z poniedziałkowych prognoz. Podchodzi on od zachodu i przyspiesza jazdę zawodników po kolei od ostatniego jachtu.  Wszyscy ustawiają się na lewym halsie i zaczynają sztormową żeglugę. Tylko Brad ma jeszcze chwilę wytchnienia i mniejszy wiatr (ale i prędkość). Najbardziej północna pozycja Gutka umożliwi mu najbardziej pełne płynięcie z tym WNWestem, gdy już się mocno rozwieje.

Do jutra na wielkim obszarze Oceanu Południowego niewiele się zmieni – sztormowa próba wytrzymałości, wiatr ciągle wzmagający się od zachodu. Można szukać pewnej ulgi idąc bardziej na północ, ale to nadłożenie drogi.

Po przejściu tego niżu mała chwila wytchnienia, ale już w piątek podejdzie, oczywiście od zachodu, kolejny powstały na chłodnym froncie bieżącego. Jest to typowe dla Oceanu Południowego, gdzie praktycznie bez wpływu lądu energia ciepłego powietrza spod zwrotników zderza się z frontem polarnym Antarktydy dając paradę kolejnych głębokich i aktywnych wirów niżowych obiegajacych szósty kontynent.  Ten nowy według prognoz ma się szybko rozwijać z fali na froncie, dając samodzielny klasyczny ośrodek z układem frontu ciepłego i chłodnego. Żeglarzy zaczną więc doganiać silne wiatry z NW poprzedzające jego front ciepły. A więc chyba nadal sztormowa jazda lewym halsem.

dla relaksu … kawa po nowozelandzku

Chris Jarr

Na fotosie kawa – jaką podają w Nowej Zelandii. Nie żeby mi jej brakowało (super być w domu) ale proszę docenić starania barmana ;). Tak porównawczo to jednak miły kraj, gdzie ludność stara się być sympatyczna, dla przyjezdnych i dla siebie nawzajem. Z ciekawostek – w perfumerii w domu handlowym obok mojego mieszkania pracowała filigranowa starsza pani – niemiernie elegancka i wykwintna – lat około 80. Pokażcie mi sklep w PL który by ją zatrudnił. Ze względu na kwalifikacje, wiedzę o kosmetykach itp – bezcenne. Generalnie dużo starszych ludzi (w wieku na pewno emerytalnym) pracujących dlatego, że chcą, i dlatego, że ich doświadczenie jest ważne. Dla pracodawcy. Dla klienta. Może za jakiś czas u nas też to będzie możliwe. To jedna refleksja.

Druga jest taka, że w Barcelona World Race pierwsza łódka (Virbac-Paprec) jest już w cieśninie Cooka oddzielającej obie wyspy Nowej Zelandii – którą nie tak dawno opuścili nasi czterej muszkieterowie. Ależ to szybko idzie, wystartowali przecież w sylwestra. Ale jadą w dwuosobowych zespołach, jadą non-stop, Virbac to łódka nówka sztuka – zupełnie jednak inaczej. Nasi też jadą szybko – ciekawa jestem, czy gdzieś przed Hornem obie floty się wymieszają i czy się będą widzieli nawzajem. Zobaczymy.

Trzecia rzecz – trzeba się pochwalić. Statystyki strony regat za 1 etap (49 dni) – 99 109 wizyt z Polski na 529 986 ogólnie, za drugi etap (też 49 dni) – 142 559 z Polski na 497 224 ogółem. Największą oglądalność ma polska wersja językowa. Urosło, za co bardzo Wam dziękuję – niewątpliwie właśnie dzięki temu miałam okazję pojechać do NZ. Mniej więcej wiadomo również jaki jest ramowy plan na przyszłość – nie wybieram się do Urugwaju, ale do Charleston tak. Ha ha – jeżeli dostanę wizę. Na czas przystanku w Urugwaju opracujemy sobie z Gutkową ekipą jakiś schemat łączności pozwalający na normalny przepływ informacji. Póki co, niech chłopaki tam dopłyną. Bez awarii. Trzymać kciuki proszę.

RYCZĄCE I WYJĄCE – KRZYSZTOF DUMARA

Wszyscy żeglarze w dobrej pogodzie i silnym korzystnym wietrze w ćwiartce SE wyżu, w przerwie między dwoma niżami. Gutek i Derek płyną kursem blisko ortodromy, dzięki stopniowemu skrętowi wiatru na WSW i zapewne zmniejszeniu się rozkołysu z południa po wiatrach z S poprzedniego niżu – co umożliwia jazdę baksztagiem kursem około 120. Brad uzyskuje duże prędkości i jedzie mniej optymalnie co do odległości, ale pełniej i wygodniej, na co może sobie pozwolić ze względu na uzyskaną przewagę. Chris ma już wiatr W i zdecydował się na zwrot z wiatrem, choć moim zdaniem mógłby śmiało naśladować G&D idąc też po ortodromie na zachodni koniec drugiej bramki bezpieczeństwa.

Do jutra do południa (naszego) cała stawka będzie już ogarnięta sztormowymi wiatrami WNW silnego niżu (centrum z niebieskim kwadratem) powstałego na zasadniczym froncie polarnym związanym z bardzo wolno poruszającym się starym niżem u brzegów Antarktydy (SN) . Czyli klasyczna pogoda ryczących czterdziestek /wyjących pięćdziesiątek i ostra jazda na małych żaglach.

Nowy niż połączy się ze starym i zacznie wygasać pod Antarktydą (centrum układu z niebieskim kwadratem).Chwila wytchnienia dla żeglarzy. Ale już na środę prognozowane jest powstanie na froncie chłodnym wygasającego układu następnego aktywnego niżu NN z bardzo silnymi wiatrami. A więc zapowiadają się następne dni bardzo szybkiej jazdy w sztormowych i (rzadziej) półsztormowych warunkach.

Uff …

Gutek w dość dobrym nastroju, opowiedział z satysfakcją o tym,  jak po raz kolejny NKE pokazał „error” i tym razem nie oznacza to katastrofy. Otóż jak pisałam wcześniej cały stary system NKE został zdjęty, wymieniony na inny (od Brada) który wcześniej podobno sprawował się bez zarzutu, ale ponieważ Brad dostał od swoich sponsorów nówkę B&G więc wymienił przed startem, a NKE spakował do pudełka. Razem z Gutkiem i licznymi pomocnikami założyli w Wellington to NKE na Operona, żeby mimo wszystko był kompletny system wtórny – kable, czujniki, zegary, wszystko. Działało w porcie, w trakcie kalibracji, działało też do tej pory. Gutek miał to włączone non-stop (tylko nie podpięte do steru, oczywiście) żeby sprawdzać sobie wskazania „zegarów” z nowym Raymarine. No i wczoraj tak po prostu NKE pokazuje serię errorów. Wygląda na to, że przyczyna jest głęboko ukryta i wyłazi dopiero na środku oceanu. Południowego. Tym razem na szczęście nie oznacza to dużych kłopotów – jest Raymarine, jedzie dobrze, a na zapasie jest jeszcze jeden Raymarine „na wszelki wypadek”. Ale zagadka pozostaje. Gutek zresztą twierdzi, że on nie widział jeszcze działającego NKE (było na Warcie – Polpharmie i też był z tym problem) – choć zna Francuzów którzy z tym jeżdżą i nie narzekają. Generalnie wyjaśnienie tej kwestii moim zdaniem leży już na pograniczu magii.

Na zdjęciu kawałek NKE który jak sądziliśmy w Wellington był przyczyną problemów.